fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Czas na przebudzenie!

Jack Dorsey
Jack Dorsey
AFP
Media społecznościowe zawiodły. Obiecały, że komunikacja stanie się łatwiejsza i dzięki temu świat będzie lepszym miejscem do życia. Stało się jednak inaczej.

Jeden z najważniejszych komentarzy do wyrzucenia prezydenta Donalda Trumpa ze wszystkich mediów społecznościowych pojawił się na Twitterze w środę. „To niebezpieczny precedens, pokazuje bowiem, że jednostka lub korporacja może skutecznie kontrolować część debaty toczącej się w skali całego globu". Dlaczego akurat ten uważam za najważniejszy? Bo napisał go człowiek, który sam podjął decyzję o tym, by skasować konto Donalda Trumpa, czyli założyciel i dyrektor generalny Twittera Jack Dorsey. Podkreślił, że uważa swą decyzję za słuszną, ale jednocześnie świadczy ona o tym, że media społecznościowe poniosły porażkę, gdyż nie potrafiły zbudować przestrzeni, w której toczyłaby się „zdrowa debata".

W odruchu sprzeciwu wobec cenzorskich zapędów właścicieli platform społecznościowych premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że chce, aby Polska wprowadziła przepisy, których będą musiały przestrzegać również zagraniczne koncerny, i będzie chciał sprawę uregulować na poziomie Unii Europejskiej. „O tym, które poglądy są słuszne, a które nie, nie mogą decydować za nas algorytmy czy właściciele korporacyjnych gigantów" – napisał premier – o, ironio! – na Facebooku. Szef polskiego rządu ma rację. Nie można jednak zapominać i o innych, znacznie poważniejszych problemach.

Dlatego paradoksalnie cieszę się z decyzji Twittera, Facebooka, YouTube'a, Snapchata – by wymienić najważniejsze platformy – by czasowo lub na trwałe zawiesić konta Donalda Trumpa. Nie dlatego, bym uważał, że to dobre rozwiązanie. Przeciwnie, podobnie jak Dorsey uważam, że to szalenie niebezpieczny precedens. Ale może dzięki temu, co się stało, do szerszego grona osób dotrze to, jak mocno media społecznościowe zaczęły wpływać na nasze życie. A przede wszystkim, co zrobiły z naszą debatą publiczną.

Cenzurowanie polityków to jedno, ale problemy fake newsów, dezinformacji czy niszczenia niewinnym ofiarom życia za pomocą platform społecznościowych to nie mniej ważny temat. Kolejnym jest kwestia tzw. zdrowia publicznego. Wiemy doskonale, że media społecznościowe uzależniają, i to w pełnym tego słowa znaczeniu, świadomie stosując techniki, które mają sprawić, byśmy poświęcali im jak najwięcej uwagi,

co szczególnie u osób młodych może prowadzić do poważnych problemów. Jednocześnie – jak mówił niedawno w rozmowie ze mną Christopher Wylie, który ujawnił światu aferę Cambridge Analytica

– media społecznościowe stały się miejscem ideologicznej radykalizacji oraz masowego rozprzestrzeniania teorii spiskowych, które, szczególnie w czasie pandemii, mogą zagrażać zdrowiu i życiu całych grup społecznych. Last but not least, wielkie serwisy internetowe żerują na tradycyjnych mediach. Facebook, Google (właściciel YouTube'a) czy Twitter same nie wytwarzają żadnych treści, ale – szczególnie te dwa pierwsze – zgarniają gros zysków z reklam dzięki ruchowi, który powstaje m.in. dzięki pracy dziennikarzy i wydawnictw, które nie są z tego tytułu wynagradzane. Prowadzi to do jeszcze poważniejszej degradacji debaty publicznej.

Dlatego Dorsey ma rację: media społecznościowe zawiodły. Obiecały, że połączą nas, byśmy mogli łatwiej się komunikować i aby świat stał się lepszym miejscem. Stało się jednak inaczej. Walka z cenzurą to wierzchołek góry lodowej, jeden, i to wcale nie najistotniejszy, z problemów, jakie stworzyły media społecznościowe i jakim nie potrafią teraz zaradzić. Czas na przebudzenie!

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA