fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Piotr Kardas, Maciej Gutowski: Nie oczekujmy społecznego entuzjazmu ws. kredytów frankowych

Fotorzepa, Łukasz Solski
Różne rozwiązania problemów wokół kredytów frankowych mogą budzić poczucie niesprawiedliwości.

Problem prawny między bankami a kredytobiorcami stał się zagadnieniem o charakterze systemowym. Ostatnia decyzja SN, by zamiast uchwały zwrócić się o przedstawienie opinii do kilku instytucji publicznych, raczej nie przybliża nas do rozwiązania. Analiza bogatego już orzecznictwa wskazuje, że jest ono dalekie od jednolitości. Musi się więc pojawić pytanie, czy skala generujących problemy umów kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż polska nie była na tyle duża, że wymagała rozwiązań ustawowych. Takie zostały wprowadzone w znikomym zakresie, podobnie jak we Francji lub w Austrii czy w Słowenii.

Nie zdecydowano się w Polsce na całościowe rozwiązanie wzorowane np. na podejściu węgierskim lub chorwackim, gdzie dostrzeżono związek popularności kredytów frankowych z zagrożeniem dla stabilności gospodarczej, obniżeniem skuteczności krajowej polityki pieniężnej, obciążeniem ryzykiem kursowym kredytobiorców i wzrostem ryzyka kredytowego banków.

Rozwiązanie zastosowane w Chorwacji oparto na mechanizmie skonwertowania kredytów, tak jak gdyby od początku zostały udzielone w euro. Nastąpiło masowe przewalutowanie kredytów frankowych (rozliczono ponad 95 proc.). Podobny mechanizm zastosowano w Serbii. Osią kierunku eliminowania najbardziej dotkliwych konsekwencji wynikających z umów kredytów frankowych było założenie (na Węgrzech oparte na orzecznictwie Sądu Najwyższego), że klient zarabiający w walucie krajowej miał w chwili podpisywania umowy o kredyt w walucie obcej świadomość ryzyka i wiążących się z nim konsekwencji. Również Sąd Najwyższy Słowenii uznawał, że bank centralny nie miał możliwości przewidzenia nagłego umocnienia franka szwajcarskiego, nie mógł więc informować o tym ryzyku. Niwelowanie negatywnych konsekwencji kredytów frankowych nie zostało oparte na zakwestionowaniu samej istoty kredytu (np. z uwagi na brak świadomości ryzyka kursowego), lecz na zakwestionowaniu zbyt wysokiego kursu CHF przyjętego z podstawę przewalutowania oraz spreadu walutowego stosowanego przez banki.

Rozwiązanie węgierskie ukształtowano etapowo: (1) ograniczono podaż nowych kredytów denominowanych w walutach obcych poprzez kryteria podmiotowe, wartościowe i dochodowe, (2) ustawowo umożliwiono spłatę walutowych kredytów hipotecznych po preferencyjnym kursie, ok. 25 proc. niższym od rynkowego (3) wprowadzono ustawowy zakaz stosowania spreadu walutowego, zmieniając warunki umów kredytowych (4) ustawowo uregulowano niemal obligatoryjną konwersję kredytów na forinty, po kursie obliczonym na podstawie kwotowań walutowych za kilka miesięcy poprzedzających (5) rozliczono kontrakty na podstawie ustalonego kursu. W efekcie nastąpiło automatyczne przewalutowanie na forinta kredytów hipotecznych zarówno indeksowanych, jak i denominowanych do franka (CHF).

Jeśli chodzi o kroki legislacyjne w Polsce, to były one zdecydowanie bardziej ograniczone. Pierwszą zmianą była nowelizacja kodeksu cywilnego, przewidująca od 2009 r. w art. 358 § 2 mechanizm określenia wartości waluty obcej według kursu średniego ogłaszanego przez NBP. Choć stwarza ona solidną podstawę do ustalenia kursu wymiany i wyeliminowania spreadu walutowego, nie doczekała się w orzecznictwie jednolitego stosowania. Kolejnym krokiem było uchwalenie nowelizacji prawa bankowego umożliwiającej bezpośrednią spłatę kredytu w walucie obcej (nawet gdy umowa tego nie przewidywała) i zapewnienie bezkosztowości nie tylko tej operacji, lecz również prowadzenia rachunku walutowego przez bank.

Trzeba sobie zadać pytanie, czy brak działań polskiego ustawodawcy przyniósł więcej szkody, czy pożytku. W biznesie mówi się, że nawet błędna decyzja lepsza jest od żadnej (bo można ją korygować), przy czym spostrzeżenie to wydaje się wyjątkowo adekwatne w odniesieniu do kredytów frankowych. Nie tracąc z pola widzenia wątpliwości co do dopuszczalności ingerencji w treść istniejących umów kredytowych, znaczenia zasady pacta sunt servanda, arbitralności generalnego i specyficznego rozwiązania sanującego, wydaje się, że byłoby ono lepsze od bierności. Kazuistyczne i różne w poszczególnych sądach rozwiązania nabrzmiałych problemów społecznych mogą budzić poczucie niesprawiedliwości, a przynoszą niewiele pożytku w skali ogólnej. Nawet SN w pełnym składzie chyba nie pomoże tu znacząco. Po jego uchwale pozostanie w sądach olbrzymia liczba wieloletnich i z istoty swej prowadzących do rozmaitych rozwiązań postępowań sądowych. A to nie będzie budziło społecznego entuzjazmu.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA