fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Kontrola drogowa: policja stanie na autostradzie

Adobe Stock
Funkcjonariusz zatrzymujący kierowcę do kontroli musi wyznaczyć bezpieczne miejsce jego postoju.

Policja może stać wszędzie. Na drodze lokalnej, krajowej, ekspresowej, a nawet na autostradzie. Warunek jest jeden: ma być bezpiecznie. 7 listopada zmieniły się przepisy o kontroli drogowej. Stanowią wprost, że radiowóz może stanąć w autobusowej zatoczce czy tuż obok znaku zakazu postoju.

A jak z autostradami i drogami ekspresowymi? – dociekają kierowcy. Uważają, że z powodu rozwijanych tam prędkości szybkie zatrzymanie na poboczu może zagrażać bezpieczeństwu innych.

Warunek jest jeden

– Doprecyzowany przepis o kontroli ruchu drogowego dotyczy także autostrad i dróg ekspresowych – informuje „Rzeczpospolitą" Radosław Kobryś z Komendy Głównej Policji. Zastrzega, że zatrzymywany przez drogówkę kierowca powinien skierować się w wyznaczone mu miejsce. Nieważne, że musi pokonać np. ciągłą linię. Za to nie będzie kary. – Od momentu zatrzymania to policjant bierze na siebie odpowiedzialność za bezpieczną kontrolę – dodaje Kobryś. Wyjaśnia, że policyjny radiowóz nie jest zwykłym uczestnikiem ruchu drogowego. Uspokaja też kierowców, że nowe przepisy nie spotęgują obecności policji na autostradach (czy to w cywilnych, czy w oznakowanych autach). Według danych Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Łodzi (CBRD) problem braku umiejętności jazdy po autostradach dotyczy zachowania ok. 80 proc. kierowców. Jeśli wziąć pod uwagę liczbę śmiertelnych wypadków na najszybszych drogach w zestawieniu z długością autostrad (nieco ponad 1,6 tys. km), nie jest dobrze.

– Nie możemy udawać, że na najszybszych drogach problemu nie ma. Policja musi się więc tam pojawiać – mówi Michał Kotarski, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Nie od dziś wiadomo, że na najszybszych drogach policja korzysta z bardziej oryginalnych „radiowozów". Przykład? Śmigłowiec, który monitoruje sytuację na drogach. Jeśli kierowca złamie przepisy, dostanie mandat z nieba. Niedawno spotkało to kierowców poruszających się po łódzkich odcinkach autostrad A1 i A2.

Mundurowi zwracają uwagę głównie na kierowców łamiących zakazy wyprzedzania. Przyłapani na tym najczęściej wypierają się winy, bo nie widzieli na trasie radiowozu. Ich zaskoczenie wzrasta, gdy okazuje się, że wyczyny zarejestrowała kamera zainstalowana na śmigłowcu.

Sygnał z kamery na pokładzie policyjnego śmigłowca trafia na bieżąco do ekip z radiowozów rozmieszczonych przy najbardziej niebezpiecznych punktach autostrad A1 i A2. Na podstawie tego sygnału, a w razie wątpliwości po kontakcie z policjantem ze śmigłowca, funkcjonariusze zatrzymują i kontrolują kierowców, którzy naruszyli przepisy.

Do ścigania kierowców drogówka używa też dronów.

Specjaliści od prawa lotniczego twierdzą, że wykorzystanie dronów do pilnowania bezpieczeństwa ruchu drogowego to bardzo dobry pomysł. W dodatku oszczędny, bo bezzałogowe statki mogą same rejestrować wykroczenia.

Jak policja wykorzystuje drony? Urządzenie w kilku miejscach, każdorazowo przez kilkadziesiąt minut, rejestruje z góry zachowania uczestników ruchu drogowego. Oko kamery sprawdza, czy użytkownicy drogi stosują się do sygnalizacji świetlnej, czy piesi we właściwy sposób przekraczają jezdnie, rejestrowane są też wykroczenia w relacjach kierujący–pieszy (nieprawidłowe omijanie, wymuszanie pierwszeństwa itd.).

Zadbać o szczegóły

Prowadzenie tradycyjnych kontroli drogowych polegających na zatrzymywaniu kierowców wymaga jednak spełnienia kilku warunków: w obszarze zabudowanym może nas zatrzymać policjant nieumundurowany, a poza nim musi być w mundurze; policjant przy dobrej widoczności daje znaki lizakiem lub ręką. We mgle, burzy lub gdy robi się ciemno, powinien zatrzymywać do kontroli latarką; może przeprowadzać kontrolę przy samochodzie oznakowanym lub nieoznakowanym, i to bez względu na to, czy jest to teren zabudowany czy nie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA