fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Lekarze tworzą czarną listę niesolidnych pacjentów

AdobeStock
Numer telefonu pacjenta, który nie przyszedł na umówioną wizytę, może trafić do lekarskiej bazy niesolidnych pacjentów.

Nie tylko pacjenci mogą wymieniać się opiniami na temat lekarzy na popularnych portalach internetowych. Medycy też mają serwis, w którym mogą sprawdzić, czy pacjent, który się do nich zapisał, notorycznie nie przychodzi na umówione wizyty u innych lekarzy. Wystarczy, że wpiszą numer telefonu zapisanego.

Baza, dostępna tylko dla lekarzy, znajduje się pod adresem niesolidnypacjent.pl i po miesiącu funkcjonowania doczekała się już 100 numerów. Mogą je sprawdzić praktykujący lekarze medycyny, którzy do serwisu mogą się zalogować tylko na podstawie ważnego numeru prawa wykonywania zawodu (PWZ).

– Serwis powstał w celu zdyscyplinowania pacjentów, którzy umawiają się na wizyty, a potem na nie nie przychodzą, nawet o tym nie uprzedzając – tłumaczy dr Marcin Krufczyk, stomatolog z Gliwic, właściciel gabinetu Dentysta.eu i portalu internetowego o tej samej nazwie. – Chcemy uświadomić pacjentom, że nie przychodząc na wizytę, nie tylko marnują nasz czas, ale przede wszystkim blokują miejsce innym chorym. A tym samym przyczyniają się do wydłużania kolejek, również w publicznej służbie zdrowia. Na Zachodzie, np. w Szwecji, za nieprzybycie na wizytę obciąża się pacjenta kosztami lub na jakiś czas pozbawia go prawa do bezpłatnych wizyt w systemie publicznym – mówi lekarz.

Niesolidni stanowią nawet 50 proc. osób umówionych na dany dzień. – Dlatego w naszym gabinecie wprowadziliśmy opłatę 50 zł za nieodwołaną wizytę – dodaje Krufczyk. W jego gabinecie o nieprzyjściu można poinformować nawet dwie godziny przed wizytą. A osoby, które przedstawią wiarygodne usprawiedliwienie, np. wypadek, nie są obciążane kosztami.

Lista ma służyć także walce z nieuczciwą konkurencją. Jak przyznaje dr Krufczyk, często się zdarza, że na wizyty umawiają się pracownicy konkurencyjnych gabinetów, by zablokować terminy. – Wcześniej takie rzeczy działy się w branży fryzjerskiej. Teraz dotarły i do naszej – mówi lekarz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA