Z tego artykułu się dowiesz:
- Jak Rada Przedsiębiorczości zareagowała na decyzję premiera dotyczącą Państwowej Inspekcji Pracy?
- Jakie przepisy dotyczące Państwowej Inspekcji Pracy budziły kontrowersje wśród środowisk gospodarczych?
- Jakie potencjalne zagrożenia wiązałyby się z rozszerzeniem uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy?
- Czy ostatnie posunięcia rządu świadczą o poprawie jakości dialogu z biznesem?
Rada Przedsiębiorczości wydała oświadczenie, w którym wyraża zadowolenie z decyzji premiera o wstrzymaniu dalszych prac nad projektem nowelizacji przepisów dotyczących Państwowej Inspekcji Pracy w jego dotychczasowym kształcie. Dlaczego to ważne?
Wbrew opiniom Rządowego Centrum Legislacji, Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz środowisk gospodarczych Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej forsowało złe rozwiązanie, które dawało urzędnikowi prawo kwestionowania i dowolnego interpretowania umów zawieranych w obrocie gospodarczym. Uważamy, że taka nadmierna ingerencja administracyjna w stosunki cywilnoprawne miałaby negatywny wpływ na stabilność rynku pracy i konkurencyjność polskiej gospodarki. Środowiska gospodarcze od samego początku protestowały przeciwko takiemu rozwiązaniu, nie uchylając się przy tym od dialogu na ten temat. W oświadczeniu Rady Przedsiębiorczości wyraźnie zadeklarowaliśmy gotowość do merytorycznego dialogu z rządem w celu wypracowania rozwiązań, które pozwolą Polsce wypełnić zobowiązania wobec instytucji Unii Europejskiej w zakresie poprawnego ułożenia stosunków pracy, wynikające z zapisów Krajowego Planu Odbudowy.
Dialog nad planem rozszerzenia uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy był.
Tak, przez długi czas głos środowisk gospodarczych był jednak totalnie ignorowany i proponowano rozwiązania, w których urzędnik PIP miał mieć nadzwyczajne uprawnienia w stosunku do przedsiębiorców. Decyzją administracyjną mógłby ingerować w wolność obrotu gospodarczego i w swobodę umów, a sama ingerencja byłaby przedmiotem iluzorycznej kontroli. To nie może tak wyglądać.
Ale czy jest możliwe wypracowanie rozwiązania, które będzie zadowalało obie strony, pracodawców i pracowników? Które będzie lepiej zabezpieczało interes pracownika, nie godząc nadmiernie w swobodę prowadzenia biznesu?
Jest miejsce na kompromis. Nigdy nie uchylaliśmy się przed rozsądną i rzetelną dyskusją. Oczekujemy jednak, że nasz głos będzie wysłuchany. I, że to będzie dialog faktyczny, a nie pozorny. Jesteśmy zadowoleni z decyzji, którą podjął premier, zakładając zresztą, że będzie kontynuacja tych dyskusji.
Czy to, że premier ostatecznie przychylił się do waszych głosów, to dowód poprawy jakości dialogu rządu ze stroną społeczną, w tym przypadku z przedstawicielami biznesu?
Chyba można tak powiedzieć. To jest coś, co obserwujemy od słynnego „deregulacyjnego” spotkania premiera z przedsiębiorcami na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych na początku lutego zeszłego roku. Mam wrażenie, że nasz głos jest słyszany. To nie oznacza, że każde nasze oczekiwanie czy życzenie jest spełniane, bo tak nie jest. Jest szereg rzeczy, z których nie jesteśmy zadowoleni, ale cieszymy się, że jest gotowość do dialogu, zarówno po stronie premiera Donalda Tuska, jak i po stronie ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego, bo to są dwie kluczowe osoby, jeśli chodzi o komunikację między środowiskami przedsiębiorców i stroną rządową.