fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jak zrujnowano karierę niewygodnego prezesa

Zarzuty wobec Marcina Idzika umorzono w marcu. Prokurator uznał, że były bezpodstawne.
Fotorzepa, Robert Gardziński
Byłego wiceministra obrony wrobiono w korupcję, której nie popełnił. Wykorzystano do tego podsłuchy CBA i prokuraturę.

Po dwóch latach łódzka prokuratura wycofuje się z zarzutów korupcyjnych wobec Marcina Idzika, wiceministra obrony w czasach, gdy premierem był Donald Tusk, późniejszego szefa Polskiego Holdingu Obronnego (PHO) i EuRoPol Gazu. Prokuratura uznała, że nie popełnił przestępstwa, które mu zarzucono. Zebrane w śledztwie dowody potwierdzają, że od początku nie było podstaw, by postawić zarzuty. Dlaczego to zrobiono? – Według mnie miało to na celu wytworzenie sytuacji prowadzącej do zdyskredytowania mojej osoby i doprowadzenia do odwołania z zajmowanych stanowisk – mówi dziś Marcin Idzik.

Tajemnicza rozmowa

Zarzut „wręczenia obietnicy korzyści majątkowej" Prokuratura Apelacyjna w Łodzi postawiła Idzikowi 19 października 2015 r. Idzik miał ją „wręczyć" podczas rozmowy telefonicznej z łódzkim senatorem PO Maciejem Grubskim 15 marca 2013 r. Idzik był wtedy wiceprezesem państwowego Bumaru, a rząd PO–PSL przygotowywał się do konsolidacji polskiego przemysłu zbrojeniowego. W rozmowie, którą nagrało łódzkie CBA, w zamian za poparcie tego pomysłu miał zadeklarować, że Bumar może podpisać kontrakt z Fabryką Osi Napędowych z Radomska (FON). Senator Grubski był wtedy wiceprzewodniczącym senackiej Komisji Obrony Narodowej, a 19 marca miało się odbyć posiedzenie komisji w tej sprawie. Miano dyskutować o konsolidacji. Nie wiadomo, jakie słowa dokładnie padły w rozmowie obu polityków, bo stenogramy są tajne.

W śledztwie przeciwko byłemu wiceministrowi pojawiają się poważne wątpliwości. Po pierwsze, data nagranej rozmowy: 15 marca 2013 r. Nagrania mające być dowodem rzekomej korupcji łódzka delegatura CBA z prokuraturą wykorzystały dopiero po upływie ponad 2,5 roku, choć materiał, jeśli nie stanowi dowodu przestępstwa, powinien być zniszczony. Czy łódzka CBA w sposób nieuprawniony dysponowała materiałami z kontroli operacyjnej bez wymaganej zgody sądu? A jeśli tak, to po co?

Zarzuty z opóźnieniem

Senator Grubski, choć jest funkcjonariuszem publicznym, który miał „się dogadać" z prezesem Idzikiem, zarzutu przyjęcia korzyści nigdy nie usłyszał. – To, co zrobiono Idzikowi rękami prokuratury i CBA, to skandal – mówi „Rzeczpospolitej" senator Grubski. Ma wyrzuty sumienia, że zwykła rozmowa o spółce FON stała się hakiem na niewygodnego prezesa. – Jestem parlamentarzystą, zgłaszają się do mnie ludzie, wyborcy, także polskie firmy, jak ta fabryka. Wtedy dużo się mówiło o polonizacji sektora zbrojeniowego, a ja się pytałem, dlaczego tyle przetargów zbrojeniowych wygrywają Rosjanie albo Francuzi, a nie polskie firmy. Czy alarmowanie prezesa spółki zbrojeniowej o tej patologii było przestępstwem? – piekli się senator.

Są i inne wątpliwości. Postanowienie o przedstawieniu zarzutu Idzikowi ma datę 29 września 2015 r. (12 dni po powołaniu go na stanowisko prezesa EuRoPol Gazu), ale przedstawiono je dopiero 19 października. – Chciałem się do tego odnieść, ale okazało się to niemożliwe. Cała czynność trwała kilka minut – przyznaje Marcin Idzik i dodaje, że nie był przesłuchany przez prokuratora, bo ten nie posiadał materiałów z podsłuchów (tłumaczył, że znajdują się one w łódzkim CBA).

Sprawa przeciwko byłemu wiceministrowi nie miała podstaw i prok. Michał Kurowski, który stawiał mu zarzuty, musiał o tym wiedzieć. – Świadczą o tym dowody z dokumentów oraz powszechna i ogólnie dostępna wiedza – mówi Idzik.

Wyjaśnia, że łódzka prokuratura od roku miała wtedy materiały z Bumaru dotyczące współpracy z Fabryką Osi Napędowych, bo osobiście wydał je CBA. Już wtedy prokuratura musiała mieć nagranie rozmowy Grubskiego z Idzikiem, ale wtedy nie widziała podstaw do postawienia zarzutów – Idzik był w śledztwie przesłuchiwany jako świadek. Poza tym FON miał z Bumarem dwie umowy na mosty napędowe (o wartości 150 tys. zł), tyle że z lat 2011 i 2012. A Idzik był wtedy dyrektorem Biura ds. Antykorupcyjnych w Ministerstwie Obrony Narodowej, a potem wiceministrem – nie szefem Bumaru.

Prokurator umarza

Po zmianie rządu i likwidacji prokuratur apelacyjnych sprawę Idzika przejął nowy łódzki Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz trzeci prokurator Krzysztof Zapałowski. W marcu tego roku wydał postanowienie o umorzeniu zarzutów, które postawił mu Kurowski. Postanowienie jest prawomocne. Prok. Zapałowski w umorzeniu napisał, że „Marcin Idzik nie był zaangażowany w zawarcie kontraktu (z FON – red.), po drugie w żaden sposób na nikogo ze swoich pracowników nie naciskał".

Wiele osób z kręgów ówczesnej władzy twierdzi, że postawienie zarzutów prezesowi Marcinowi Idzikowi nie było przypadkowe. I nie chodziło wcale o fotel prezesa PHO, ale o EuRoPol Gaz, spółkę zarządzaną przez rosyjski Gazprom i polski PGNiG, której 18 września 2015 r. Marcin Idzik został prezesem. To spółka zarządzająca polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego, a jej główne przychody to wpływy z opłat za przesył, głównie od Rosjan. Zarząd zarabia ogromne pieniądze, ale ze względu na Rosjan jest „trudną" w zarządzaniu spółką.

Układ?

Jak pisał w styczniu 2016 r. „Wprost", Idzik został prezesem spółki bez zgody ministra skarbu Andrzeja Czerwińskiego. Ale decyzję o zmianach personalnych podjął jego zastępca Zdzisław Gawlik (miał zgodę m.in. premiera). Zaczęto wtedy rozpuszczać plotki o tym, że PO chciała podjąć decyzje dobre dla Rosjan, m.in. zgodzić się na wypłatę pieniędzy ze zgromadzonego latami zysku (Gazprom chciał za to sfinansować Nord Stream 2).

Co miał z tym wspólnego Idzik? – Nic. Nie chodziło personalnie o mnie. Po powołaniu mnie na prezesa EuRoPol Gazu dostałem esemesa od znajomego o treści: „Zniszczą cię". Każdy byłby tak samo potraktowany – mówi.

Odwołanie Idzika było jednak trudne, bo polska strona musiałaby wezwać Rosjan na walne zgromadzenie. Ukarano go inaczej. Do stycznia 2016 r. nie podpisano z nim umowy o pracę, nie płacono mu pensji, choć przez cztery miesiące był prezesem. – Podpisano ze mną umowę o pracę pod warunkiem złożenia rezygnacji z funkcji – mówi Marcin Idzik.

Zdzisław Gawlik, dziś poseł PO, mówi, że „sprawa, która uderzyła m.in. w Idzika, powinna zostać wyjaśniona, bo ma wiele warstw". – Powiem oględnie, że poniósł on konsekwencje, żeby ktoś utrzymał wpływy. Idzik nie był człowiekiem pewnego układu. I ten układ nie leży na granicy PO–PiS – mówi tajemniczo Gawlik.

On sam za zmiany personalne w EuRoPol Gazie został odsunięty od obowiązków. Stanowiska nie stracił wyłącznie dlatego, że był to czas wyborów parlamentarnych.

Marcina Idzika skutecznie wyeliminowano z życia publicznego. – Zrujnowano mi życie zawodowe. Chciano ze mnie zrobić rosyjskiego szpiega albo przestępcę. Do dziś nie mogę zrozumieć, kto i dlaczego podjął takie działania wobec mojej osoby. Może w przyszłości to się wyjaśni – mówi z żalem.

Prokuratora Michała Kurowskiego, który pracuje obecnie w departamencie ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, chcieliśmy zapytać, dlaczego postawił zarzuty Idzikowi, chociaż dowody świadczyły na korzyść byłego ministra. Odmówił. – Nie jest już referentem tej sprawy i nie udziela żadnych informacji na jej temat. Ma do tego prawo – przekazał przez Arkadiusza Jaraszka z biura prasowego Prokuratury Krajowej.

Pytania w tej sprawie ponad dwa tygodnie temu wysłaliśmy też do Prokuratury Krajowej w Łodzi. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: i.kacprzak@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA