fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Piłka, wirus, paragraf

AdobeStock
Piłkarze nie grają, prezesi liczą straty, prawnicy namawiają kluby i zawodników do zgody, by wspólnie przetrwać kryzys bez narażania się na dodatkowe koszty.

Nie wiadomo, na jak długo pandemia zatrzymała ekstraklasę, więc sytuacja finansowa klubów może się szybko pogorszyć. Lech Poznań na mecz z Legią sprzedał 20 tys. biletów i po jego odwołaniu stracił około 2 mln zł.

– Umowy klubów ze sponsorami mogą mieć formę płatności za usługi reklamowe albo być rozliczane barterowo. W obu przypadkach bez meczów i ekspozycji reklam kluby z niezależnych od siebie przyczyn nie mogą wywiązać się ze swoich zobowiązań. Kryzys dotyczy jednak nie tylko klubów – co jeśli reklamodawcy stwierdzą, że nie są w stanie płacić tak jak dotychczas – mówi „Rz" adwokat dr Paweł Kokot z kancelarii reprezentującej Lecha Poznań.

Skutki pandemii odczują piłkarze i trenerzy, których wynagrodzenia stanowią znaczącą część wydatków klubów. – Możliwość skierowania sporu między klubem a piłkarzem lub trenerem do sądu powszechnego jest praktycznie wyłączona, a ewentualny spór musi zostać poddany do oceny przez piłkarskie organy jurysdykcyjne, funkcjonujące m.in. w ramach FIFA oraz PZPN – mówi „Rz" radca prawny dr Jakub Laskowski, dyrektor ds. prawnych i administracji sportowej w Legii Warszawa.

Każdy musi się zastanowić, co mu się opłaca. – W tak niespotykanej sytuacji wszczynanie sporów może doprowadzić do jeszcze większych problemów i pogłębić trudności finansowe – dodaje dr Kokot.

W futbolu praktycznie nie można rozwiązać jednostronnie umowy – od 2001 roku zasadą jest tzw. stabilność kontraktowa. Można to zrobić tylko z uzasadnionej przyczyny, co jest weryfikowane przez piłkarskie organy jurysdykcyjne. Nie istnieją przepisy, które pozwalałyby klubom być spokojnym.

Jeśli organ rozstrzygający spór uzna, że takiej przyczyny nie ma, to klub będzie miał problem. – Musiałby nie tylko zapłacić od razu zawodnikowi całą kwotę do końca obowiązywania kontraktu, ale naraziłby się też na sankcje sportowe, np. zakaz transferów. Brakuje również wyroków, które wskazałyby linię orzeczniczą. Możemy bazować na wyrokach Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie (CAS) dotyczących kryzysu politycznego w Egipcie w latach 2012–2014, uznanych przez trybunał za siłę wyższą, ale w kontekście obecnej sytuacji powoływanie się na te orzeczenia byłoby bardzo ryzykowne – uważa Jakub Laskowski.

Z drugiej strony, jeśli kluby przestaną płacić, piłkarze po dwóch miesiącach mogą składać wnioski o rozwiązanie umów. Konieczne jest więc racjonalne podejście.

– Załóżmy, że jestem piłkarzem i widzę, że mój klub może mieć trudności z terminową zapłatą wynagrodzenia. Czy rozwiązywać kontrakt w czasie trwania tak nadzwyczajnej pandemii? Przecież inni są w podobnej sytuacji i też mi nie zapłacą – mówi mecenas Kokot.

Zanosi się na to, że wiele klubów zmuszonych będzie renegocjować umowy, w tym te z piłkarzami. – Jeśli kluby będą jedynie odraczać termin spłaty zobowiązań, a nie je renegocjować, będzie to też jedynie odroczenie problemów – wskazuje dr Laskowski.

Kluby liczą na wsparcie ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej, który podobno pracuje nad rozwiązaniem umożliwiającym czasowe ograniczenie wynagrodzenia zawodników oraz trenerów o określony procent. Regulacje PZPN byłyby wiążące, więc taki mechanizm zapewniłby oddech dla klubów, a zawodnicy uzyskaliby gwarancję stabilności kontraktów.

Czy pandemia, która wstrząsnęła futbolem, może spowodować głębsze zmiany, czy wszystko wróci do normy, kiedy nastąpi odbicie finansowe? – Pieniądze, które krążą w futbolu, są ogromne. Jedna transakcja dla klubu to często: wartość kontraktu (w tym np. wynagrodzenie za jego podpisanie), kwota transferu oraz prowizja menedżera. Często więc pieniądze na pozyskanie piłkarza to nie jest najwyższy z wydatków, które musi ponieść klub – mówi dr Kokot.

Jakub Laskowski przewiduje, że obecny kryzys może zachęcić FIFA do przeprowadzenia głębokich zmian. – Władze piłkarskie planują m.in. ograniczenie wynagrodzeń pośredników. Nie będzie już też możliwe posiadanie na kontraktach i coroczne wypożyczanie przez klub 70–80 piłkarzy, co blokowało rynek i pozwalało najbogatszym go kontrolować – mówi prawnik Legii Jakub Laskowski.

Pocieszające, że kibice, którzy mogliby się domagać zwrotu pieniędzy za karnety w przypadku zakończenia sezonu przed czasem, już mobilizują się, żeby tego nie robić. Może jednak piłka łączy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA