Pytanie, czy to jest potrzebne, ponieważ wybór prezesa oznacza zwołanie nowego Zgromadzenia Ogólnego sędziów SN. Czyli pojawia się kwestia kworum, niestawiennictwa się, być może niektórych sędziów, sprawdzania czy ta liczba jest wystarczająca. Wydaje mi się, że to, co jest ważniejsze dla prezydenta i jego obozu politycznego, to wybór osoby pełniącej obowiązki I prezesa SN. Pamiętajmy, że pod koniec czerwca prezydent nie skorzystał z tej możliwości, ponieważ wszyscy sędziowie SN stanęli murem za pierwszą prezes SN, nikt nie był tym Brutusem który wbija nóż w plecy Cezara. Teraz, jeżeli są już nowi nominaci, jeżeli w mediach się już jakiś czas temu mówiło o pani sędzi Manowskiej, szefowej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, jako tej potencjalnej osobie pełniącej obowiązki pierwszego prezesa, to być może to właśnie za chwilę, za kilka dni nastąpi.
Czy wiąże pan decyzję prezydenta ze zbliżającym się wyborami oraz tym, że po 21 października będą być może skargi do SN na ważność wyborów?
W tym przypadku to nie będzie miało miejsca, ponieważ o ważności wyborów lokalnych decydują sądy okręgowe. Nawet rozmawiałem któregoś dnia z ludźmi, którzy się zajmują wyborami profesjonalnie i oni mówili, że nie ma zagrożenia, bo mamy system mocno zdecentralizowany i trudno byłoby sobie wyobrazić, żeby teraz wszystkie sądy okręgowe masowo unieważniały wynik wyborów. Pewnie można sobie wyobrazić tego typu rozstrzygnięcia w odniesieniu np. jak będziemy mieli wybór prezydenta jakiegoś miasta na styk, będzie 51 do 49 i nagle trafią masowo protesty wyborcze do jakiegoś konkretnego sądu okręgowego. Wtedy możemy mieć wątpliwości, co do rzetelności orzekania. Natomiast to, co jest oczywiście kluczowe, to jest to, co będzie za rok czyli wybory parlamentarne, bo wtedy orzeka SN. A konkretnie ta właśnie izba, która wczoraj została przez prezydenta powołana, czyli izba kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych. [...]