Przez lata, z początkiem każdego roku, przypominaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej” o potrzebie – ba, konieczności – dopełnienia naszego członkostwa w Unii Europejskiej przyjęciem wspólnej waluty. Apelowaliśmy o rzetelną, ekspercką, ale i zrozumiałą dla wszystkich debatę o korzyściach płynących z wprowadzenia euro w Polsce. O wyłączenie tej kwestii z bieżącego sporu politycznego i niesprowadzanie jej do poziomu awantury o kraj pochodzenia masła w polskich samolotach. Wbrew temu, co twierdzi prawa strona polskiej sceny politycznej – od Prawa i Sprawiedliwości począwszy, poprzez Konfederację, na Grzegorzu Braunie kończąc – wejście do strefy euro nie doprowadzi przecież do unicestwienia pięknego kraju nad Wisłą. Dowodem niech będzie Bułgaria, która właśnie euro przyjęła, a z mapy nie zniknęła. A i nagłego wzrostu liczby wniosków o azyl ze względów ekonomicznych także nie widać.
Czytaj więcej
Ponad 62 proc. Polaków jest przeciw wejściu Polski do strefy euro w horyzoncie najbliższych dzies...
Euro jako niedokończony projekt integracji
Te lata przyniosły jednak również pandemię, wojnę Rosji z Ukrainą i trwające dwie kadencje antyeuropejskie rządy w Polsce. Sączona przez nie niemal każdego dnia do uszu wyborców nienawiść do Unii Europejskiej zrobiła swoje. Oto z najnowszego sondażu dla „Rzeczpospolitej” wynika, że ponad 62 proc. Polaków jest przeciw wejściu Polski do strefy euro w horyzoncie najbliższych 10 lat. To czas, który mógłby wystarczyć do spełnienia kryteriów konwergencji, stabilności cen i zbieżności stóp procentowych oraz kursu walutowego. Czas, w którym dalej rosłyby dochody Polaków, a polska gospodarka stałaby się bardziej zintegrowana ze wspólnym rynkiem, co uczyniłoby nas bardziej odpornymi na potencjalne przejściowe turbulencje w związku z dołączeniem do strefy euro. Mógłby, gdyby przyjęcie wspólnej waluty stało się ponadpartyjnym konsensusem. Ale do tego w dającej się przewidzieć przyszłości nie dojdzie. Czyżby więc czas – na jakiś czas – schować sztandar euro?
Powtórzę raz jeszcze: wprowadzenie euro w Polsce zawsze było, jest i będzie dla nas synonimem pełnego członkostwa w Unii Europejskiej, dożywotniego miejsca przy stole oraz porządku w finansach państwa. Choć przykład Grecji, gdzie do kryzysu doprowadzili tamtejsi politycy, tej ostatniej zalecie zdaje się przeczyć. Na marginesie: to, że dziś za winne owych ciężkich czasów Grecy – i nie tylko – uznają euro, jest największą porażką euroentuzjastów i jednym z dopalaczy wszystkich antyunijnych ruchów w Europie.
Czytaj więcej
Skrajna prawica może zacierać ręce: dwie trzecie Polaków nie chce wspólnej waluty nawet za 10 lat...