fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

SN: Polisolokaty nie mogą być iluzoryczne

AdobeStock
Jeśli umowa ubezpieczenia ma pełnić także funkcję inwestycyjną, to nie może dawać ochrony tylko dla pozoru.

To wnioski z właśnie opublikowanego orzeczenia Sądu Najwyższego, bardzo ważnego i korzystnego dla tysięcy nabywców polisolokat.

Dotyczyło ono żądania zwrotu około 140 tys. zł, które klient wpłacił na ubezpieczenie na życie i związany z nim fundusz inwestycyjny. Gdy po kilku latach takiego oszczędzania chciał zlikwidować umowę i wypłacić zebrane w ten sposób pieniądze, okazało się, że z jego oszczędności niewiele zostało.

Kwestia ta wynikła w sprawie z powództwa konsumenta (z zawodu komornika sądowego), który przystąpił do grupowego ubezpieczenia na życie i dożycie z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym „LIBRA".

Przedmiotem umowy miało być życie ubezpieczonego lub dożycie jako część ochrona umowy, oraz gromadzenie i inwestowanie pieniędzy ubezpieczonego przy wykorzystaniu ubezpieczeniowego funduszu kapitałowego.

Zgodnie z regulaminem celem inwestycyjnym funduszu był wzrost jego wartości w wyniku wzrostu wartości lokat i ochrona zainwestowanej składki, ale cel nie był jednak gwarantowany przez ubezpieczyciela. Dodatkowo pobierał on opłaty od wpłat ubezpieczonych: administracyjną, likwidacyjną. Opłata administracyjna była naliczana procentowo od wartości składki zainwestowanej i pobierana miesięcznie ze składki bieżącej w dniu jej zapłaty. W przypadku przedterminowego rozwiązania umowy w pierwszych trzech latach ubezpieczyciel zatrzymywał 100 proc. wpłaconych pieniędzy, w czwartym roku 75 proc. Z kolei ubezpieczenie na wypadek śmierci w uproszczeniu wynosić miało 1 proc. środków zainwestowanych w fundusz na dzień śmierci.

Sprawą zainteresował się rzecznik finansowy, który przedstawił swój pogląd na takie umowy, i wskazał, że zaskarżona umowa była nieważna, gdyż (podobnie zresztą jak wiele innych umów ubezpieczenia na życie z UFK) nie miała wiele wspólnego z umową ubezpieczenia. A sposób jej oferowania przez pośredników bardzo często stanowił zwykły „misseling", czyli nakłanianie konsumenta do zawarcia niekorzystnej umowy.

W ocenie rzecznika, jeśli część ochronno-ubezpieczeniowa umowy ma charakter pozorny, pełni tę funkcję tylko z nazwy, bo jej celem było wyłącznie o zwolnienie z podatku od dochodów kapitałowych w części inwestycyjnej, należy mówić o niezgodności z naturą umowy ubezpieczenia, a tym samym jej nieważności.

Sądy Okręgowy a następnie Apelacyjny w Warszawie zasądziły żądaną przez komornika kwotę około 70 tys. zł (drugie tyle pozwane towarzystwo dobrowolnie zapłaciło powodowi w trakcie procesu). Oba sądy zgodnie podzieliły przy tym stanowisko rzecznika finansowego. Tak samo postąpił Sąd Najwyższy, nie przyjmując skargi kasacyjnej firmy ubezpieczeniowej.

– Sam brak w umowie sumy ubezpieczenia nie oznacza jej sprzeczności z prawem, jest zaś jasne, że na podstawie umowy ubezpieczenia na życie musi być udzielana ubezpieczonemu ochrona typowa dla tego ubezpieczenia, a gdy jej nie ma, to umowa nie będzie ważna – wskazał w uzasadnieniu postanowienia sędzia SN Krzysztof Pietrzykowski. – Ocena, czy taka ochrona występuje, ma charakter kompleksowy i nie jest uzależniona tylko od stricte kwotowego określenia sumy ubezpieczenia. Prawo nie przewiduje żadnej konkretnej proporcji tego rodzaju i przy jej wyznaczaniu strony umowy korzystają ze swobody umów, istotne jest jednak, aby umowa realizowała obie funkcje, a sprzeczne z właściwością (naturą) jest takie skonstruowanie umowy, która jedną z tych funkcji realizowałaby wyłącznie iluzorycznie.

– Stwierdzenie nieważności polisy jest korzystne dla ubezpieczonego, gdyż ma roszczenie o zapłatę wszystkich środków wpłaconych ubezpieczycielowi: składki na część ochronną i na część inwestycyjną – wskazuje Paweł Wawszczak, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Ubezpieczeniowo Emerytalnego w biurze Rzecznika Finansowego.

Sygnatura akt: I CSK 772/19

Opinia dla „rzeczpospolitej"

prof. Marcin Orlicki, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, kancelaria SMM Legal Maciak Mataczyński Adwokaci

Sąd Najwyższy obnażył niedoskonałości ustawy o działalności

ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej i jej poprzedniczki, która z jednej strony pozwala na zawieranie umów ubezpieczenia o funkcji inwestycyjnej, z drugiej zaś strony nie określa natury takiej umowy, zakresu stosowania w odniesieniu do niej przepisów o umowie ubezpieczenia ani też dopuszczalnej relacji części ochronnej i części inwestycyjnej. Brak regulacji bywał interpretowany przez ubezpieczycieli jako zaproszenie do tworzenia własnych reguł kontraktowych. Aż nadszedł czas, gdy ubezpieczenia inwestycyjne zostały twórczo zdefiniowane przez sądy, a kształt nadany im przez niektórych ubezpieczycieli został zakwestionowany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA