fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Hipokryzja obozu władzy

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Dla Jarosława Kaczyńskiego liczą się twarde narzędzia polityczne: prawo wyborcze, kontrola nad mediami publicznymi, prokuraturą, służbami. A nie zaraza.

Wprowadzając nad ranem w sobotę poprawkę umożliwiającą głosowanie korespondencyjne i przepychając ją przez Sejm w ekspresowym tempie, Jarosław Kaczyński wysłał dwa ważne sygnały. Pierwszy – że wciąż kontroluje sytuację. W PiS coraz więcej polityków ma wątpliwości, czy przeprowadzenie wyborów 10 maja jest realne. Ale bardziej niż wątpliwości liczy się wola prezesa. Drugi sygnał też jest znaczący – tarcza antykryzysowa jest ważna, kryzys to problem, ale dla prezesa liczą się twarde narzędzia polityczne: prawo wyborcze, kontrola nad mediami publicznymi, prokuraturą, służbami. To są rzeczy, które go interesują, a nie zaraza. Kaczyński zdał sobie sprawę, że mogą być problemy z uznaniem ważności wyborów, w których nie będą mogły wziąć udziału setki tysięcy obywateli, dlatego postanowił się ubezpieczyć, pozwalając głosować listownie seniorom, zarażonym koronawirusem lub odbywającym kwarantannę.

Przy okazji ujawniła się cała hipokryzja obozu władzy. W 2018 r. PiS radykalnie ograniczył głosowanie korespondencyjne, tłumacząc, że to furtka dla fałszerstw wyborczych i kupowania głosów. Dziś przekonuje, że to doskonały pomysł, który pozwoli wziąć udział w wyborach jak największej liczbie osób... Tak tłumaczył to w sobotę prezydent Andrzej Duda, który dwa lata temu sam podpisał się pod nowelizacją likwidującą głosowanie korespondencyjne.

Zobacz wyniki sondażu: Również wyborcy PiS nie chcą wyborów za rok

PiS i prezydent będą mieli jeszcze jeden kłopot. W 2009 r. prezydent Lech Kaczyński zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego zmianę przepisów wyborczych, które trzy miesiące przed wyborami przegłosowała PO. Jego pełnomocnikiem był wtedy minister Andrzej Duda, argumentujący, że zmiana przepisów na mniej niż pół roku przed wyborami jest niezgodna z konstytucją. Teraz PiS zmienia przepisy... sześć tygodni przed wyborami.

Może się jednak okazać, że prezydent nie będzie miał takiego dylematu. Pojawiają się pomysły, by Senat nie obradował nad przepisami przesłanymi przez Sejm, lecz zaproponował identyczną ustawę antykryzysową, tyle że bez poprawek dotyczących kodeksu wyborczego. A projekt sejmowy zaś na miesiąc zamroził w komisjach. Taką jazdę po bandzie opozycja musiałaby dobrze wytłumaczyć wyborcom, a w ostatnim tygodniu zajmowała się głównie potykaniem o własne nogi i wewnętrznymi konfliktami. Do tego PiS potrafi zastawiać skuteczne pułapki. Ale jeśli opozycja wyciągnęła wnioski z przeszłości, będzie mieć szansę udowodnić Kaczyńskiemu, że wcale nie ma pełnej kontroli nad sytuacją.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA