Ostatnia dekada dowiodła, że państwo nie sprawdza się jako deweloper (fiasko Mieszkania+), a dotowanie z budżetu komercyjnych pożyczek mieszkaniowych („Bezpieczny kredyt”) może przynieść opłakane skutki. W koalicji 15 października, po ponad roku bojów, wygrała frakcja opowiadająca się za wzmocnieniem budownictwa społecznego zamiast konstruowania kolejnych „sprawiedliwszych” i „bezpieczniejszych” programów dopłat do kredytów.
Zarezerwowanie pieniędzy w budżecie na budownictwo społeczne to tylko pierwszy schodek. Pozostaje odwieczne pytanie: kto ten zasób zbuduje? Odpowiedzialny za mieszkalnictwo wiceminister rozwoju i technologii Tomasz Lewandowski chce do tego zaprząc spółdzielnie mieszkaniowe. Po transformacji ustrojowej, jeszcze w latach 90. odpowiadały one za gros podaży lokali.
Czytaj więcej
Nim uruchomimy bezzwrotne granty i tanie, długoterminowe kredyty oraz otworzymy dostęp do gruntów...
Trzy sposoby współpracy spółdzielni mieszkaniowych z państwem
Spółdzielni mamy w Polsce około 3,5 tys. Według raportu Instytutu Rozwoju Miast i Regionów „Działalność i znaczenie spółdzielni mieszkaniowych w Polsce”, w 2020 r. spośród 15 mln istniejących w całym kraju lokali 12 mln (80 proc.) należało do osób fizycznych, 1,98 mln (13,2 proc.) do spółdzielni, 0,8 mln (5,4 proc.) stanowił zasób gminny (komunalny), 0,1 mln (0,7 proc.) – zasób towarzystw budownictwa społecznego.
Plan ministra jest taki, by spółdzielnie realizowały trzy rodzaje współpracy z państwem, by stworzyć ofertę na różną kieszeń obywateli.