fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Puzzle zamiast sprawnej machiny

Adobe Stock
Wśród urzędników, sędziów, szefów instytucji i służb musi zapanować powszechne przeświadczenie, że dobro wspólne jednak istnieje. I nie tylko wtedy, gdy mówi się o nim podczas przemówień na uroczystościach.

Jestem zwolennikiem taniego państwa, ale nie dziadowskiego. Państwo musi mieć swój majestat i słynny polonez premiera Waldemara Pawlaka odczytuje raczej w kategoriach obciachu niż zdrowych oszczędności. Nic jednak nie jest czarno-białe, a kryterium rozstrzygającym powinna być racjonalność i zdrowy rozsądek. Są sfery, w których można znaleźć oszczędności bez uszczerbku dla państwa. Na innych państwo więcej straci, niż zyska.

Zakup kilkunastu luksusowych sportowych aut przez służby skarbowe, które mają im służyć do celów operacyjnych, należy do tej pierwszej sfery.

Można bowiem zrozumieć konieczność posiadania drogich limuzyn czy szybkich, drogich aut przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego czy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy, inwigilując przestępcę, wchodzą w wyreżyserowane role, aby wmieszać się w jego środowisko czy ruszyć w pościg za uciekającym bandytą. Nie dotyczy to jednak funkcjonariuszy administracji skarbowej, którzy nie ścigają operacyjnie przestępców na ulicy. Ich praca opiera się głównie na analizie dokumentów finansowych czy podatkowych. Trudno więc wytłumaczyć zakup „wypasionych" modeli, z których każdy wart jest 200 tys. zł i więcej. Czy ten zakup jest tylko spełnieniem czyichś marzeń o pięknym aucie, czy jest jakiś inny powód? Warto, aby szefowie KAS uzasadnili opinii publicznej takie dyskusyjne zakupy warte miliony.

Kolejnym pytaniem jest: dlaczego służby kupują drogie auta, a nie korzystają z tych zajętych przestępcom? W Polsce od lat możliwe jest zajęcie i przepadek mienia, w ostatnim czasie sprawdza się również tzw. konfiskata rozszerzona, która pozwala zabrać majątki nie tylko gangsterom, ale też ich rodzinom, jeżeli zostały na nie przepisane. W ten sposób przejmowane są domy, jachty i samochody, a decyduje o tym sąd, który orzeka przepadek na rzecz państwa, wskazując nieraz, co zrobić z przejętymi przedmiotami. Zdarzało się, że duże partie podrobionej odzieży znanych marek sąd – po zdjęciu z nich fałszywych metek – kierował do domów dziecka.

Czy naprawdę nie można tak zrobić z przejętymi samochodami? Czy pomiędzy poszczególnymi gałęziami państwa nie powinno być lepszej komunikacji?

Znacznie racjonalniejsze od płacenia za parking skonfiskowanego samochodu jest użycie go w dobrej sprawie. A ściganie przestępców do takich należy. To zdecydowanie lepsze niż kupowanie za pieniądze podatników luksusowych aut, które mają służyć dokładnie do tego samego.

Wśród urzędników, sędziów, szefów instytucji i służb musi zapanować powszechne przeświadczenie, że dobro wspólne jednak istnieje. I nie tylko wtedy, gdy mówi się o nim podczas oficjalnych przemówień na ważnych uroczystościach, ale także, gdy państwo funkcjonuje jako całość. Na co dzień.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA