fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dr Tomasz Makowski: Mania czytania

dr Tomasz Makowski z Biblioteką Narodową jest związany zawodowo od 1994 r., a stanowisko dyrektora objął w 2007 r.
PAP, Leszek Szymański
Cały czas najwięcej czytają młodzi, najmniej starsi, 60 +. Dlatego biblioteki publiczne powinny się skoncentrować na osobach starszych, które w większości nie czytają – przekonuje dyrektor Biblioteki Narodowej dr Tomasz Makowski.

Z tegorocznych badań, które przeprowadziła Biblioteka Narodowa, wynika, że czytelnictwo w ostatnim roku w naszym kraju ani nie wzrosło, ani nie spadło. To napawa pana optymizmem?

Dr Tomasz Makowski: Oczywiście tylko częściowym. Optymistyczne jest to, że po spadkach czytelnictwa, jakie odnotowano przed kilkoma laty, w ostatnich latach ta tendencja się zatrzymała.

Jak zdaniem pana dyrektora udało się to osiągnąć?

Powiedziałbym najkrócej: przez serię pozytywnych skojarzeń. W domach, w których się czyta, niewiele potrzeba. Dzieci widzą, że u ich rodziców książka jest rodzajem artykułu codziennej potrzeby, kojarzy się też z atrybutem dorosłości, mądrości. W domach, w których nie czyta się książek, a takich niestety jest dużo, taki przykład oczywiście nie zadziała. Społeczną odpowiedzialność ponoszą biblioteki szkolne i publiczne oraz media, które goszczą osoby popularne, obdarzone autorytetem czy kojarzące się z sukcesem. Takie właśnie osoby zwykle bardzo skutecznie zachęcają do czytania, opowiadając choćby o swoich ulubionych lekturach. W Polsce największym problemem dotyczącym czytania jest to, że wiąże się ono przede wszystkim ze szkołą. Badania pokazują jasno, że wraz z zakończeniem edukacji szkolnej czy akademickiej przestajemy czytać. Cały czas najwięcej czytają młodzi, najmniej starsi, 60 +, co pokazuje długą tradycję nieczytania i fakt, że w wielu domach nie ma książek na półkach.

Osoby udające się na emeryturę z reguły mówią, że więcej czasu spędzą na działce, poświęcą na podróże czy wychowywanie wnuków, rzadko deklarują, że wreszcie będą miały czas na zaległe ulubione lektury.

Tradycja czytania, która w wielu krajach Europy wywodziła się z XIX wieku, u nas była po prostu krótsza. Przeciętny Francuz, Anglik czy Włoch ma dużo większe szanse zobaczyć swojego dziadka czy pradziadka na tle ściany z książkami niż przeciętny Polak. Proszę pamiętać, że zaborcy zostawili nas z analfabetyzmem na bardzo długo, szczególnie w zaborze rosyjskim.

Kiedy ta sytuacja uległa zmianie?

Na szczęście po dwudziestu latach II Rzeczypospolitej to zjawisko właściwie udało się pokonać. Ograniczało się ono niemal wyłącznie do osób starszych, natomiast wśród dzieci i młodzieży nie istniało. W wykształceniu nawyku czytania nie pomogła z pewnością II wojna światowa. Nasz kraj obróciła w perzynę, zniszczyła praktycznie wszystkie biblioteki prywatne w Warszawie i wielu innych miastach. A w sytuacji takiego kataklizmu książki przestały być artykułem pierwszej potrzeby. W morzu ruin trzeba było zorganizować sobie miejsce do przetrwania, środki do życia. Kiedy nie było co jeść i co na siebie włożyć, potrzeba kontaktu z książką odchodziła na dalszy plan.

A czy skalę czytelnictwa mogą poprawić audiobooki?

Audiobooki wykazują tendencję wzrostową, co jest spowodowane dobrą akcją promocyjną, dostępnością interesującej oferty oraz tym, że sporo osób nie czyta z powodu braku czasu, a audiobooki pozwalają na słuchanie ulubionej książki np. w samochodzie, w czasie podróży. Warto jednak zauważyć, że książki elektroniczne czytają ci, którzy czytają także książki papierowe. To się nie wyklucza, tylko uzupełnia. Ci, którzy mają zwyczaj czytania w ogóle, kupują książki elektroniczne, bo to wygodny z wielu powodów format.

Pomyślałem o audiobookach odnośnie do ludzi starszych, którzy powtarzają, że nie czytają zbyt wiele, bo mają słaby wzrok lub szybko męczą się oczy. W tej sytuacji audiobooki byłyby dla nich rozwiązaniem.

Podzielę się pewną refleksją: w kontekście bibliotek wszyscy zajęli się dziećmi i młodzieżą, a oni świetnie sobie radzą. Od tego jest szkoła. A biblioteki publiczne powinny się skoncentrować na osobach starszych, które w większości nie czytają. Myślę, że przede wszystkim właśnie osoby dorosłe trzeba nauczyć chodzenia do bibliotek, które zapewniają darmowy dostęp do książek papierowych czy nowości wydawniczych, a dla osób starszych, słabowidzących jest specjalna oferta audiobooków i książek z dużymi literami. Co więcej, przygotowanie pracowników bibliotek, a w zasadzie formuła tych instytucji idealnie odpowiada osobom starszym.

Przed rokiem powiedział mi pan, że książki zaczęły być prestiżowym prezentem.

I tak jest nadal. Warto dodać, że według naszych badań więcej książek kupujemy, niż pożyczamy od znajomych. I do tego nasze zakupy są coraz bardziej świadome, zindywidualizowane. To jest też dobry prognostyk dla rynku wydawniczego. Zakupy do bibliotek publicznych utrzymują się na tym samym poziomie, natomiast w bibliotekach szkolnych widać wyraźny wzrost. Dzięki Narodowemu Programowi Rozwoju Czytelnictwa chyba po raz pierwszy od 20 lat do tych bibliotek trafiło więcej książek, odnotowujemy wzrost od 5 do 7 proc. w ciągu roku. To znakomity rezultat. Więcej czytają kobiety niż mężczyźni, młodzi niż starsi. Czytamy chętniej literaturę popularną niż elitarną, co występuje właściwie wszędzie na świecie. Cieszy i to, że powstające w ostatnim czasie filmowe serwisy internetowe nie odciągnęły od czytania tych, którzy mieli zwyczaj sięgania po książkę. Może to być początek pozytywnej zmiany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA