fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Krzysztof A. Kowalczyk: Przejęcie Pekao, czyli sukces. Ale nie bez wad

Fotorzepa
Przejęcie Pekao przez PZU i Polski Fundusz Rozwoju to wielki triumf entuzjastów tzw. repolonizacji banków i sukces gospodarczej ekipy polskiego rządu kierowanej przez Mateusza Morawieckiego. Ale w tej beczce miodu jest też porcja dziegciu.

Na początek wymieńmy pozytywy. Trzeba przyznać, że najnowsza transakcja to oczywisty dowód na kontynuację polityki państwa mimo kompletnej zmiany rządu. Przymnijmy, że pomysł udomowienia banków kontrolowanych przez zagraniczny kapitał pojawił się wieki temu, gdy Jan Krzysztof Bielecki lobbował za przejęciem przez PKO BP sprzedawanego przez Irlandczyków BZ WBK. Ostatecznie bank kierowany wówczas przez Mateusza Morawieckiego trafił w ręce hiszpańskiego Santandera, ale sama idea najwyraźniej spodobała się późniejszemu wicepremierowi.

Dobrze, że w Pekao, drugim co do wielkości banku w Polsce, kończy się stan tymczasowości. Przestaną nań rzutować problemy złaknionego kapitału włoskiego właściciela – UniCredit. Zmniejsza się też ryzyko – przed którym ostrzegali zwolennicy udomowienia – że w razie osłabienia sektora finansowego na Zachodzie kierowane przez pochodzący stamtąd kapitał banki chcąc nie chcąc będą musiały przykręcić kurek z kredytem dla polskiej gospodarki.

Dla rządu, kontrolującego już PKO BP, Pekao staje się drugim ważnym narzędziem służącym do wspierania finansowego ważnych dla niego inicjatyw gospodarczych.

Wreszcie dla polskich menedżerów z sektora bankowego pojawia się szansa na awans i zajęcie foteli zajmowanych dotąd przez ekspatów z Włoch.

Wszelako w tej beczce miodu jest pokaźna porcja dziegciu, która – po latach – może zadecydować o ocenie skutków tej transakcji. Po pierwsze, ubolewać należy, że bank nie przechodzi w ręce prywatnego polskiego właściciela. Państwo, czytaj politycy, są jednym z najgorszych możliwych właścicieli. Nie kierują się rachunkiem ekonomicznym tylko własnym interesem, mierzonym słupkami poparcia, które mogą przynieść zwycięstwo w najbliższych wyborach. Obsadzają spółki skarbu państwa przeważnie według klucza politycznej lojalności, a nie sprawności biznesowej, co PiS udowodnił czarno na białym w ciągu roku sprawowania władzy. Nieprzypadkowo spółki kontrolowane przez państwo wyceniana są na giełdzie niżej od czysto prywatnych. W ostatnim roku, kiedy akcje na GPW generalnie spadały, państwowe firmy taniały aż o jedną trzecia szybciej od prywatnych.

Zwiększenie ryzyka politycznego ponoszonego przez bank to niejedyny argument krytyków tej transakcji. Kolejny to fakt, że powstaje grupa ubezpieczeniowo-bankowa. Wiele lat temu była na Zachodzie moda na tego typu konglomeraty, ale kryzys dowiódł, że powoduje to przenoszenie ryzyk z jednego sektora na inny kompletnie nieprzygotowany do ich absorpcji. Nieprzypadkowo doszło do rozwodu ING z Nationale Nederlanden.

Wreszcie PZU ma w tej chwili problem z nadmiarem kontrolowanych banków. Co zrobi z kupionym w sumie niedawno Aliorem, sprawnym bankiem, który wchłania właśnie aktywa BPH i walczył o przejęcie Raiffeisen Polbank. Właściciel połączy go z Pekao czy sprzeda? Najnowsza transakcja kończy więc problem tymczasowości w Pekao, ale wywołuje go gdzie indziej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA