Przymiarki do wprowadzenia podatku cyfrowego trwają już od lat i nic z nich dotąd nie wynikło. Powód? Sprzeciw Amerykanów, których big techy, takie jak Amazon, Google, Apple czy Facebook, byłyby jego głównymi płatnikami. Stawka jest wysoka, bo chodzi o co najmniej 2-3 mld zł rocznie.
Ministerstwo Cyfryzacji ma teraz pomysł, który, jak sądzi, może w końcu pchnąć sprawę do przodu. Chodzi o nowy, bardziej selektywny, sprytny mechanizm: jeśli firma płaci CIT w Polsce, podatek cyfrowy zostanie o ten CIT pomniejszony. Byłby to przede wszystkim cios w wielkie chińskie serwisy e-commerce, jak Shein czy Temu, które wyciągają z polskiego rynku ogromne pieniądze, praktycznie nie płacąc podatków i agresywnie wycinając polskie firmy.
Czytaj więcej:
Tymczasem Amerykanie, którzy mają w Polsce biura, centra usług czy R&D i zatrudniają tysiące pracowników, płaciliby w takiej sytuacji znacznie mniej, co – według rachub resortu cyfryzacji – mogłoby uczynić takie rozwiązanie zjadliwym dla Białego Domu.
Polski rząd nie mówi jednym głosem
Co więcej, ten „podatkowy suwak” mógłby złagodzić głębokie tarcia w samym rządzie, który w sprawie takiej daniny jest podzielony. Bo podatek cyfrowy to nie tylko kwestia wpływów i elementarnej sprawiedliwości ekonomicznej, ale element skomplikowanej gry o elektorat między KO i Lewicą – kolejny punkt zapalny po blokowanej przez premiera Donalda Tuska ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy. Podczas gdy wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski i Lewica widzą w nim szansę na ucywilizowanie rynku i potężne wpływy do budżetu, KO i kontrolowany przez nią resort finansów stawiają twarde weto. Minister Andrzej Domański najwyraźniej obawia się, że koszty polityczne i gospodarcze potencjalnego konfliktu z USA przeważyłyby nad fiskalnymi korzyściami.