fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Andrzej Stec: Czas na restart

Fotorzepa, Robert Gardziński
Szybkie odbicie w polskiej gospodarce właśnie dobiega końca. Trzeba teraz pomyśleć o nowej tarczy, która pobudzi inwestycje.

Na Zachodzie trwa istny wyścig, które z państw wydrukuje i wpompuje w gospodarkę więcej pieniędzy. Wartość zadłużenia czy deficytów budżetowych jakby przestała już mieć jakiekolwiek znaczenie. Jak to się skończy: inflacją, spadkiem wartości lokalnej waluty „zwycięzcy" wyścigu? Nawet najtęższe umysły ekonomiczne nie są w stanie jednoznacznie i z pewnością w głosie odpowiedzieć na to pytanie.

Tymczasem pierwsza faza kryzysu związanego z pandemią, a ściślej chwilową blokadą gospodarek, za nami. Finansowy koszt, jaki świat poniósł za te odważne decyzje, jest ogromny – w USA i w Europie mamy najgłębszą recesję od II wojny światowej, a w Polsce – pierwszy tak poważny i odczuwalny wstrząs gospodarczy od czasów transformacji w 1989 roku. Rządowe tarcze antykryzysowe zrobiły swoje – zapewniły płynność w gospodarce, raczej skutecznie zachęcając firmy do utrzymywania zatrudnienia. Gospodarki odbiły, odrabiając dużą część strat. Teraz jednak kolejne wyzwanie. I kto wie, czy nie znacznie poważniejsze: zmierzenie się z drugą falą pandemii i olbrzymią niepewnością, która już teraz zniechęca ludzi do konsumpcji, a firmy do inwestycji. Niemal zewsząd słychać też pomruki o zbliżającej się fali zwolnień w wielu gałęziach szybko transformującej się gospodarki.

Wręcz niewyobrażalny wydaje się scenariusz kolejnego tzw. lockdownu. Takiego czarnego scenariusza żaden kraj na świecie, nawet najbogatszy, by nie wytrzymał, narażając się wprost na bankructwo. Nie trzeba dodawać, że skutki tego byłyby opłakane dla wszystkich; znacznie poważniejsze niż związane bezpośrednio z pandemią. Dobrze wiedzą o tym Brytyjczycy. Tamtejszy rząd rusza właśnie ze społeczną kampanią pod hasłem: „wracaj do pracy albo ryzykuj jej utratę". Celem akcji jest m.in. ponowne zapełnienie sklepów, barów, siłowni czy wciąż niemal pustych pociągów i autobusów.

Ważny sygnał wysłał właśnie też rząd francuski, który zaskoczył zapowiedzią wpompowania w tę drugą największą w Europie gospodarkę kolejnych 100 mld euro (80 proc. będzie finansowane z krajowego budżetu), niezależnie od planowanej pomocy unijnej. Tym razem nie będzie to bezpośrednie rozdawnictwo pieniędzy, ale poważny plan stymulujący całą gospodarkę. Francuzi pobudzą inwestycje (w tym ekologiczne i duże infrastrukturalne) i chcą chronić miejsca pracy, uruchamiając kolejne dotacje. W grę wchodzą też niższe podatki, co ma pomóc przede wszystkim przemysłowi, budownictwu i transportowi. Brzmi mądrze.

A co z Polską? Przełom roku będzie dla nas wyzwaniem. Szybkie odbicie w gospodarce właśnie dobiega końca. Całe szczęście, że mało kto – również w rządzie – dopuszcza możliwość kolejnego lockdownu. Czas jednak – wzorem Francuzów – pomyśleć o własnej, organicznej tarczy, która pobudzi inwestycje. O ile polskim eksporterom udało się wyjść z opresji i odbudować pozycję w Europie, o tyle teraz brak mądrej, prorozwojowej tarczy i rozwiązań (głównie podatkowych) spowoduje, że odrobienie wszystkich strat będzie niemożliwe, a ryzyko depresji znacząco wzrośnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA