fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Zgon stwierdzi też pielęgniarka lub ratownik

Adobe Stock
NFZ zapłaci za stwierdzenie śmierci pacjenta nie tylko lekarzowi, ale też innym członkom załogi karetki.

Ministerstwo Zdrowia uprawnienia do orzekania o śmierci chce rozszerzyć na ratowników medycznych i pielęgniarki. Takie zapisy mają się znaleźć w przygotowywanej w resorcie nowelizacji ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych, zwanej ustawą o koronerach. Jak dowiedziała się „Rz", w styczniu projekt noweli trafi do konsultacji publicznych, a zmiany mogłyby wejść w życie już w połowie przyszłego roku.

Rozszerzenie grona uprawnionych sprawi, że kartę zgonu wystawią także podstawowe zespoły pogotowia ratunkowego (P), w których jeżdżą wyłącznie ratownicy lub pielęgniarki. Dziś może to robić tylko lekarz, więc jeśli do umierającego w domu nie przyjedzie zespół specjalistyczny z lekarzem (S), karetka odjeżdża, a rodzina musi wzywać medyka, który leczył pacjenta jako ostatni, najczęściej lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Dlatego najczęściej na lekarza czeka się wiele godzin w domu lub szuka się go w przychodni.

Lekarz nie otrzymuje wynagrodzenia za wypisanie karty zgonu, bo nie jest to rozliczane przez NFZ. Nie tylko więc w swoim wolnym czasie stwierdza śmierć pacjenta w jego domu, ale też robi to za darmo. Co prawda ustawa przewiduje, że samorząd może zatrudnić do tych zadań tzw. koronera. Z tego prawa korzystają jednak tylko trzy gminy, bo trzeba za to płacić ze środków samorządów, a większości na to nie stać.

Nowelizacja zakłada dodanie produktu „stwierdzanie zgonu" do koszyka świadczeń gwarantowanych, tak by ani załoga pogotowia, ani lekarz POZ nie tracili swego czasu na wypełnianiu kart zgonu.

Projekt przewiduje też uporządkowanie zasad wypisywania kart zgonów. Jak tłumaczy wiceminister Zbigniew Król, dziś brak w nich rozpoznań zgodnych z Międzynarodową Klasyfikacją Chorób ICD-10. Choć w karcie zgonu powinno się wpisać trzy jego przyczyny – wyjściową, pośrednią i bezpośrednią, w większości wpisuje się tylko tę ostatnią. Ponieważ bezpośrednią przyczyną każdej śmierci jest zatrzymanie akcji serca, lekarze wpisują przyczynę krążeniowo-oddechową, nawet jeśli pacjent zmarł z powodu nowotworu. Właśnie dlatego, zdaniem ministerstwa, w oficjalnych statystykach główną przyczyną zgonów Polaków są choroby sercowo-naczyniowe.

Resort chciałby to uporządkować, wprowadzając do programu studiów obowiązkowe kursy wypisywania kart zgonu, które później są podstawą analiz Głównego Urzędu Statystycznego (GUS).

– Błędne wypełnienie kart zgonu prowadzi do zaskakujących wniosków jak ten, że dodatkowe 11,5 tys. zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych w 2016 r. miało związek z obniżkami procedur w kardiologii inwazyjnej. Tymczasem, jak pokazują statystyki europejskie, w wielu krajach doszło wówczas do większej liczby zgonów, a przyczyną była epidemia grypy – tłumaczy wiceminister Król.

—Karolina Kowalska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA