Proszę mi darować nieco profetyczny charakter komentarza (z góry zastrzegam, że nie mam takich aspiracji), ale moje poglądy na temat majowych wyborów pozostają niezmienne. Tych wyborów nie będzie. Mogłoby do nich dojść tylko w przypadku cudu. Nagłego zatrzymania się pandemii. Ale na cud liczyć raczej nie można.
Dynamika zachorowań ciągle przyspiesza i nawet gdyby w drugiej połowie kwietnia doszło do jej spowolnienia, na wybory nie ma szans. Nie było prawdziwej kampanii, wyłączono wiele form życia społecznego, a władza komunikuje o konieczności pozostania w domu. Opór społeczny przeciw tym wyborom jest gigantyczny i będzie narastał, niezależnie od iście nietzscheańskiej woli mocy, jaką prezentuje prezes Jarosław Kaczyński. Nie złoży się to wszystko po prostu w społeczny, polityczny, a przede wszystkim epidemiczny klimat, który pozwoliłby ruszyć ludziom bezpiecznie do urn czy skrzynek pocztowych, jak chce tego od niedawna partia rządząca. Zatem z wyborami – uwaga! – w maju należy się pożegnać.