fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Krzyżak: Kościoła kłopot z komunikacją

Fotorzepa, Waldemar Kompała
W sprawach życia politycznego w Polsce biskupi nie milczą. Nie zabiegają jednak o to, by ich głos dotarł do tych, którzy to życie kształtują.

Episkopat Polski wyda dokument społeczny, w którym odniesie się m.in. do życia politycznego w Polsce. Zaapeluje także o odpowiedzialność i dialog. Nie jest to odpowiedź na postulaty sformułowane we wtorkowej „Rz", w której Bogusław Chrabota i Michał Szułdrzyński pisali, że po tragedii w Gdańsku czekają na mocny głos hierarchów. O tym, że Rada ds. Społecznych pracuje nad takim dokumentem, mówił już we wrześniu ub.r. w rozmowie z KAI abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski (KEP). Zapowiadał, że dokument będzie po wyborach. Potem jego publikację przełożono na wiosnę. Teraz – jak twierdzą nasze źródła w KEP – zapadła decyzja, by opublikować go wcześniej.

– Myślę, że można się go spodziewać w ciągu dwóch tygodni. Publikacja przed pogrzebem prezydenta Adamowicza mogłaby bowiem zakłócić czas potrzebnej nam wszystkim refleksji – mówi nam jeden z hierarchów.

„Nie" dla radykalizmu

Zamysłowi biskupów należy przyklasnąć. Ale w ostatnich latach KEP wydała dwa dokumenty, w których poruszono problemy społeczno-polityczne życia w Polsce i niestety przeszły one bez echa.

Pierwszy dokument „W trosce o człowieka i dobro wspólne" opublikowano za rządów PO–PSL w marcu 2012 r. Biskupi pisali w nim m.in.: „w ostatnich latach obserwujemy w naszym kraju niepokojące zjawisko obniżenia stylu i poziomu debaty oraz sporu politycznego. Traktowanie konkurentów politycznych jak wrogów, których należy zwalczać za pomocą wszystkich możliwych środków, staje się niemal standardem życia politycznego. Szczególny niepokój budzi język publicznej dyskusji politycznej, pełen agresji i wzajemnych oskarżeń, nierzadko posługujący się kpiną, drwiną, a także wulgaryzmami. Moralna dyskredytacja przeciwników, rzucanie podejrzeń, brak szacunku dla przeciwnika politycznego staje się powszechną praktyką".

Dalej podkreślali, że obecny w życiu politycznym model przyjaciel–wróg jest nie do przyjęcia, bo „radykalizuje (...) nastroje społeczne i powoduje powstawanie podziałów opartych na głębokiej wzajemnej niechęci".

Refleksja nad językiem

Kolejny dokument wydany w 2017 r., a więc za rządów PiS, poświęcony był patriotyzmowi („Chrześcijański kształt patriotyzmu"). Czytamy w nim: „W sytuacji głębokiego sporu politycznego, jaki dzieli dziś naszą ojczyznę, patriotycznym obowiązkiem wydaje się też angażowanie się w dzieło społecznego pojednania poprzez przypominanie prawdy o godności każdego człowieka, łagodzenie nadmiernych politycznych emocji, wskazywanie i poszerzanie pól możliwej i niezbędnej dla Polski współpracy ponad podziałami oraz ochronę życia publicznego przed zbędnym upolitycznianiem. A pierwszym krokiem, który w tej patriotycznej posłudze trzeba uczynić, jest refleksja nad językiem, jakim opisujemy naszą ojczyznę, współobywateli i nas samych".

W obu dokumentach znalazły się ważne słowa, ale nie dotarły one do większego grona odbiorców. Episkopat nie zadbał o ich promocję. Ograniczył się do organizacji konferencji prasowych. Ostatniemu dokumentowi poświęcono wprawdzie kilka artykułów (pisaliśmy o nim m.in. w „Rzeczpospolitej"), ale pod strzechy nie dotarł.

Mówić głośniej

Nikt nie wpadł na pomysł, by z liczącej kilka stron publikacji zrobić skrót i rozesłać go do parafii z poleceniem odczytania podczas niedzielnych liturgii. A przecież taki skrót winien trafić także do posłów, senatorów, ministerstw, ludzi mediów. Powinien dotrzeć do wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób kształtują życie polityczne.

Ten sam los może spotkać przygotowywaną teraz publikację. Trafi do szaf kurialnych i seminaryjnych bibliotek, do których nikt nie zagląda. A biskupi na pytanie, dlaczego milczą, odpowiedzą zaś, że to nieprawda, bo przecież napisali.

Trzeba tu zrobić zastrzeżenie. Nie idzie o to, by jakąś częścią odpowiedzialności za to, co stało się w Gdańsku, obciążyć biskupów. Nie. Chodzi bardziej o to, by przestali marnować czas na walkę z tymi, którzy krzyczą o rozdziale państwa i Kościoła i chcą wyprowadzenia religii ze szkół, a więcej uwagi poświęcili misji wychowawczej. Jest oczekiwanie, że teraz coś w naszym życiu społeczno-politycznym zmieni się na lepsze. Jednak potrzebna jest ciężka praca, w której Kościół ma do odegrania dużą rolę. Musi jednak zadbać o to, by jego głos był słyszalny bez oglądania się na tych, którzy każde słowo będą uważać za wtrącanie się do polityki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA