fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Festiwal Beethovena

Anne-Sophie Mutter. Tej artystce należy pozwolić latać

Karol Sokołowski
Jedna z najwybitniejszych światowych skrzypaczek ostatnich dekad jest wyjątkowym gościem 22. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena.

Z orkiestrą NOSPR zagrała w Warszawie i Katowicach koncert D-dur Beethovena. Ten utwór towarzyszy jej od początku, gdy w połowie lat 70. jako 13-letnia dziewczyna pojawiła się na estradach świata promowana przez legendarnego Herberta von Karajana. Podczas tegorocznego festiwalu wystąpiła ponadto z pianistą Lambertem Orkisem w wieczorach muzyki kameralnej w Krakowie, we Wrocławiu i ponownie w Katowicach. Wykonywała wówczas m.in. utwory Krzysztofa Pendereckiego, którego przyjaźnią szczyci się od lat. Razem zdobyli m.in. nagrodę Grammy w 1998 r.

Ktoś powiedział, że podczas pani występu anioły latały w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Czuła pani magię tego wieczoru? To pani była aniołem…

Anne-Sophie Mutter: Ta sala ma cudowną akustykę. To ciekawe, że wspomina pan latanie. Przypominam sobie słowa Kurta Masura z próby przed koncertem z New York Philharmonic. Przygotowywaliśmy wtedy koncert Beethovena i nie wszystko układało się tak, jak chcieliśmy. Nie udawało się uzyskać brzmienia muzyki kameralnej, o jakie nam chodziło. Kurt Masur przerwał grę i zwrócił się do orkiestry: „Przyjaciele, pozwólcie jej latać”. Z pianistą Lambertem Orkisem gramy od 30 lat, wspaniale się nam lata, we wrocławskiej sali Narodowego Forum Muzyki wyjątkowo. Ta sala pozwala na wydobycie każdego koloru, każdego tonu, dynamiki dźwięku, który nie jest wymuszony, szorstki, nigdy nie jest nijaki. Przeciwnie, tu dźwięk ciągle tętni życiem i nie ma w nim też przesady. To prawdziwy stradivarius wśród sal koncertowych, mogę tylko pogratulować. Kto projektował tę akustykę?

Tateo Nakajima stworzył to brzmienie.

Cudowne. Pracujemy teraz nad powstaniem nowej sali koncertowej w Monachium, mam nadzieję, że akustyk wrocławskiej sali bierze udział w konkursie na zaprojektowanie brzmienia w Monachium. Najlepiej, gdy konkurują ze sobą znakomitości.

Gdy zapytałem go o płeć tej sali, odpowiedział po namyśle, że ma bardziej męski charakter. Jak pani postrzega muzyczne przestrzenie, w których występuje?

We wszystkich nas tkwią chromosomy męskie i żeńskie, cechy charakterystyczne obu płci. Muzyka też jest dla mnie właśnie taka: damsko-męska, uniseks.

Sala z jej akustyką jest rodzajem instrumentu, no ale instrument, na jakim muzyk gra, również bardzo się liczy.

Od 1983 r. wierna jestem skrzypcom Stradivariusa z 1710 r. Lord Dunn-Raven to znakomity instrument i zdaję sobie sprawę ze swojego szczęścia grania na nim już od kilku dekad.

Co się stało ze skrzypcami Emiliani z 1703 r.?

Mam je ciągle, czasem gram na nich w wolnym czasie, ale już nie na scenie.

Kilka miesięcy temu ukazała się pani najnowsza płyta z muzyką kameralną Schuberta. Nie mogę zapomnieć albumu z pani wersją koncertu Dvořáka, nagraną z Filharmonikami Berlińskimi. Co znajdzie się na kolejnym albumie? To będzie coś symfonicznego czy kameralnego?

Właśnie nagraliśmy z Lambertem Orkisem II sonatę Pendereckiego. W sierpniu ukaże się jubileuszowy album monograficzny z kompozycjami Krzysztofa Pendereckiego napisanymi dla mnie. Będzie się składał z dwóch płyt, znajdą się na nich oczywiście „La Follia”, „Duo concertante” i koncert skrzypcowy „Metamorfozy”, który wykonamy na żywo również w Polsce jesienią, z okazji urodzin kompozytora. Razem z maestro jedziemy z tym utworem do Chin, zaplanowaliśmy także tournée po Europie. To ważny rok dla Polski, jubileusz wielkiego twórcy, jemu zatem poświęcamy ten czas.

Z jakimi uczuciami opuszcza pani Wrocław?

Dla mnie jako Niemki wizyty w Polsce są zawsze szczególne z powodu naszej historii. Czuję, że muzyka naprawdę może zbliżać do siebie ludzi różnych narodów, udowodniła już, że potrafi pomóc zabliźnić rany, zawierać przyjaźnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA