fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Lekarze, pielęgniarki i studenci medycyny jadą do pracy za granicą

123RF
Coraz więcej młodych lekarzy, pielęgniarek i studentów medycyny szuka pracy za granicą.

W poniedziałek, po sobotnim wielkim proteście służby zdrowia w stolicy, w agencjach wysyłających medyków do pracy za granicą rozdzwoniły się telefony. Wzrost zainteresowania takimi ofertami jesienią jest normalny, bo wielu lekarzy kończy staż podyplomowy. Tym jednak razem odzew był o wiele większy. Pomogły ulotki rozdawane wśród manifestujących.

– Zainteresowanie jest duże, szczególnie ze strony rezydentów i studentów medycyny – przyznaje Monika Ziegler, prezes firmy Medena, która od 2000 r. wysłała do Skandynawii ok. 470 osób, głównie lekarzy, ale też pielęgniarek.

17 tys. zł miesięcznie brutto może zarobić polska pielęgniarka na etacie w szwajcarskim szpitalu

Medena kusi półrocznym kursem szwedzkiego wraz z zakwaterowaniem, wyżywieniem i kieszonkowym, a potem umową na czas nieokreślony na pracę dla szpitala czy przychodni należących do szwedzkiego sejmiku samorządowego. Większość wysłanych po półrocznym okresie próbnym decyduje się zostać i zwykle już do Polski nie wraca. Zatrzymują ich dogodne godziny pracy (do 16) i wynagrodzenie sięgające nawet 80 tys. koron brutto miesięcznie (35 808 zł).

Studenci, ale także stażyści przed lekarskim egzaminem końcowym (LEK) zgłaszają się też do Paragony, rekrutującej lekarzy i pielęgniarki do pracy w Danii, Francji, Norwegii, Szwecji, Wielkiej Brytanii. W Niemczech proponuje ona studentom zrobienie specjalizacji. Agnieszka Anusiewicz z Paragony przyznaje, że ostatnio młodych lekarzy zgłasza się więcej.

Chcą zaświadczeń

W zeszłym roku Naczelna Izba Lekarska (NIL) wydała 836 zaświadczeń o postawie etycznej lekarzom i dentystom ubiegającym się o uznanie kwalifikacji w krajach Unii Europejskiej. W 2014 r. zaświadczenia otrzymało 820 lekarzy, 25 proc. więcej niż rok wcześniej.

35 tys. zł brutto nawet tyle zarobi miesięcznie w Szwecji polski specjalista, pracując do godz. 16

– Tak duży wzrost liczby zaświadczeń nas zaniepokoił, bo to oznacza, że młodzi lekarze mają dosyć trudnych warunków wykonywania zawodu i złej organizacji ochrony zdrowia w naszym kraju – mówi Maciej Hamankiewicz, prezes NIL. – Uciekają przed biurokracją, niewłaściwym systemem szkolenia i niskimi wynagrodzeniami.

Ponad 800 chętnych do wyjazdu rocznie to dużo, a trzeba pamiętać, że rejestr nie uwzględnia polskich medyków pracujących w USA, Kanadzie czy Australii – w tym przypadku nie są wymagane zaświadczenia o postawie etycznej.

Co czwarty wyjedzie

Według szacunków Izb za granicą pracuje ok. 30 tys. polskich lekarzy, a co roku około 25 proc. absolwentów medycyny wyjeżdża z kraju. Jeśli trend będzie się utrzymywał, za kilkanaście lat w Polsce może zabraknąć lekarzy. Na początku sierpnia 2016 r. w Centralnym Rejestrze Lekarzy figurowało ich tylko 185 528, w tym 168 314 wykonujących zawód, z czego 35 668 to dentyści, co daje 2,2 lekarza na 10 tys. mieszkańców – liczbę od kilku lat plasującą nas w ogonie krajów OECD (średnia: 3,2 na 10 tys. mieszkańców).

– Nie ma się czemu dziwić, skoro lekarz rezydent może liczyć na pensję 2043 zł netto (3400 zł brutto) i to nawet przez dziesięć lat, bo czas uzyskiwania najtrudniejszych specjalizacji się przeciąga – mówi dr Filip Dąbrowski, rezydent ginekologii i położnictwa, przewodniczący Komisji ds. Młodych Lekarzy warszawskiej Okręgowej Izby Lekarskiej. Sam został w Polsce, ale dziesięć osób z jego roku robi dziś specjalizację w Niemczech, Norwegii i Wielkiej Brytanii. – Nie narzekają – podkreśla.

Kilkanaście tysięcy

Jeszcze intensywniej pracy za granicą szukają pielęgniarki i położne. – Od kilku lat zainteresowanie ofertami utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Jest ogromne również wśród przedstawicieli innych zawodów medycznych – ratowników, techników elektroradiologii, rehabilitantów i fizjoterapeutów – przyznaje Agnieszka Anusiewicz z Paragony.

W poszukiwaniu lepszych warunków pracy kraj zamieszkania decydują się zmienić nawet pielęgniarki po czterdziestce. – Nie pomogły ostatnie podwyżki, bo 400 zł brutto to tylko ok. 240 zł netto, a praca robi się coraz cięższa – zauważa Sebastian Irzykowski, wiceprezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. Dodaje, że wiele z 250 tys. czynnych dziś zawodowo sióstr regularnie kuszą firmy z Norwegii, Szwajcarii, a nawet Czech.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA