Reklama

Cezary Szymanek: Najpierw Unia Europejska, potem euro

Przez lata euro było symbolem dopełnienia polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Dziś jednak, w obliczu rosnącego eurosceptycyzmu, Polska staje przed bardziej fundamentalnym wyzwaniem: obroną samej obecności we Wspólnocie.

Publikacja: 02.01.2026 05:01

Uroczysty koncert na Placu Zamkowym "Welcome Europe", zorganizowany w związku z przystąpieniem Polsk

Uroczysty koncert na Placu Zamkowym "Welcome Europe", zorganizowany w związku z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Warszawa, 30.04.2004

Foto: Piotr Rybarczyk/PAP

Przez lata, z początkiem każdego roku, przypominaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej” o potrzebie – ba, konieczności – dopełnienia naszego członkostwa w Unii Europejskiej przyjęciem wspólnej waluty. Apelowaliśmy o rzetelną, ekspercką, ale i zrozumiałą dla wszystkich debatę o korzyściach płynących z wprowadzenia euro w Polsce. O wyłączenie tej kwestii z bieżącego sporu politycznego i niesprowadzanie jej do poziomu awantury o kraj pochodzenia masła w polskich samolotach. Wbrew temu, co twierdzi prawa strona polskiej sceny politycznej – od Prawa i Sprawiedliwości począwszy, poprzez Konfederację, na Grzegorzu Braunie kończąc – wejście do strefy euro nie doprowadzi przecież do unicestwienia pięknego kraju nad Wisłą. Dowodem niech będzie Bułgaria, która właśnie euro przyjęła, a z mapy nie zniknęła. A i nagłego wzrostu liczby wniosków o azyl ze względów ekonomicznych także nie widać.

Czytaj więcej

Euro w Polsce w ciągu dziesięciu lat? Polacy są przeciwni

Euro jako niedokończony projekt integracji

Te lata przyniosły jednak również pandemię, wojnę Rosji z Ukrainą i trwające dwie kadencje antyeuropejskie rządy w Polsce. Sączona przez nie niemal każdego dnia do uszu wyborców nienawiść do Unii Europejskiej zrobiła swoje. Oto z najnowszego sondażu dla „Rzeczpospolitej” wynika, że ponad 62 proc. Polaków jest przeciw wejściu Polski do strefy euro w horyzoncie najbliższych 10 lat. To czas, który mógłby wystarczyć do spełnienia kryteriów konwergencji, stabilności cen i zbieżności stóp procentowych oraz kursu walutowego. Czas, w którym dalej rosłyby dochody Polaków, a polska gospodarka stałaby się bardziej zintegrowana ze wspólnym rynkiem, co uczyniłoby nas bardziej odpornymi na potencjalne przejściowe turbulencje w związku z dołączeniem do strefy euro. Mógłby, gdyby przyjęcie wspólnej waluty stało się ponadpartyjnym konsensusem. Ale do tego w dającej się przewidzieć przyszłości nie dojdzie. Czyżby więc czas – na jakiś czas – schować sztandar euro?

Powtórzę raz jeszcze: wprowadzenie euro w Polsce zawsze było, jest i będzie dla nas synonimem pełnego członkostwa w Unii Europejskiej, dożywotniego miejsca przy stole oraz porządku w finansach państwa. Choć przykład Grecji, gdzie do kryzysu doprowadzili tamtejsi politycy, tej ostatniej zalecie zdaje się przeczyć. Na marginesie: to, że dziś za winne owych ciężkich czasów Grecy – i nie tylko – uznają euro, jest największą porażką euroentuzjastów i jednym z dopalaczy wszystkich antyunijnych ruchów w Europie.

Czytaj więcej

Krzysztof Adam Kowalczyk: Sukces hejtu na euro. Rośnie ryzyko polexitu
Reklama
Reklama

Od debaty do emocji, czyli jak antyunijna narracja zmieniła nastroje społeczne

Sztandaru euro więc nie chowamy, ale – świadomi konsekwencji wydarzeń na świecie, przede wszystkim za naszą wschodnią granicą i zmian poglądów zachodzących w polskim społeczeństwie, przede wszystkim za sprawą przeciwników wspólnoty – uznajemy, że sztandar, pod którym trzeba będzie się znów zjednoczyć, to nasze członkostwo w Unii Europejskiej. Przeprowadzony pod koniec 2025 r. sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski pokazuje bowiem, że aż 24,7 proc. badanych chce, aby Polska w najbliższym czasie rozpoczęła procedurę wyjścia z UE.

Osiem lat wylewania żółci na Unię Europejską przez rządy Zjednoczonej Prawicy (czyli Jarosława Kaczyńskiego), zwiększający się z roku na rok za pośrednictwem serwisów społecznościowych rosyjski wpływ na umysły Polaków, zrobiły swoje. Wszystkim uważającym, że to jednak mało realny scenariusz, spieszę donieść, że jeszcze w połowie 2022 r. – jak wynika z sondaży CBOS – zwolenników Polexitu było tylko 5 proc., a wiosną 2024 r. – już 17 proc.  A byłby to przecież krok katastroficzny w skutkach dla wszystkich Polaków. 

Lekcja z Wielkiej Brytanii, czyli koszty brexitu

Przykładem niech będzie Wielka Brytania. Raport NBER (National Bureau of Economic Research), opublikowany w listopadzie ub.r., pokazuje, że do 2025 r. brexit zmniejszył poziom PKB tego kraju o 6-8 proc., inwestycje firm – o 12-18 proc., zatrudnienie – o 3-4 proc., a produktywność – o 3-4 proc. Od realnego opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię w 2020 r. do końca trzeciego kwartału 2025 r. jej PKB wzrósł łącznie tylko o 2 proc., PKB Polski urósł w tym czasie aż o 18,3 proc.

Prościej? Ekonomiści z London School of Economics policzyli w 2023 r., że od momentu wystąpienia z UE koszt żywności w Wielkiej Brytanii wzrósł o 25 proc., gdyby zaś brexit się nie wydarzył, ceny wzrosłyby o jedną trzecią mniej. Brytyjskie gospodarstwa domowe od 2019 r. zapłaciły przez cztery lata w sumie prawie 7 mld funtów, aby pokryć koszty wyjścia z jednolitego unijnego rynku.

Czytaj więcej

Scenariusze dla złotego. Co czeka polską walutę w 2026 roku?

Polexit: koszt, którego nie udźwigniemy

Czym byłby polexit? Choćby utratą kluczowych rynków eksportowych (prawie 80 proc. naszych towarów trafia na rynki państw UE), powrotem ceł w handlu i kolejek tirów na granicach, utratą liczonych już w setkach miliardów euro funduszy unijnych i ograniczeniem swobodnego przepływu pracowników. Byłby po prostu znaczącym obniżeniem standardu życia dla nas wszystkich. Z szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego z początku 2023 r. wynika, że gdyby doszło do polexitu, nasza gospodarka straciłaby nawet 31 proc. PKB, a dochody realne Polaków mogłyby być niższe o 25-30 proc., stawiając nas na poziomie najbiedniejszych krajów UE.

Reklama
Reklama

Dlatego zanim spełnimy kryteria potrzebne do wejścia do strefy euro, staniemy zapewne przed wyzwaniem obrony tego, co wydawało się, że jest w społecznej świadomości niepodważalne, czyli naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Najbliższych kilkanaście miesięcy – do wyborów parlamentarnych w 2027 r. – będzie w tej kwestii decydujące. Tym bardziej, że nas po prostu nie stać na to, aby być poza Unią Europejską.

Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Przyglądajmy się z uwagą Bułgarii
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Sądu nad Starym Rokiem ciąg dalszy
Opinie Ekonomiczne
Skanowanie dowodów pod lupą: nadmiarowy środek czy konieczność?
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Sukces hejtu na euro. Rośnie ryzyko polexitu
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Opinie Ekonomiczne
Bartłomiej Sawicki: Energetyczne słowo roku? Bilansowanie
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama