Szok trwał krócej niż mgnienie oka, szybko się okazało, że skrajne emocje, które wywołała ta tragedia, to doskonała pożywka dla trolli internetowych i wielu innych, którzy nauczyli się, że dzisiejsza debata uwielbia tych, którzy „budzą kontrowersje". Problem w tym, że media społecznościowe nie są oddzielone chińskim murem od normalnej debaty publicznej, nie stanowią marginesu, tylko są jej coraz ważniejszą częścią. Twórcy platform społecznościowych optymistycznie założyli, że ludzka natura jest dobra, że każdy chce dzielić się w sieci pozytywnymi uczuciami, wiedzą oraz wzbogacać się dyskusją. Dziś widzimy skutki tego błędnego założenia antropologicznego, okazało się, że media społecznościowe to raj dla zwichrowanych osobowości, frustratów i radykałów, czego ofiarą padamy my wszyscy oraz jakość naszej debaty publicznej. Nawet normalni ludzie wolą w mediach społecznościowych zamykać się w bańkach, czytać teksty, z którymi się zgadzają – świadczą o tym kolejne badania. Śmierć Pawła Adamowicza w świecie, którym rządzą media społecznościowe, nie doprowadziła do zawieszenia broni w wojnie polsko-polskiej.