fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Legislacja to nie praca na czas

Adobe Stock
Prawdziwy fachowiec, gdy „schrzani" robotę – płonie ze wstydu. I robi wszystko, żeby się to nigdy więcej nie powtórzyło.

Chciałoby się, żeby takie nastawienie do pracy panowało wśród polskich ustawodawców. Polska funkcjonowałaby wówczas jak szwajcarski zegarek. Niestety stanowienie prawa w naszym kraju przypomina co najwyżej szwajcarski ser. Dla osób parających się tym zajęciem sformułowanie „jakość pracy" brzmi jak fragment czytanki w języku suahili.

Najnowszy przykład to nowelizacja ustawy o VAT. Ci, którzy ją przygotowywali, powierzyli część zadań szefowi Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). Sęk w tym, że taki organ... nie istnieje! Równie dobrze nowelizacja mogłaby odsyłać podatników do Świętego Mikołaja. Kto wie, może byłoby to zresztą bliższe realiów.

Powierzenie zadań szefowi KIS to oczywista pomyłka. Od ustawodawcy musimy wymagać najwyższej staranności. A w tym przypadku rządowy projekt przeszedł wszystkie szczeble procedowania. Został przyjęty przez Radę Ministrów i trafił do Sejmu, który uchwalił nowelizację. I nikt nie zauważył, że mowa w nim o czymś, co nie istnieje! Ten niechlujny dokument ktoś na koniec położył prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej do podpisania. Dobrze, że jeszcze nie poplamił ustawy zupą lub nie pomiętosił, nosząc ją złożoną w tylnej kieszeni spodni. Bo to taki sam brak szacunku! Dla prezydenta, ale też dla obywateli. Płacą oni, a zwłaszcza przedsiębiorcy, słone podatki. Płacą – i wymagają odpowiedniej jakości pracy także od tych, którzy stanowią prawo.

Jego tworzenie w Polsce przypomina często pracę glazurnika, który w tydzień ma wyłożyć kafelkami 50 łazienek. Oczywiście wyłoży, bo „Polak potrafi". W obu przypadkach górę weźmie jednak ilość, nie jakość. Nikt z tego nie będzie zadowolony. Ani zmuszeni do życia w takim systemie prawnym, ani użytkownicy tych łazienek.

W ostatnim raporcie monitoringu legislacji, przygotowanym przez Pracodawców RP, prymat ilości nad jakością widać bardzo wyraźnie. Sejm tej kadencji np. ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych zmieniał w ciągu ostatnich czterech lat... 70 razy. Tę o podatku dochodowym od osób prawnych – ponad 50. Prawo energetyczne – 36 razy. Ordynację podatkową tylko w 2019 r. zmieniano 13 razy. Takie tempo byłoby za wysokie nawet przy rąbaniu drewna. A tu chodzi o kluczowe dla funkcjonowania całego państwa przepisy prawne.

Pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł. Pośpiesznie pisane prawo to dla obywateli same kłopoty. Rok temu na łapu-capu przerabiano 12 listopada na dzień wolny od pracy. Pracodawcy i pracownicy dowiedzieli się, co i jak zaledwie pięć dni wcześniej. Ustawę „zamrażającą" ceny prądu uchwalono w kilka ostatnich dni 2018 r. Na przepisy wykonawcze trzeba było czekać przez sześć miesięcy od jej uchwalenia.

Jeśli chcemy zmienić ten stan rzeczy, należy nastawić się na efektywność, a nie efektowność procesu legislacyjnego. Celem stanowienia prawa nie powinno być bowiem jak najszybsze uchwalenie ustawy. Kraj potrzebuje ustaw, które wytrzymają próbę czasu. Niezbędny do tego jest powrót do rzetelnego dialogu i konsultacji z partnerami społecznymi. Takie są konkluzje raportu.

Nic dodać, nic ująć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA