Reklama

Cezary Szymanek: Omnibus i ambasador. Kto naprawdę boi się wolnego rynku

Pakiet Omnibus ma ulżyć firmom i wzmocnić ich konkurencyjność, a mimo to wywołał sprzeciw ambasadora USA. Ale i pytanie, kto tak naprawdę boi się wolnego rynku? Protesty zza oceanu trudno bowiem odczytać inaczej niż próbę obrony własnej przewagi.
Cezary Szymanek: Omnibus i ambasador. Kto naprawdę boi się wolnego rynku

Foto: Adobe Stock

Oczy ze zdumienia przecierali właściwie wszyscy na widok pierwszych publicznych – powiedzmy, bo w serwisie społecznościowym – słów Thomasa Rose’a, nowego ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. Poszło o świeżo przegłosowany w Parlamencie Europejskim pakiet Omnibus I, który – zgodnie z intencją jego autorów – ma zmniejszyć obciążenia regulacyjne nakładane na europejskie firmy, poprawić ich konkurencyjność i uchronić je przed przegraną w rywalizacji z gigantami z Chin i… USA. Tymczasem ambasador Rose uznał, że nowe przepisy byłyby „druzgocącym ciosem” dla wzrostu gospodarczego i zniechęciłyby do inwestycji amerykańskie koncerny, dziś najważniejszych partnerów inwestycyjnych Europy.

Czytaj więcej

Zaskakujący amerykański atak na unijny Pakiet Omnibus

Amerykański ambasador i nieoczekiwana krytyka

Trudno odmówić Rose’owi politycznej sprawności. Jeszcze zanim Omnibus zdążył ujrzeć światło dzienne, narracja, że oto Unia wprowadza regulacje nieprzyjazne biznesowi amerykańskiemu, zaczęła żyć własnym życiem. Ale diabeł – jak zwykle – tkwi w szczegółach. A dokładniej: w 450 mln euro obrotu i 1750 pracownikach. To pułap, powyżej którego firmy miałyby sporządzać szczegółowe sprawozdania ESG. Poniżej? Lżej, prościej, taniej. Efekt? Według wyliczeń Brukseli nawet 6,3 mld euro oszczędności rocznie i impuls do 50 mld euro inwestycji.

Można więc zapytać, czy obawy ambasadora to nie przypadkiem wyraz niepokoju, że Europa – choćby na chwilę – zrobi coś w duchu wolnego rynku: ograniczy biurokrację i pozwoli firmom oddychać? A może to tylko echo polityki Donalda Trumpa, którą streszcza zasada: im mniej mówimy o ESG, tym lepiej. W takim układzie każda europejska próba uporządkowania sprawozdawczości będzie traktowana jak zamach na interesy USA, niezależnie od faktów. Najistotniejsze jest jednak pytanie, kto tak naprawdę boi się wolnego rynku. Bo jeśli redukcja zbędnych regulacji zwiększa konkurencyjność europejskich firm, to protesty zza oceanu trudno odczytać inaczej niż próbę obrony własnej przewagi.

Czytaj więcej

UE kapituluje przed big techami? Potężne ustępstwa w kluczowej dziedzinie
Reklama
Reklama

Omnibus, czyli europejska próba deregulacji

Wolny rynek wymaga, by reguły były jasne, proporcjonalne i stosowane wobec wszystkich tak samo. Europa przez lata o tym zapominała. Teraz próbuje to naprawić. Każdy krok ograniczający zbędne regulacje powinien być przecież traktowany nie jako zagrożenie, lecz jako obrona fundamentów, na których opiera się europejski dobrobyt. A reakcje zza Atlantyku pokazują tylko jedno: konkurencja – ta prawdziwa – wciąż potrafi budzić strach. Oto – być może po raz pierwszy od dawna – to nie ekonomiści, lecz dyplomaci mimowolnie przypomnieli nam, jak cenną – i jak kruchą – wartością jest gospodarcza wolność.

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Mount Rushmore póki co czeka
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Co zastąpi monopolowe
Opinie Ekonomiczne
Szomburg: Jak zachować podmiotowość wobec geopolityki siły i technodominacji?
Opinie Ekonomiczne
Narendra Modi: Kształtujemy przyszłość AI skoncentrowaną na człowieku
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama