fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga o decyzji ws. sędziego Tulei: Punkt zwrotny, czy przerwa przed kolejną rundą

Sędzia Igor Tuleya
Sędzia Igor Tuleya
AFP
Brak zgody na przymus wobec Tulei to dobra decyzja, która zatrzyma, przynajmniej na chwilę, nakręcającą się na nowo spiralę konfliktu wokół sądownictwa, w brutalniejszej odsłonie.

Izba Dyscyplinarna nie zgodziła się na przymusowe doprowadzenie Igora Tulei na przesłuchanie w prokuraturze. Po ponad 20-godzinnej rozprawie, która trwała w czwartek do późnych godzin wieczornych decyzja - wbrew przewidywaniom - okazała się negatywna.

Obrońcy Igora Tulei, którzy od samego początku zasypywali orzekającego w jednoosobowym składzie - sędziego Rocha  - wnioskami obrończymi,  mogą czuć satysfakcję.  W tej sprawie niewątpliwe pomogła presja społeczna. Przed sądem przez dwa dni trwały protesty w obronie sędziego.

I dobrze się stało, bo cała ta historia od samego początku wyglądała źle. Były prokurator orzeka w sprawie przymusowego doprowadzenia do prokuratury sędziego, któremu zarzuca się nieprawidłowości przy orzekaniu w politycznej sprawie. A wszystko dzieje się w Izbie Dyscyplinarnej SN, której status jest podważany. Oczywiście wszystko da się uzasadnić rozciągłością paragrafów i procedur, ale praworządność tego scenariusza wydaje się nie do obrony.

Ta decyzja przynajmniej na chwilę zahamuje nakręcającą się spiralę konfliktu wokół sądownictwa, bo jest ona pochodną tego, co się w nim dzieje w ostatnich latach. Przez długi czas konflikt ten opierał się na kwestionowaniu nowych instytucji sądowych, powołanych przez PiS, czy na przeciwstawnych wyrokach, wzmacniających argumentację jednej bądź drugiej strony. Sprawa Tulei ten konflikt przenosiła w zupełnie inny, niebezpieczny wymiar. Brutalizując go. Zgoda na przymusowe doprowadzenie przedstawiciela władzy sądowniczej, który otwarcie  kwestionuje przemeblowanie sądownictwa według recepty PiS, co więcej - jest twarzą oporu wobec tych zmian, byłaby przekroczeniem linii, która nigdy nie powinna być przekroczona.

Trudno bowiem nie dostrzec politycznej smugi w tej sprawie i efektu mrożącego dla środowiska sędziowskiego, jaką za sobą niesie.

Sądy, prokuratura działają według przepisów i procedur. Łatwo w nie wtłoczyć przy złej woli przeciwnika, wykazując zgodność z obowiązującymi kodeksami. Tyle, że to ścieżka nieakceptowalna. Na jej początku nie stoi bowiem oskarżenie „o kradzież wiertarki", ale opór przeciwko zmianom w sądownictwie, a na jej końcu - sankcje karne za taką postawę.

Sędzia Roch, podejmując taką decyzję, tę obłędną ścieżkę przerwał. Mam nadzieję, że trwale, bo trudno sobie wyobrazić co się stanie z wymiarem sprawiedliwości, jeżeli tego rodzaju sędziowskie nieposłuszeństwo, będzie skutkowało doprowadzaniem sędziego przed oblicze śledczych w kajdankach.

Dziś władza polityczna ma ten komfort, że od sprawy Tulei pozornie umywa ręce, zostawiła to wewnętrznym sędziowskim porachunkom, gdzie przekonanie, że "jeżeli nie my ich teraz, to kiedyś oni nas", jest coraz bardziej zauważalne. Utrzymywanie takiej sytuacji właśnie przez władzę polityczną, która jest niezdolna do refleksji i korekty sytuacji, jaką sama stworzyła, jest destrukcyjne dla bezstronnego sądownictwa. Ma też wpływ na podział społeczny przy jego ocenie.

Igor Tuleja przez część społeczeństwa jest postrzegany jako postać heroiczna, przez drugą - jako przedstawiciel zepsutej kasty. Taki podział nigdy nie powinien powstać. A on istnieje i coraz bardziej się pogłębia. Być może ta sprawa będzie punktem zwrotnym, a nie tylko zakończoną rundą, która zapowiada kolejne boleśniejsze starcie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA