fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Nie zadowalać się frazesem

materiały prasowe
Czesław Miłosz lata temu stwierdził, że łatwiej powiedzieć, czym esej nie jest, niż czym być powinien. Gatunek ten cechuje niejednoznaczność, polemiczność, kontrapunktowość, nierozstrzygalność i ogólna chęć skłonienia czytelników do myślowych peregrynacji. Siłą eseisty jest czerpanie z wielu źródeł, tematyczna rozpiętość oraz ryzykowne porównania. Dobry eseista wciąż pyta, odrzuca gotowe odpowiedzi, nie zadowala się byle frazesem. Bo esej to sztuka odkładania na bok własnych stereotypów i niby niepodważalnych przekonań. Sprzeciw wobec myślowych skrótów i uprzedzeń.

Jonathan Franzen, uznawany za jednego z najwybitniejszych pisarzy współczesnej Ameryki, autor „Korekt", „Silnego wstrząsu" i „Wolności", ogłosił – jak sam zapowiedział – swoją ostatnią rzecz. To zbiór esejów dotyczący potworniejącej rzeczywistości, którą coraz trudniej znieść. Nosi znamienny tytuł „Koniec końca świata".

Na książkę składa się 16 tekstów, w których Franzen jawi się jako pisarz głęboko zatroskany kształtem dzisiejszego świata. Jego niepokój budzą przede wszystkim zmiany klimatyczne, których skutki najbardziej odczują przyszłe pokolenia, ale już dziś są wyrokiem dla wielu gatunków zwierząt i roślin. Temperatura bowiem nieubłaganie wzrasta, w ostatnich 60 latach liczba ptaków morskich spadła o 70 proc., a co minutę wywalanych jest w Ameryce 30 tys. papierowych kubków.

Franzen okazuje się niezwykle zajmującym ptasiarzem, swoją miłość do tych zwierząt podkreśla na każdym kroku. Wiele jego fragmentów możemy wręcz czytać jak ustępy ornitologa pasjonata przybliżającego nam obyczaje dalekich latających krewnych. Dowiadujemy się więc, że samczyki dziwolotka flagopiórego wyglądają jak lelki ścigane przez dwa nietoperze, a łuszczykowi wielobarwnemu żaden kwiat nie dorówna krzykliwością kolorów, zaś nawałnik bury chodzi po wodzie niczym św. Piotr. „Gdybyśmy mogli zobaczyć wszystkie ptaki na świecie, zobaczylibyśmy cały świat".

Co jeszcze budzi sprzeciw cenionego pisarza? Medialna kultura zdominowana przez niepogłębione treści i uniwersum lajków. Według literata media społecznościowe są współczesnym śmietnikiem, na którym treści wyprane są ze znaczeń, a zmyślone obrazy jeszcze bardziej oddaliły te prawdziwe. Świat wirtualny stał się przestrzenią hołdującą taniemu ekshibicjonizmowi. Ludzie bez przerwy się komunikują, choć prawie nigdy ze sobą nie rozmawiają. Na bakier też u nich z empatią.

Dlatego to właśnie esej, zdaniem Franzena, jest niezłym sposobem, aby zadać sobie pytania, kim naprawdę jestem i czym jest życie, kiedy gaśnie prąd i zamykane są sklepy.

Pisarz nie szczędzi razów bezrefleksyjnemu trwaniu nieznajdującemu oparcia nawet w nudzie – dzięki smartfonom odbieramy ją teraz jako zagrożenie. Dobitnie uświadamia, że nie ma odwrotu od konsumpcyjnego biegu, gdzie kolejne rzeczy generują kolejne potrzeby, a wszystko, łącznie z potrzebami, wyznaczają algorytmy. Internet zalewa nietolerancja, ponieważ merytoryczne argumenty pozbawione chamstwa – a nie daj Boże jeszcze wyważone – nie przynoszą piszącemu kliknięć, nie dają złudzenia popularności. Wyszukiwarki konfrontują nas tylko z naszymi upodobaniami, nasze gusta są nieustannie monitorowane, więc zazwyczaj poruszamy się w sztucznej wspólnocie adorujących się nawzajem awatarów. Każde odstępstwo od terroru politycznej poprawności traktowane jest jak zamach na normę. Tylko co nią jest – pyta Franzen, kalkulacja ekonomiczna?

Jonathan Franzen „Koniec końca świata. Eseje", przeł. Witold Kurylak, wyd. Sonia Draga

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA