fbTrack

Komentarze

Czy potrzeba nam resortu magii?

Adobe Stock
Kwestie energetyczne w skali globalnej nabrały ostatnio niesamowitej dynamiki i musimy się do tego dostosować.

W internecie krąży dowcip: „Kto twierdzi, że prąd zdrożeje, ale rachunki nie wzrosną? Ministerstwo Magii!". Paradoks podwyżek, których nie odczujemy, to jednak sprawa drugorzędna. Ważniejsze jest pytanie o przyczyny wzrostu cen. Nie wynikają one bowiem z koniunkcji planet, plam na słońcu czy innych niespodziewanych zdarzeń. Mają raczej charakter strukturalny.

Polityka energetyczna jest bowiem u nas od zawsze traktowana jako niby ważna, ale nie do końca. Parafrazując „Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa – jest „drugiej kategorii ważności". Na przykład rządowe dokumenty stanowiące politykę energetyczną zgodnie z obowiązującymi dziś regułami mają powstawać co cztery lata. Tymczasem ostatni napisano... dziesięć lat temu! Ale nawet gdyby powstawały co cztery lata, to i tak byłoby to za mało. Kwestie energetyczne w skali globalnej nabrały bowiem ostatnio niesamowitej dynamiki. Nie mamy na to wpływu, tak jak na zmieniającą się porę roku. Po prostu musimy się do tego dostosować.

Trzeba skończyć ze zwyczajem przygotowywania strategii energetycznych od wielkiego dzwonu. Albo wtedy, gdy się komuś przypomni, że miał to zrobić. To musi być proces „online" – na żywo. Kontrolowany na bieżąco i będący priorytetem dla rządu.

W innym wypadku magiczne chowanie podwyżek tak, żeby nikt nie odczuł ich szczególnie w roku wyborczym, stanie się standardem. A rządzący będą chyba musieli naprawdę stworzyć Ministerstwo Magii, żeby podołać takiemu wyzwaniu. Unia Europejska ze spraw energetycznych uczyniła bowiem priorytet. Piętnuje wszystko, co dymi – od pieców grzewczych przez auta po elektrownie węglowe. Pilnuje terminów i zobowiązań w kwestiach ochrony środowiska. Już za rok Polska powinna mieć 15 proc. udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) w tzw. miksie energetycznym. Jest pewne, że tego wyniku nie osiągniemy. Trzeba będzie płacić kary, czyli ceny energii znów wzrosną. Ucierpi na tym także budżet, czyli my.

Kolejny powód: przemiany demograficzne oraz technologiczne. Starzejemy się w szybkim tempie – trzeba obliczyć np., w jakim stopniu wzrost liczby osób w starszym wieku wpłynie na zużycie prądu. Czy postęp technologiczny spowoduje takie obniżenie cen np. klimatyzacji, że stanie się ona sprzętem popularnym w domach jak lodówka? Czy równocześnie zostanie zmniejszona energochłonność tych urządzeń? Takich pytań jest zdecydowanie więcej.

Poważne zmiany potrafią zajść nawet w rok czy dwa. Przy czteroletnim trybie reakcji zawsze będzie to musztarda po obiedzie. Dlatego polityka energetyczna musi być kształtowana na bieżąco, bez chwili przerwy. Także po to, by przedsiębiorcy i obywatele mogli z pewnego źródła dowiedzieć się, co ich czeka za rok lub dwa. To wpłynie na ich decyzje np. o energooszczędności planowanych inwestycji. A może warto wydać pieniądze na własne źródła energii, jak ogniwa fotowoltaiczne na dachu budynków? Dziś ani przedsiębiorca, ani konsument nic nie wie o przyszłości cen energii. Jest zaskakiwany groźbą gigantycznych podwyżek. Nie tego powinniśmy się spodziewać po kraju zasługującym na miano rozwiniętego. Polska powinna stać się wreszcie przewidywalna.

Inaczej bez Ministerstwa Magii się nie obejdzie!

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL