Ta opowieść właściwie nie ma początku ani końca, bo kochanków z Werony nie wymyślił Szekspir, tylko zaczerpnął z powstałych przed nim źródeł. A po nim, aż do dzisiaj, Romeo i Julia pojawiają się w rozmaitych wcieleniach, także współczesnych.
Tacy są również bohaterowie spektaklu „R + J. Romeo i Julia” Roberta Bondary, którego zainspirował przejmujący wiersz palestyńskiego poety Mahmuda Darwisza „Rita i karabin” o wielkiej miłości do żydowskiej dziewczyny, przerwanej, gdy poszła do izraelskiej armii.
Bovska na balu u Capulettich
Pomysł drugi Bondary to przebój Myslovitz „Chciałbym umrzeć z miłości” pięknie zaśpiewany na scenie przez Bovską. Jego słowa najlepiej oddają siłę uczuć Romea i Julii.
Bohaterowie są więc współcześni, żyją w znanym nam świecie targanym rozmaitymi konfliktami, o czym – dość natrętnie zresztą – przypominają wizualizacje przed rozpoczęciem właściwej akcji. Ojciec Laurenty to zaś człowiek, który służy rozmaitą pomocą, także w nocnym klubie, gdy podsunie specyfik pozwalający wzmocnić doznania.
Mimo pewnych innowacji wprowadzonych przez Roberta Bondarę, który bal w domu Capulettich zamienił w dzisiejszy event z Bovską, spektakl dochowuje na swój sposób wierności Szekspirowi. Są Benvolio, Tybalt i Merkucjo z tragiczną w konsekwencjach bójką, ale też i Parys wyznaczony na męża Julii. Jest noc kochanków przedstawiona z dużą dozą liryzmu. I tylko samego ślubu nie ma, bo dziś prawdziwa miłość nie potrzebuje oficjalnego potwierdzenia.
U2, Massive Attack, Sigur Rós i Myslovitz
Uwspółcześnionych wersji tragedii Romea i Julii powstało wiele, nie na tym więc polega oryginalność pomysłu Roberta Bondary, ale na tym, jak on został zrealizowany. Zrezygnował on z baletowej muzyki Prokofiewa – znakomitej, ale niemal narzucającej choreograficzne rozwiązania. A poza tym nie wyraża ona dobrze emocji dzisiejszych młodych ludzi.
Czytaj więcej
Sytuacja z ustaleniem, kto w końcu zostanie dyrektorem w Teatrze Wielkim w Poznaniu, stała się niemal groteskowa. Tak dzieje się, gdy niemal wbrew...
Bondara stworzył własną ścieżkę dźwiękową z nagrań znanych wykonawców – od U2, Vulfpeck, The Cardigans, Massive Attack i Sigur Rós po Michała Jacaszka oraz graną na żywo muzykę Marcina Barana. To nie jest typowa składanka częsta we współczesnym balecie, a spójny kolaż o odpowiedniej dramaturgii.
Oryginalny styl Roberta Bondary
Najbardziej oryginalna jest jednak forma tej teatralnej opowieści, której podstawowym użytym środkiem jest ruch i gest, ale połączony ze słowem, muzyką i piosenką. Robert Bondara umiejętnie stworzył – co rzadkie w balecie – niemal symultaniczną opowieść, w której akcja dzieje się na wielu planach, bo zespół nie zastyga w podziwie, gdy tańczą główni bohaterowie.
Romeo i Julia, Teatr Wielki w Poznaniu
„R + J. Romeo i Julia”, scena zbiorowa
Robert Bondara używa zróżnicowanego języka choreograficznego – od klasyki po własny, wyrazisty styl. Są też momenty pełne poezji, ale dominuje drapieżność. Świat przedstawiony nie jest przyjazny ani dla kochanków, ani dla widza, co mocniej podkreśliła Diana Marszałek, autorka dekoracji i kostiumów (nie zawsze w pełni udanych). Satysfakcję sprawia natomiast wysoki poziom zespołu poznańskiego Teatru Wielkiego. Widać, że dobrze czuje, czego oczekuje od niego ich szef. Cała obsada premiery „R + J. Romeo i Julia” zasługuje na wyróżnienie na czele z ujmującą delikatnością Chiarą Ruaro (Julia) i wyrazistym Mateuszem Sierantem (Romeo).