fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Dobro sutenerów ważniejsze niż dobro państwa

Adobe Stock
Od trzech tygodni próbujemy dowiedzieć się kiedy, dlaczego i w jakim trybie Jewgenij i Aleksiej R., ukraińscy sutenerzy handlujący kobietami otrzymali w Polsce obywatelstwo. Kancelaria Prezydenta (głowa państwa nadaje obywatelstwo) i MSWiA (organ który odpowiada za weryfikację cudzoziemców i prowadzi rejestr obywatelstwa polskiego) nie chcą udzielić żadnej informacji zasłaniając się dobrem osób prywatnych, za jakie uznają przestępców skazanych za handel ludźmi. To zadziwiająca aberracja - państwo prawa, które ma chronić obywateli, zapewnić im bezpieczeństwo, tak naprawdę chroni członków międzynarodowej mafii. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć dlaczego.

Usystematyzujmy fakty. Jewgenij i Aleksiej R. od 1999 r. do 2009 r. jako cudzoziemcy posiadali prawo stałego pobytu w Polsce. Nadal nie wiemy kiedy jeden z nich z rąk prezydenta RP otrzymał polskie obywatelstwo (Kancelaria Prezydenta Andrzeja Dudy odmawia nam podania tej informacji) i jakim cudem drugi R. - choć nie ma śladu, by się o nie starał i nie ma go w państwowych rejestrach - legitymuje się również polskim obywatelstwem. Co ciekawe, wojewoda podkarpacki ani Urząd ds. Cudzoziemców nie mają informacji o tym, że R. otrzymali obywatelstwo.

Dlaczego to takie ważne? Jak wiemy ze śledztwa, R. od 2004 do stycznia 2017 r. kierowali zorganizowaną grupą przestępczą handlującą kobietami do ich seksbiznesu - chodzi o grupę 250 kobiet, które musiały odpracować „długi” w przybytkach braci R. Z polskim paszportem, niczym nie niepokojeni omijali kontrole na granicy, wyłączono ich także spod kurateli Straży Granicznej. Uznanie czy nadanie polskiego obywatelstwa poprzedzone jest kontrolą cudzoziemca czy daje on gwarancje bezpieczeństwa wewnętrznego, czy bezpieczeństwa państwa. Nie wiemy czy służby - policja i ABW - rzetelnie ich skontrolowały. I czy w ogóle to zrobiły.

W zadziwiający sposób zachowuje się od miesiąca prokuratura, która oskarżała sutenerów, i z niejasnych powodów zgodziła się na nadzwyczajne złagodzenie kary dla Jewgenija i Aleksieja R. Nieprzekonująco brzmią jej wyjaśnienia, że R. zasłużyli na złagodzenie kary, bo "przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów i złożyli w sprawie obszerne wyjaśnienia". Trudno uwierzyć, że to wystarczyło, by za odrażające przestępstwa zagrożone karą do 10 lat więzienia - dostać zaledwie rok, oraz półtora roku pozbawienia wolności (to mniej więcej tyle, ile bracia R. przesiedzieli w tymczasowym areszcie). 

W dzisiejszym artykule "Kto dał sutenerom obywatelstwo" napisaliśmy, że - według świadków - w pokojach agencji towarzyskiej braci R. były kamery. 

Prokuratura w wydanym dziś oświadczeniu twierdzi, że nie dysponuje żadnymi taśmami - właśnie to podkreślamy w swych artykułach od samego początku.

Prokuratura Krajowa podaje, że „prokuratorzy nie dysponują także żadnym dowodem, że w ogóle takie nagrania powstały – w toku postępowań nie odnaleziono urządzeń nagrywających, nie ma nawet takich wiarygodnych zeznań świadków”. Paradoksalnie, z tego zdania wynika, że są takie zeznania świadków, tyle, że uznano je za niewiarygodne, bo nie znaleziono taśm i nagrywarek.

Czy zeznania prostytutek i barmanów są niewiarygodne tylko dlatego, że ABW nie znalazła kamer? Czy świadkowie, którzy nie mogą kłamać, bo grozi im za to odpowiedzialność karna zostali więc oskarżeni o składanie fałszywych zeznań?

W 2016 r. rząd PiS do ustawy o prokuraturze wprowadził art. 12 § 1. Na jego podstawie m.in. Prokurator Generalny może - mając na uwadze ważny interes publiczny - przedstawić informacje dotyczące konkretnych spraw nie tylko organom władzy publicznej, ale również „innym osobom", jeżeli informacje takie mogą być istotne dla bezpieczeństwa państwa lub jego prawidłowego funkcjonowania. Dlaczego nie korzysta z tego uprawnienia w tej sprawie? Zastanawiające w tej sprawie jest to, że prokuratura jeszcze do końca 2017 r. chętnie udzielała informacji ze śledztwa dotyczącego sutenerów, a teraz nałożyła na nie klauzulę "ściśle tajne". Dlaczego nie chce nawet odpowiedzieć nam na pytania jakie zarzuty ma postawione rzekomy „ochroniarz” biznesu R. - były funkcjonariusz CBŚ Daniel Ś.?

Milczenie organów państwa w tej szokującej historii budzi uzasadniony sprzeciw traktując polskie obywatelstwo braci R. jako to, które podlega ochronie tłumacząc nam, że „informacje dotyczące spraw konkretnie oznaczonej indywidualnej osoby fizycznej, zwłaszcza te o charakterze osobistym, znajdują się poza zakresem ustawy o dostępie do informacji publicznej”. Czy ta historia ma charakter osobisty, czy też jest próbą ustawowej weryfikacji przez media decyzji organów państwa dla dobra ich obywateli i przejrzystości działania państwa?

Kancelaria Prezydenta tłumaczy, że „wniosek osoby fizycznej jest dokumentem prywatnym”, choć nie domagamy się ujawnienia nam wniosku o nadanie obywatelstwa, ale o decyzję urzędową - akt nadania obywatelstwa polskiego. Zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej każda decyzja urzędu jest jawna.

Jakość państwa poznaje się nie po tym, że nie ma w nim żadnych afer i skandali, ale po tym jak państwo potrafi aferę rozliczyć.

Ani Kancelaria Prezydenta ani organy państwa nie potrafią stanąć w obliczu faktów ani ich wytłumaczyć. Zasłaniają się mitycznym "dobrem" przestępców-sutenerów, których polski paszport uchronił przed deportacją na Ukrainę. To jest dla nich ważniejsze niż dobro swoich obywateli i transparentność działania władzy. Rodzi to nie tylko sprzeciw, ale i wątpliwości, czy wszyscy w tej sprawie mają czyste ręce.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA