Prawo karne

Odpowiedzialność za eutanazję

AdobeStock
Cierpienia psychiczne nie muszą redukować odpowiedzialności zabójcy.

Jakiś czas temu mogliśmy wszyscy usłyszeć lub przeczytać o sprawie zabójstwa w Lipinach niedaleko Hajnówki. To ofiara, według wstępnych doniesień, miała prosić sprawcę o zabicie, a przyczyną żądania miał być zawód miłosny; miała wręczyć mu nawet załadowany pistolet. Nie podejmując się próby rozstrzygnięcia tej sprawy, gdyż nie tylko nie znamy wszystkich jej istotnych okoliczności, ale przede wszystkim nie taka jest nasza intencja, warto wskazać, co należy rozumieć pod pojęciem przestępstwa eutanazji, o którym zrobiło się głośno z powodu tego przypadku.

Ale właśnie – czy eutanazji? Termin ten wszak nie należy do języka prawnego, a występuje w języku prawniczym dla opisania przestępstwa stypizowanego w art. 150 § 1 Kodeksu karnego. Zazwyczaj określa się nim zabicie, na jej żądanie, osoby, która jest nieuleczalnie chora i która z powodu choroby doznaje ogromnych cierpień. W takich okolicznościach zabójstwo ma wymiar humanitarny i obliczone jest na skrócenie cierpień chorego.

Ani szczytne pobudki działania sprawcy, ani też żądanie samego zainteresowanego nie wyłączają jednak w takim wypadku odpowiedzialności karnej. Przyjmuje się bowiem, że życie człowieka nie jest dobrem prawnym, którym może on w sposób swobodny dysponować w tym znaczeniu, iż zgoda na naruszenie tego dobra miałaby powodować bezkarność (jak w wypadku np. zgody na naruszenie nietykalności cielesnej).

Nie ma jasnych przyczyn

Dokładna lektura art. 150 § 1 k.k. każe się jednak zastanowić, czy właśnie tak (i tylko tak) należy odczytywać stypizowane w nim przestępstwo. W przepisie tym ustawodawca, pod groźbą kary pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu (a więc daleko niższej niż przy zabójstwie w typie podstawowym – od ośmiu do 15 lat, 25 lat, dożywotnie pozbawienie wolności), zabrania zabicia człowieka na jego żądanie pod wpływem współczucia dla niego. Nie wskazuje przy tym, co miałoby być powodem takiego żądania czy przyczyną współczucia, które mają uzasadniać łagodniejszą odpowiedzialność za zabójstwo.

W doktrynie prawa karnego kwestia ta należy do wyjątkowo spornych. Wedle jednych przyczyną żądania może być tylko i wyłączne cierpienie fizyczne wywołane ciężką nieuleczalną chorobą; niektórzy rozciągają to także na ciężkie obrażenia doznane w wypadku. Inni natomiast przyjmują, że powód żądania i przyczyna współczucia nie mają znaczenia, mogą więc być wywołane np. zawodem miłosnym czy utratą bliskiej osoby.

Ten drugi pogląd jest nam zdecydowanie bliższy, zwłaszcza że ustawodawca w kodeksie karnym nie zawęża przyczyn żądania do nieludzkiego bólu wywołanego chorobą (i to nieuleczalną). Co więcej, w kodeksie karnym nie wskazano nawet, iżby żądanie pokrzywdzonego i współczucie sprawcy miały być uzasadnione okolicznościami czynu, przede wszystkim sytuacją, w jakiej znalazł się żądający śmierci.

Oczywiście, żądanie ma być świadome, poważne i wyrażone dobrowolnie przed popełnieniem czynu. Oprócz tego trudno jednak doszukiwać się w ustawie karnej dodatkowych znamion, które nie zostały w niej wyrażone. Mamy świadomość tego, że w wypadku typu czynu określonego w art. 150 § 1 k.k. chodzi o dobro najwyższe, istotne nie tylko z punktu widzenia jednostki, ale także nas wszystkich jako społeczeństwa. Uważamy jednak, że zmiana postrzegania znamion zabójstwa na żądanie (rozmyślnie nie używamy tu terminu „eutanazja") powinna nastąpić w drodze legislacyjnej, nie zaś wykładniczej.

Znane już wcześniej

Przypomnieć tylko należy, że ten typ przestępstwa znany był już przedwojen nemu Kodeksowi karnemu (a wcześniej również chociażby Kodeksowi karnemu z 1903 r., obowiązującemu na terenie zaboru rosyjskiego, pod postacią zabójstwa z litości – art. 460). Na gruncie art. 227 k.k. z 1932 r. Sąd Najwyższy już wówczas szeroko zakreślał przyczyny żądania zabójstwa i powody współczucia dla pokrzywdzonego, przyjmując, że: „Przepis art. 227 k.k. ma niewątpliwie na myśli przede wszystkim wypadki żądania zabójstwa z powodu cierpień fizycznych, spowodowanych ciężkiem kalectwem, chorobą nieuleczalną lub połączoną z bólami nie do zniesienia, brak jednak jakiejkolwiek podstawy do wyłączania możliwości zastosowania sankcji z tego artykułu do innych wypadków, raczej zaś przyjąć należy, iż wchodzić tu mogą w grę jakiekolwiek przyczyny, które, gdyby nie brak odpowiedniej siły fizycznej, środków lub odwagi, byłyby zdolne doprowadzić żądającego do samobójstwa" (orzeczenie SN z 19 stycznia 1933 r., III K 115/32). W innym z orzeczeń Sąd Najwyższy z kolei wskazał, że „o współczuciu, któreby uzasadniało zastosowanie art. 227 k.k. [z 1932 r. – dop. M.H], może być mowa tylko w wypadku, gdy sprawca przekonany jest o tym, że osoba żądająca śmierci cierpi tak silnie, iż ze względu na jej cierpienia śmierć stanowi dla niej raczej dobrodziejstwo i że tylko śmierć może ją od tych cierpień uwolnić", dodając, że „zawód miłosny może wywołać u dotkniętego nim osobnika cierpienia duchowe, zdolne nawet do spowodowania go do targnięcia się na własne życie, nie ulega kwestii" (wyrok Izby Karnej SN z 24 lutego 1936 r., K 2240/35).

Zajmując powyższe stanowisko, jednocześnie jesteśmy zdania, że obecne sformułowanie omawianego przepisu wymaga przeredagowania, by precyzyjne określił okoliczności żądania zabójstwa, które uzasadniać mają łagodniejszą karalność.

Należy pamiętać, że życie ludzkie stanowi dobro bardzo silnie chronione przez prawodawcę, czego wyrazem jest chociażby potwierdzenie tej ochrony już w przepisie rangi konstytucyjnej (art. 38 ustawy zasadniczej), a także, wspomniany już, brak możliwości skutecznego wyrażenia zgody na naruszenie życia. W naszej opinii zakres zastosowania art. 150 § 1 k.k. powinien zostać wyraźnie zawężony, z jednej stronny, do wypadków dotyczących fizycznego, nieludzkiego cierpienia, którego osiągnięcia medycyny nie są w stanie przerwać albo istotnie zmniejszyć, a z drugiej – do działania sprawcy umotywowanego względami humanitaryzmu i współczucia. W konsekwencji takiej zmiany, przepis odnosiłby się wyłącznie do przypadków, które aktualnie potocznie określa się jako eutanazję.

Nie zawsze usprawiedliwiają

Cierpienia psychiczne, zwłaszcza w wymiarze werterowskim, nie powinny stanowić przyczyny obniżenia zagrożenia karą za zabójstwo. Z reguły mają one charakter przejściowy i ustępują, a co najmniej, z upływem czasu, ulegają osłabieniu do tego stopnia, że wola śmierci zanika. Zwłaszcza stany spowodowane złamanym sercem, niezdanym egzaminem, utratą pracy czy innymi niepowodzeniami. Mogą one, co prawda, powodować załamanie nerwowe, obniżenie samopoczucia, ewentualnie krótkotrwałe, ale bardzo intensywne negatywne emocje. Z pewnością część ludzi w sytuacjach takiego załamania pomyślało, a być może wspominało o chęci zakończenia swojego życia. Stan taki jednak szybko przemijał, pojawiały się nowe możliwości, miłości i szanse, a wraz z nimi znikało też cierpienie. Niekiedy bowiem wystarcza sam upływ czasu – jak zdaje się następować w wypadkach złamanego serca. W takich sytuacjach nie ma więc silnego aksjologicznego uzasadnienia, aby w stopniu przewidzianym dla „eutanazji" tak znacząco redukować odpowiedzialność karną zabójcy.

Na koniec, by rozwiać wszelkie wątpliwości, uważamy, że choć ból spowodowany zawodem miłosnym czy zdradą albo stratą bliskiej osoby może wywołać u człowieka równie silne cierpienia, to jednak jesteśmy zdania, iż żądanie zabójstwa nie powinno być w takich okolicznościach spełnione, nawet w obecnym stanie prawnym. Wokół takich osób powinni znaleźć się ludzie, którzy służyć będą raczej wsparciem aniżeli „przyjacielskim" pociągnięciem za spust.

Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Karnego Akademii Leona Koźmińskiego, członkiem Biura Studiów i Analiz, Izba Karna, Sąd Najwyższy

Współautorką tekstu jest Monika Nazaruk, studentka IV roku prawa w Akademii Leona Koźmińskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL