Komentarze

Szułdrzyński: Z Andrzejem Dudą warto żyć dobrze

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Zgodnie z politycznym kalendarzem za dwa lata będziemy w ferworze wyścigu do Pałacu Prezydenckiego. Prezydent Andrzej Duda na razie może być pewien, że to właśnie jego poprze PiS. Z badania przeprowadzonego przez IBRiS wynika, że połowa wyborców PiS uznaje go za najlepszego kandydata tej partii.

Choć zwykło się uważać, że ulubienicą prawicowego elektoratu jest Beata Szydło, o tym, że powinna startować w wyborach prezydenckich, przekonanych jest zaledwie... 11 proc. wyborców PiS. Rękawicę Dudzie może rzucić nie była premier, ale obecny szef rządu. Na Mateusza Morawieckiego jako potencjalnego kandydata PiS wskazuje 31 proc. sympatyków tej partii. Jednak przewaga niemal 20 pkt proc. nad premierem daje prezydentowi niezłą pozycję wyjściową.

Ale to właściwie jedyna dobra wiadomość dla Andrzeja Dudy wynikająca z naszego sondażu. Gdyby bowiem pierwsza tura wyborów prezydenckich odbyła się dzisiaj, Duda wygrałby ją z przewagą zaledwie 0,5 pkt proc. nad Donaldem Tuskiem. Trzeci byłby Robert Biedroń, który mógłby liczyć na nieco ponad 11 proc. głosów. Warto zauważyć te spłaszczenie wyników. Potencjalny kandydat PiS ma przewagę nad potencjalnym kandydatem PO nieproporcjonalną do wyników, jakie te partie mają w sondażach. Duda jest od PiS słabszy, Tusk zaś mocniejszy niż Platforma. Dla Dudy to nie najlepsza wiadomość, z kolei zaś szef Rady Europejskiej może mieć powody do satysfakcji. Gorąca kampania wyborcza może więc przynieść sporo niespodzianek.

Dla PiS wypływa stąd jedna zasadnicza lekcja – atakowanie prezydenta to droga donikąd, jeśli Jarosław Kaczyński chce wygrać wybory w 2020 r. I nawet jeśli PiS ciężko jest przeboleć zawetowanie ustawy degradacyjnej, kalkulacja polityczna powinna ustąpić miejsca emocjom.

Tym bardziej że przed PiS potężna bitwa. Usiłując uratować poparcie partii przed skutkami afery nagrodowej, Jarosław Kaczyński postanowił nie tylko obciąć pensje o 20 proc. parlamentarzystom, ale również obniżyć zarobki samorządowców. Wywołało to silny ferment w samej partii, który sprawił, że Kaczyński sięgnął po groźby wobec polityków, którzy zaczęli przeciw niemu szemrać. Ale znacznie poważniejszym problemem jest oburzenie samorządowców. Jeden z członków Klubu PiS opowiadał mi, że już wcześniej, gdy PiS rozważał wsteczne ograniczenia kadencyjności prezydentów, wójtów i burmistrzów, wśród samorządowców wrzało. Wtedy PiS się wycofał, teraz jednak – kilka miesięcy przed wyborami lokalnymi – uderzył w to środowisko. Wygląda na to, że lekarstwo, które zaaplikował Kaczyński, może się okazać bardzo gorzkie. Tym bardziej spór z prezydentem jest więc tej partii zupełnie nie na rękę.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL