Wcześniej o wycofaniu się władz z ustawy informowały chińskie media.
Na razie nie jest jasne, czy ogłoszenie wycofania się z kontrowersyjnej ustawy pomoże w uspokojeniu nastrojów w mieście.
Wycofanie się z ustawy było jednym z kluczowych postulatów protestujących. Lam mówiła wcześniej, że ustawa jest martwa, ale formalnie była ona jedynie zawieszona.
Przeczytaj także: Giełda w Hongkongu odżyła po ustąpieniu władz. Duże wzrosty
W poniedziałek Reuters podawał, że Lam na zamkniętym spotkaniu z biznesmenami miała przyznać, że wywołała "niewybaczalny zamęt" przedstawiając ustawę i dodała, że gdyby zależało to od niej wówczas "przeprosiłaby i ustąpiła ze stanowiska" sugerując, iż nie pozwalają jej na to władze w Pekinie. Lam w odpowiedzi oświadczyła, że pozostaje na stanowisku w wyniku decyzji podjętej samodzielnie.
Władze w Pekinie wcześniej odrzucały propozycje Lam, by załagodzić konflikt wycofując się z ustawy - podkreśla Reuters powołując się na trzy źródła mające wiedzę o negocjacjach w tej sprawie.
Chiński MSZ pytany o doniesienia na temat wycofania się z ustawy odpowiada, że rząd centralny "wspiera, szanuje i rozumie decyzję Lam o zawieszeniu ustawy".
Władze w Pekinie podkreślają, że nie mieszają się w politykę Hongkongu. We wtorek ostrzegały jednak, że nie będą stać spokojnie, jeśli niepokoje w mieście będą zagrażać bezpieczeństwu i suwerenności Chin.
W Hongkongu od czerwca trwają protesty, zainicjowane przez opór wobec projektu ustawy ws. ekstradycji, która pozwoliłaby na sądzenie obywateli Hongkongu przed podległymi Komunistycznej Partii Chin sądami w Chinach. Mieszkańcy Hongkongu uznali to za cios w swobody zagwarantowane im przez Chiny, w związku z przekazaniem kontroli nad Hongkongiem Państwu Środka przez Wielką Brytanię w 1997 roku.
Hongkong funkcjonuje w ramach Chin zgodnie z zasadą "jedno państwo - dwa systemy". Oznacza to w praktyce znaczną autonomię miasta, którego mieszkańcy mają m.in. prawo do organizowania demonstracji, a sądy w Hongkongu pozostają niezależne.
Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam zawiesiła sporne przepisy, ale protesty nie ustały. W czasie kolejnych demonstracji protestujący żądali całkowitego wycofania się z przepisów, dymisji Lam i zwolnienia z aresztów zatrzymanych uczestników protestów, a także wycofania zarzutów przeciwko nim.
5 sierpnia w Hongkongu doszło do strajku generalnego, który zakłócił m.in. funkcjonowanie międzynarodowego lotniska w byłej brytyjskiej prowincji. Szefowa administracji Hongkongu, Carrie Lam oświadczyła, że fala protestów jaka przetacza się przez byłą brytyjską kolonię sprawia, że miasto znajduje się na krawędzi "ekstremalnie groźnej sytuacji" i jest wyzwaniem dla suwerenności Chin nad Hongkongiem.
W sierpniu zaczęły pojawiać się obawy, że Chiny mogą użyć wojska do stłumienia protestów w Hongkongu. 30 sierpnia "China Daily", dzień po dokonaniu rotacji chińskiego garnizonu w Hongkongu w artykule wstępnym napisał, że "chińscy żołnierze stacjonujący w Hongkongu nie są tam jedynie z przyczyn symbolicznych i nie ma powodu, by siedzieli z założonymi rękoma, gdy sytuacja w mieście się pogorszy".