Lekarze i pielęgniarki

Lekarze z placówek prywatnych chcą zostać funkcjonariuszami publicznymi

Adobe Stock
Status funkcjonariusza publicznego potrzebny jest też w placówkach prywatnej służby zdrowia – uważają medycy.

Duży szpital powiatowy na Śląsku. Chirurg drzemie w fotelu po nieudanej operacji wyciągania siekiery z głowy pacjenta. Budzi go duszenie – to brat zmarłego przyszedł „wymierzyć sprawiedliwość".

– Takich historii są setki – mówi kolega chirurga, ordynator. – Dwa tygodnie temu inny lekarz został pobity na izbie przyjęć. Agresor przerwał mu badanie innego pacjenta, twierdząc, że za długo czeka. Naubliżał mu i napluł w twarz. –Kolega go odepchnął i dostał cios – opowiada ordynator. Choć niektórzy lekarze zdążyli się już przyzwyczaić do agresji słownej, trudno im zaakceptować rękoczyny.

Agresja także prywatnie

Dlatego medycy chcą, żeby status funkcjonariusza publicznego przysługiwał im nie tylko w publicznych ośrodkach służby zdrowia, ale też w prywatnych. Tak brzmiał § 15 porozumienia, które na początku lutego zawarli z ministrem zdrowia rezydenci. Tymczasem nowela ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych wprowadzająca założenia porozumienia, mówi o medykach, których działalność finansowana jest na podstawie kontraktu z NFZ. Lekarz przyjmujący prywatnie nie będzie więc chroniony.

– Z agresją pacjentów można się spotkać i w szpitalu publicznym, i w gabinecie prywatnym – mówi Damian Patecki, wiceszef Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Zapowiada, że rezydenci będą postulować objęcie statusem funkcjonariusza wszystkich lekarzy.

Według radcy prawnego Wojciecha Kozłowskiego, partnera w Dentons, w prywatnych relacjach z pacjentem lekarze nie są funkcjonariuszami publicznymi, bo płaci im pacjent, a nie państwo. Nie ma więc powodu nadawania im takiego statusu.

Dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej uważa, że, narastająca agresja pacjentów ma związek z topniejącymi zasobami kadrowymi w szpitalach. Masowe są odejścia specjalistów do przychodni. Prezes Hamankiewicz, który niedawno po 25 latach zrezygnował z funkcji ordynatora i odszedł ze szpitala, uważa, że brak lekarzy i pielęgniarek nie tylko opóźnia leczenie, ale zagraża zdrowiu i życiu chorych. To szczególnie groźne, gdy na tysiąc mieszkańców przypada tylko 2,3 lekarza, a średnia wieku wynosi 50 lat.

Medycy nie wytrzymują

Rośnie też liczba wpisów w prowadzonym przez NIL systemie monitorowania agresji w ochronie zdrowia. W jednym z najnowszych anonimowa lekarka skarży się na agresję drugiego lekarza. Kolega pełniący z nią dyżur w szpitalu, miał powiedzieć, że „najchętniej by jej przywalił tak, żeby nie wstała". Lekarka podała, że był to kolejny akt agresji ze strony kolegi i uważa, że by temu zapobiec w przyszłości, należałoby wprowadzić zmiany w organizacji pracy i zapewnić obsadę dyżurów w oddziale przez specjalistów tam zatrudnionych.

Damian Patecki, który z agresją spotyka się rzadko, bo jest wysoki i waży 100 kg, podkreśla, że dziś lekarze muszą się uczyć postępowania w sytuacjach kryzysowych. Chwali sobie organizowany przez NIL tygodniowy kurs psychologiczny, w którym uczestniczył rok temu. Poleca kolejny, organizowany przez łódzką izbę lekarską, podczas którego w rolę agresywnych pacjentów wcielają się aktorzy.

– Lekarze liczą się z agresją pacjentów psychiatrycznych czy po narkotykach. Muszą jednak nauczyć się rozmawiać z tymi, których agresja ma inne źródła.

etap legislacyjny: konsultacje publiczne

Marek Balicki - były minister zdrowia, psychiatra

Samo wpisanie do ustawy statusu funkcjonariusza publicznego dla lekarza nie rozwiązuje problemu. Ludzie się denerwują i będą się denerwować z różnych powodów. Znalezienie się na izbie przyjęć czy szpitalnym oddziale ratunkowym z powodu urazu czy choroby jest wystarczająco stresujące. Ten stres potęguje jeszcze czekanie, tłum i nie najlepiej zorganizowany system. Dlatego należy uczyć lekarzy reagowania w sytuacjach trudnych, tak jak uczy się tego np. policjantów. To przede wszystkim rola uczelni medycznych, które w programach kształcenia nie uwzględniają takich zajęć, i pracodawców, w których interesie jest szkolić personel z zachowania w sytuacjach kryzysowych. Dziś takie szkolenia organizują niektóre izby lekarskie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL