fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Do protestu fizjoterapeutów mogą dołączyć analitycy laboratoryjni

123RF
Jeśli do protestu fizjoterapeutów dołączą analitycy laboratoryjni, służbie zdrowia grozi prawdziwy paraliż. Na razie zapowiadają głodówkę, by nie narażać pacjentów na niebezpieczeństwo.

Nawet 99 proc. kadry fizjoterapeutów z 29 szpitali i jednego uzdrowiska od tygodnia przebywa na zwolnieniu lekarskim, a w 40 placówkach na zwolnienie poszło 50 proc. – takie dane przedstawia Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Fizjoterapii (OZZPF). Zdaniem resortu zdrowia protest dotyczy dwóch ośrodków na Śląsku – Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji Repty oraz uzdrowiska w Goczałkowicach, jednak tamtejsi pacjenci są już pod opieką zastępczą.

Narracja związkowców i ministerstwa rozbieżna jest nie tylko, jeśli chodzi o liczbę protestujących w ramach akcji „Maj bez fizjoterapeuty". Przedstawiciele ministerstwa twierdzą, że dyrektorzy szpitali mogą podnieść pensje w ramach dodatkowych 680 mln zł, jakie w tym roku przeznaczono na podwyżkę wycen procedur.

Fizjoterapeuci twierdzą, że szpitale wykorzystają nadwyżkę do załatania dziur w budżecie, a podwyżki powinny zostać przekazane w ramach „znaczonych" pieniędzy z NFZ, tak jak dla pielęgniarek.

– Zarobki w publicznej służbie zdrowia wynoszą od 1,6 do 2,2 tys. zł netto dla fizjoterapeuty z dziesięcioletnim stażem. By przeżyć, pracujemy na dwóch–trzech etatach – mówi Tomasz Dybek, przewodniczący OZZPF. – Fizjoterapia jest ważnym elementem leczenia w każdej dziedzinie medycyny. Mimo to minister zdrowia nas lekceważy. O spotkanie zespołu trójstronnego ds. zdrowia zabiegamy od marca. Dlatego bierzemy L4 albo stosujemy strajk włoski, jednocześnie informując pacjentów o akcji – mówi i zapowiada głodówkę.

Dołączenie do protestu fizjoterapeutów zapowiadają też diagności laboratoryjni. – Na razie rozważamy głodówkę, bo przejście na L4 traktujemy jako broń atomową – mówi dr Matylda Kłudkowska z Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych. – Jeśli stanie laboratorium szpitalne, chirurdzy nie będą mogli przeprowadzać operacji, a onkolodzy podawać chemioterapii. Nie będzie można przetoczyć pacjentom krwi ani przeszczepić organów. Wszędzie są bowiem potrzebne badania laboratoryjne – mówi Kłudkowska.

I ostrzega, że w środowisku diagnostów również zaczyna wrzeć. Wszystko przez niezrealizowane obietnice ministra zdrowia, dotyczące nie tylko podwyżek, ale i ułatwień w kształceniu.

Minister obiecał diagnostom bezpłatne specjalizacje – dziś za trwające od trzech do pięciu lat szkolenie podyplomowe płacą z własnej kieszeni nawet do 20 tys. zł. Nie rekompensują im tego pensje, które rzadko przekraczają płacę minimalną. Diagności zapewniają, że opuszczenie stanowisk to dla nich ostateczność, ale są coraz bardziej zdesperowani.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Maria Ochman, przewodnicząca sekcji ochrony zdrowia NSZZ Solidarność

Od początku byliśmy przeciwni dawaniu podwyżek poszczególnym grupom zawodowym, które są nie tylko krzywdzące dla pominiętych, ale przede wszystkim naruszają zasady dialogu społecznego. Tymczasem rządzący przyznają podwyżki w sposób dowolny, ulegając silnym grupom i lekceważąc słabsze. Jesteśmy za uregulowaniem podwyżek poprzez nowelizację ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracowników służby zdrowia. Wnioskowaliśmy o podwyższeniu kwoty bazowej z 3,9 tys. zł do 4,2 tys. zł i oczekujemy, że propozycja noweli zostanie przedstawiona na poniedziałkowym posiedzeniu zespołu trójstronnego ds. zdrowia, zwłaszcza że NFZ zwiększył wpływy ze składki zdrowotnej. Jednocześnie uważamy, że dyrektorzy szpitali w ramach wolnych środków powinni podwyższyć wynagrodzenia pominiętych pracowników.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA