fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Doping w Rosji. Władimir Putin na ratunek

Maria Lasitskene, mistrzyni świata w skoku wzwyż, z powodu braku startów traci najwięcej, sportowo i finansowo
shutterstock
Rosyjskie gwiazdy nie chcą być cicho. Proszą prezydenta kraju, by pomógł w rozwiązaniu kryzysu, którego początkiem był dopingowy skandal.

Wszechrosyjska Federacja Lekkoatletyczna (RusAF) musi do końca miesiąca przelać na konto World Athletics 5 mln dolarów. To kara za łamanie przepisów antydopingowych oraz cena za dopuszczenie najlepszych rosyjskich zawodników do startów międzynarodowych. Wiceprezes RusAF Eduard Biezugłow przyznaje, że federacja takich pieniędzy nie ma. – Może na zapłatę grzywny będzie stać rząd albo jakiegoś bogatego mecenasa – mówi cytowany przez serwis sport.ru.

Biezugłow rozkłada ręce, a sportowcy mogą stracić nie tylko najbliższy sezon, ale także przełożone na przyszły rok igrzyska olimpijskie w Tokio. Medaliści mistrzostw świata – Maria Lasitskene (złoto, skok wzwyż) i Anżelika Sidorowa (złoto, skok o tyczce) oraz Siergiej Szubienkow (srebro, 110 m przez płotki) – już dwa tygodnie temu apelowali do władz RusAF o reakcję i przestrzegali, że jej brak grozi definitywnym wykluczeniem Rosji i jej zawodników ze struktur światowej federacji.

List, który sportowcy opublikowali w mediach społecznościowych, nic nie zmienił. Przelewu jak nie było, tak nie ma, a World Athletics odmówiła Rosjanom wydłużenia terminu płatności.

– Potwierdzam, że otrzymaliśmy taką prośbę, ale nie przewidujemy żadnych zmian w zakresie sankcji – odpowiada rzecznik prasowy światowej federacji Nicole Jeffery.

Pełny wymiar kary to 10 milionów dolarów, ale World Athletics w marcowym wyroku zgodziła się zawiesić połowę grzywny pod warunkiem, że Rosjanie zapłacą terminowo, tj. do 1 lipca. Opóźnienie nie tylko zrujnuje plany sportowców, ale i dodatkowo obciąży też kasę RusAF.

Czas ucieka, a lekkoatleci coraz mocniej biją na alarm. Lasitskene, Sidorowa oraz Szubienkow zaapelowali o pomoc do samego prezydenta Władimira Putina.

– Mamy w kraju wiele sportowych struktur, gdzie wykonuje się profesjonalną pracę, a jednak wciąż nie widzimy konkretnego planu na przezwyciężenie kryzysu. Straciliśmy igrzyska w Rio, a teraz możemy stracić te w Tokio. Martwimy się nie tylko o nasze kariery, które prędzej czy później dobiegną końca, ale o całą rosyjską lekkoatletykę. Chcemy zwrócić uwagę na katastrofalny stan naszego sportu. Jesteśmy na krawędzi upadku – piszą.

Lasitskene, Sidorowa i Szubienkow zauważają też, że Putin już rok temu polecił Rosyjskiemu Komitetowi Olimpijskiemu podjęcie wszelkich możliwych środków mających na celu przywrócenie lekkoatletycznej federacji miejsca w gronie członków World Athletics.

– To pokazuje, że sytuacja naszego sportu oraz wszystkich ludzi, którzy związali z nim swoje życie, nie jest panu prezydentowi obojętna – piszą w apelu do Putina.

RusAF z lekkoatletycznej rodziny została usunięta w listopadzie 2015 roku. Rada IAAF (Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych, poprzednik World Athletics) zadecydowała o jej banicji stosunkiem głosów 22:1 niedługo po opublikowaniu 325-stronicowego raportu, w którym Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) opisała system dopingu stosowany przez rosyjskich sportowców.

To był gorący czas, bo kilka dni wcześniej francuskie władze aresztowały byłego prezesa IAAF Lamine’a Diacka, który był zamieszany w krycie oszustów, za co grożą mu cztery lata więzienia i pół miliona euro grzywny. Do dziś na wolności przebywa jego ścigany międzynarodowym listem gończym syn Papa Masatta, bo choć miał on pobierać od zawodników pieniądze za wspomnianą ochronę, to władze Senegalu odmawiają ekstradycji swojego obywatela.

Efekt afery był taki, że reprezentantów jednej z największych lekkoatletycznych potęg – więcej olimpijskich medali zdobyli tylko Amerykanie – zabrakło w Rio. Po udowodnieniu dopingowej czystości i w ramach wyjątku wystartowała tam tylko Darja Kliszyna, która była dziewiąta w skoku w dal. Podczas mistrzostw świata w Londynie (2017) jej rodacy zdobyli już sześć medali, ale startowali tam pod szyldem ANA (Authorized Neutral Athlete) – jako atleci neutralni, bez hymnu, flagi i przynależności państwowej.

Rosja jako kraj w lekkoatletyce formalnie nie istnieje, a kiedy już wydaje się, że działacze robią mały kroczek w kierunku powrotu do życia, to na światło dzienne wychodzą kolejne dopingowe brudy.

Tak było jesienią ubiegłego roku, kiedy dziennikarze „Sunday Times” ujawnili, że władze RusAF pomogły zatuszować wpadkę skoczka wzwyż Daniła Łysenki, który ominął trzecią kontrolę antydopingową w ciągu dwunastu miesięcy.

Athletics Integrity Unit (AIU), będąca zbrojnym ramieniem World Athletics do walki z dopingiem, najpierw zawiesiła prezesa i członków zarządu rosyjskiej federacji, a pod koniec stycznia, reagując na brak skruchy, zarekomendowała całkowite wykluczenie RusAF ze struktur organizacji. Startu w zawodach rozgrywanych poza granicami kraju zakazano też zawodnikom, na czym sama Lasitskene w sezonie halowym mogła stracić nawet 150 tys. dolarów.

World Athletics dopiero w marcu pozwoliła Rosjanom na powrót do rywalizacji w międzynarodowych mityngach pod warunkiem stworzenia precyzyjnego planu walki z dopingiem, zapłaty grzywny oraz z ograniczeniem liczby zawodników uprawnionych do startu jako ANA w zawodach rangi mistrzowskiej do dziesięciu osób.

Pierwszy punkt RusAF realizuje, Bezugłow ogłosił niedawno zaostrzenie kar za nielegalne wspomaganie do trzyletniego zawieszenia. Gorzej z wypłacalnością, a więc z tym, z czym rosyjscy działacze – w przeciwieństwie do uczciwości – nie powinni mieć problemu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA