fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Żukowski: Witold Bańka zaczyna wielką grę

Filip Frydrykiewicz
Poparcie Europy dla Witolda Bańki jako kandydata na szefa Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) to, biorąc pod uwagę słowa polskiego ministra sportu w trakcie kampanii wyborczej, także wybór konkretnej strategii w walce z dopingiem.

Najpoważniejszym problemem jest to, że w ostatnim czasie, przede wszystkim w związku z aferami prowokowanymi przez Rosję i jej państwowo zorganizowany doping, między WADA a Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim nie było jedności, choć to z inicjatywy MKOl powołano WADA i ruch olimpijski finansuje w połowie tę organizację (drugą połowę dokładają rządy). Stanowisko WADA było jasne: Rosję należy wykluczyć z igrzysk aż do momentu, gdy uczciwie rozliczy się ze swoją przeszłością. Takie jest też stanowisko znacznej grupy sportowców rywalizujących z Rosjanami. 

Wewnątrz WADA podobnie myśli obecna wiceprzewodnicząca tej organizacji Linda Helleland, główna konkurentka Witolda Bańki, który dość ostro Norweżkę krytykował, łącznie z postulatem, by zrezygnowała ze stanowiska, gdyż stawia ją to w uprzywilejowanej sytuacji przed wyborami. Helleland mówiła, że świat sportu nigdy nie zrozumie polityki łagodności wobec Rosji, postulowała nawet stworzenie niezależnej komisji, która zbadałaby postępowanie WADA i MKOL w obliczu rosyjskiego kryzysu, ale nikt jej nie poparł. 

Nie doczekała się także poparcia w środę podczas głosowania Komitetu Rady Europy ds. WADA, co oznacza, że rewolucji nie będzie. Witold Bańka wydaje się bowiem - wnioskując z tego co mówił w trakcie kampanii wyborczej - bardziej kandydatem sportowego establishmentu broniącego jedności ruchu olimpijskiego pod przywództwem Thomasa Bacha, niż zwolennikiem daleko idących reform. 

To prawda, że sprowadzanie problemu dopingu do Rosji jest uproszczeniem, to kłopot dla całego światowego sportu, ale MKOl interesuje się głównie złotą kurą przynoszącą koncernowi miliardowe zyski, czyli igrzyskami olimpijskimi.

Brak jedności w sprawach antydopingowych między MKOl i WADA to wielka porażka ruchu sportowego. Znalezienie takiego rozwiązania, by MKOl mógł zarabiać a sportowcy uczciwie rywalizować jest bardzo trudne. Jeśli Witold Bańka zostanie w listopadzie szefem WADA stanie z tym problemem twarzą w twarz i będzie musiał zadecydować, czy broni interesów aparatu zwanego eufemistycznie olimpijską rodziną, czy postara się spojrzeć na sport krytycznie i walkę z dopingiem też.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA