fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Polska-Rumunia: Kolejny krok w stronę mundialu

Burza mózgów na ławce: od lewej Tomasz Iwan, Adam Nawałka, Bogdan Zając i Jarosław Tkocz.
Rzeczpospolita, Mateusz Włodarczyk
W sobotę Polska – Rumunia, zwycięstwo to prawie pewny mundial.

Drużyna Adama Nawałki jest drużyną na wskroś przewidywalną. Pragmatyczną, chociaż potrafi być też momentami efektowna. Ale przede wszystkim to zespół ludzi skoncentrowanych na wykonaniu zadania. Zdarzają się im przebłyski, jak chociażby wygrany 3:0 pierwszy mecz z Rumunami w Bukareszcie, chociaż wszyscy w sztabie jak zaklęcie powtarzają, że tamto spotkanie nie było łatwe. Wpadki w przypadku zespołu Nawałki niemalże nie występują.

W tych eliminacjach właściwie tylko spotkanie z Kazachstanem wymknęło się piłkarzom spod kontroli. To zresztą jedyny mecz, w którym stracili punkty. Reprezentacja prowadziła już 2:0, a skończyło się na remisie 2:2. Nasi piłkarze mieli mnóstwo szczęścia, że skończyli mecz w komplecie – czerwone kartki powinni wówczas dostać i Kamil Glik, i Robert Lewandowski. Nawałka miał wtedy do swoich zawodników ogromne pretensje. Było kilka okoliczności łagodzących: to był pierwszy mecz po niezwykle udanym Euro, po wielomilionowych transferach do czołowych europejskich klubów. Ewidentnie wkradło się nieco rozluźnienia.

W pozostałych przypadkach reprezentacja Polski jest jak solidny niemiecki samochód: można na niej polegać. Nawet spotkania z Danią czy Armenią, które nie do końca układały się po myśli selekcjonera, zostały jednak rozstrzygnięte na naszą korzyść.

Kibic czeka na mecz kadry ze spokojem. Przyzwyczajony jest do tego, że nie zaprezentuje momentów szaleństwa w ataku, ale przede wszystkim w obronie. Co nie znaczy jednak, że w akcjach ofensywnych nudzą widzów. Nawet przeprowadzona według schematu akcja z Czarnogórą – przeniesienie ciężaru gry z lewej strony do środka, piękne podanie Piotra Zielińskiego do wbiegającego z prawej strony bocznego obrońcy – była przecież wykończona ładną bramką Łukasza Piszczka.

Żeby doszukać się ostatniej bramki straconej po ewidentnym błędzie obrońcy, trzeba naprawdę daleko cofnąć się w czasie. Najbardziej nieprzewidywalny w tym gronie jest Kamil Grosicki – gdy ma piłkę, pewnie nawet selekcjoner nie zawsze jest w stanie przewidzieć, co z nią zrobi. W Bukareszcie przebiegł przez całą połowę i strzelił gola, czasem niestety nie zdąży wrócić pomóc lewemu obrońcy. To właśnie po akcjach tą stroną straciliśmy w eliminacjach cztery z sześciu goli.

Zazwyczaj reprezentacja Nawałki ma moment słabszej nieco gry – gdy przeciwnik dochodzi do głosu, stwarza okazje i wtedy też biało-czerwoni tracą gole. Ostatnio jest to pierwszy kwadrans po przerwie – z sześciu goli straconych aż cztery rywale zdobywali między 46. a 60. minutą.

Kadra Nawałki przyzwyczaiła jednak, że z przeciwnikami słabszymi i tymi o zbliżonych umiejętnościach na ogół wygrywa. Z tymi lepszymi zazwyczaj nie przegrywa. Dzięki pragmatyzmowi, taktyce i planowi na mecz, który za każdy razem sztab szkoleniowy opracowuje w najmniejszym detalu. Nawałka zresztą ma teraz w składzie coraz więcej piłkarzy, którzy futbolem dogłębnie się interesują i go rozumieją. Wiedzą, gdzie i w jakich fazach meczu tworzy się przestrzeń, gdzie jej szukać.

Piszczek sam mówi, że przy Thomasie Tuchelu w Dortmundzie zaczął jeszcze więcej rozumieć z tego, co się dzieje na boisku. Wyjazd do Włoch jest dla Karola Linetty'ego wielką lekcją taktyki i tego, jak się w danych fazach spotkania należy zachowywać. Taktycznym maniakiem jest też szkoleniowiec Napoli – Maurizio Sarri. I chociaż ani Piotr Zieliński, ani Arkadiusz Milik nie opowiadali w wywiadach, jak wiele się przy nim w tym elemencie nauczyli, to można być pewnym, że taka edukacja miała miejsce. W końcu jest też Michał Pazdan, który wielokrotnie powtarzał, jak bardzo lubi analizować każdy szczegół przed meczami.

I chociaż oczywiście można utyskiwać, że w grze kadry Nawałki wciąż zbyt mało iskry, że nie jest to porywający futbol, to jednak chyba wartość nadrzędna, jaką są punkty i niemal już pewny awans do mistrzostw świata, w pełni to wynagradzają. W sobotę na Narodowym pewnie też fajerwerków nie będzie. Ale bardzo prawdopodobne, że będzie po prostu kolejna wygrana.

Transmisja meczu Polska – Rumunia w sobotę o 20.45 w Polsacie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA