fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: Wina z Losonci czyli madziarskie pomarańcze

Losonci Parola 2017 69 zł
Plus Minus
Na litość boską, pomarańczowy nie znaczy, że z pomarańczy! Pomarańczowy, a i to umownie, jest kolor tych win, a powstają one z białych winogron. Notabene bracia Gruzini nie mają tego problemu, bo nazywają takie wina bursztynowymi i nikt nie zadaje głupich pytań, czy z bursztynu.

Wiecie państwo, jak się robi wino, prawda? Najpierw trzeba zebrane grona rozgnieść tak, żeby puściły sok. Leżą więc sobie rozgniecione: sok, skórki, pestki, wszystko do kupy, zanim zajmiemy się samym sokiem. Jak leżą krótko (kilkanaście godzin), to mamy normalne, białe, wino. Jeśli leżą długo (od kilku dni do roku), to mamy wino pomarańczowe. Jeśli leżą kilka lat, to znaczy, że ktoś zapomniał posprzątać.

Skąd w ogóle pomysł na takie wydziwianie? Ano w oryginale z ojczyzny wina, z Gruzji. Co jakiś czas kolejni winiarze (jak Gravner i Radikon z Friuli) wracają do tej tradycji, a teraz proszę, bratankowie się do tego wzięli. I to bratankowie z Matry, czyli węgierskich gór. Proszę się nie śmiać, Węgrzy też mają coś na kształt gór, z ruinami zamków i wieżą tele-coś tam na szczycie Kekeszu, ichniejszego Mount Everestu. U podnóża tego wszystkiego, 80 kilometrów od Budapesztu, zaczął robić wina Balint Losonci. Jak mu idzie? Bardzo obiecująco jak na wariata, któr...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA