fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Słowacja: Nic nie wiemy o zabójcach Jána Kuciaka

W tym domu we wsi Velka Mača pół roku temu zamordowano dziennikarza Jána Kuciaka i jego narzeczoną Martinę Kušnírovą. Na bramie ktoś napisał „Miłość jest silniejsza niż zła władza”.
Fotorzepa, Jerzy Haszczyński
Wydawało się, że śmierć dziennikarza śledczego zmieni Słowację. Po pół roku dominuje rozczarowanie.

Zmiany polityczne na pierwszy rzut oka wyglądają poważnie. Wielkie demonstracje, które przetoczyły się przez Słowację w związku z morderstwem reportera śledczego Jána Kuciaka, zmiotły z głównej sceny politycznej premiera Roberta Ficę, wpływowego ministra spraw wewnętrznych i szefa policji.

– Dominuje poczucie, że zmieniono ludzi, ale pod powierzchnią jest to samo – mówi „Rzeczpospolitej" Karen Henderson, brytyjska politolog, od lat mieszkająca na Słowacji i wykładająca na uniwersytetach w Bratysławie i Trnawie.

Przede wszystkim rozczarowanie budzi stan śledztwa w sprawie zabójstwa, które wstrząsnęło nie tylko Słowacją. Morderstwa dziennikarzy, zwłaszcza tropiących nadużycia władzy, to coś niezwykłego w UE. W odstępstwie kilku miesięcy zdarzyły się jednak dwa, na krańcach wspólnoty, w październiku 2017 roku na Malcie zginęła w wyniku wybuchu bomby podłożonej w jej samochodzie 53-letnia Daphne Caruana Galizia. W lutym 2018 roku na Słowacji życie stracił 27-letni Ján Kuciak.

 

Czytaj także: Strzały, które obudziły Słowację

Niedokończony artykuł

Nawet data nie jest na 100 procent pewna. Ale wszystko wskazuje na to, że Kuciak i jego narzeczona Martina Kušnírová zginęli od kul 21 lutego (jeżeli tak, to dziś upływa dokładnie pół roku od tragedii). Ciała znaleziono w ich domu we wsi Velka Mača (60 km na północny wschód od Bratysławy), 25 lutego.

– Wszystko, co wiemy, to to, że morderstwo było związane z pracą Kuciaka i że był celem zabójców. Choć krótko po morderstwie pojawiły się sugestie o związkach z pracą jego dziewczyny [była archeologiem], ale okazały się fake newsem – informuje „Rzeczpospolitą" Peter Bárdy, redaktor naczelny portalu Aktuality.sk, w którym pracował zamordowany reporter.

Kuciak pisywał tam teksty o praniu brudnych pieniędzy, wyłudzeniach podatku VAT, bliskich kontaktach czołowych polityków z podejrzanymi biznesmenami – ale trafiały do niewielkiej grupy odbiorców. Miliony ludzi na świecie poznały natomiast jego opublikowany pośmiertnie, ostatni i niedokończony artykuł, w którym ujawnił proceder wyłudzeń unijnych dotacji i powiązania premiera Ficy z mieszkającymi na Słowacji Włochami, oskarżanymi o działalność mafijną.

Dwie wersje mafijne i nie tylko

Redakcja Aktuality.sk uważa, że nie jest właściwie informowana o przebiegu śledztwa. – Policja wie, jak po Velkej Mačy poruszał się potencjalny morderca, ale my szczegółów nie znamy. Od naszych źródeł wiemy, że nie ma żadnego poważnego postępu w dochodzeniu – mówi Peter Bárdy.

Aktuality.sk należy do wielkiego szwajcarsko-niemieckiego koncernu Ringier Axel Springer, który powołał międzynarodowy zespół dziennikarzy śledczych do wyjaśnienia tragedii. Na razie bez skutku. Współpraca trwa, podkreśla szef zabitego reportera.

– Szczerze mówiąc: nic nie wiemy. Ani kto zamordował, ani jakie były motywy, nie znamy żadnych szczegółów. Jest wersja, że to mafia włoska. Jest i taka, że to mafia albańska. Są i inne, ale nawet nie wiemy, która jest najważniejsza dla prowadzących dochodzenie – mówi „Rzeczpospolitej" Matúš Kostolný, redaktor naczelny internetowego Dennika N, najbardziej wpływowej gazety na Słowacji.

Karen Henderson uważa, że nawet gdyby policja cieszyła się wielkim zaufaniem społecznym i była supersprawna, to rozwiązanie zagadki śmierci Kuciaka byłoby trudne. – Tak to jest z morderstwami, których dokonują wynajęci kilerzy powiązani z mafią. A w tym wypadku prawdopodobnie tak było.

Robert Fico nie zrezygnował na zawsze

Z zabitym dziennikarzem utożsamiło się wielu młodych Słowaków. Niezwiązani z żadnymi ugrupowaniami politycznymi licealiści i studenci organizowali manifestacje w wielu miastach Słowacji, tak wielkich demonstracji nie widziano w tym kraju od ćwierćwiecza – od upadku komunizmu i rozpadu Czechosłowacji. Padały na nich żądania dymisji czołowych polityków i przyśpieszonych wyborów. Społeczeństwo coraz powszechniej dowiadywało się przy okazji o roli oligarchów w życiu polityczno-gospodarczym kraju.

Zdaniem krytyków główna rządząca partia Smer (z nazwy socjaldemokratyczna, z praktyki – populistyczna) działała jak spółka, zarządzana z tylnego siedzenia przez oligarchów. – Oni w przeciwieństwie do swojego kolegi w Czechach, Andreja Babiša, nigdy nie byli w rządzie. Mają swojego Ficę, który jako dyrektor generalny musi załatwiać ich biznesy z państwem. Mogą nadal na niego stawiać, ale mogą też poszukać sobie kogoś innego – mówiła mi w czasie marcowych protestów Magda Vášáryova, niegdyś aktorka, potem polityk i dyplomata.

Fico oddał kilka dni później stery rządu Pellegriniemu.

– Mamy innego premiera, innego szefa MSW, innego komendanta policji, jednak ci nowi są powiązani ze starymi. Nowe twarze, ale taka sama strategia czy filozofia. Choć są sytuacje, gdy premier Pellegrini wykazuje niezależność – mówi mi Matúš Kostolný, szef Dennika N.

Te nowe twarze są chyba tylko przejściowo. Nieoczekiwanie Robert Fico przyznał w wywiadzie, który ukazał się w poniedziałek w dzienniku ekonomicznym „Hospodárske noviny", że w następnych wyborach do parlamentu (powinny się odbyć do marca 2020) to on będzie stał na czele listy Smeru.

Czyli gdyby jego partia wygrała i stworzyła koalicję (w sondażach wciąż jest pierwsza), Fico wróciłby na fotel premiera. Spędził już na nim 10 lat, znaczna część unijnej historii Słowacji to historia jego rządów. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA