fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Andrzej Malinowski: Za darmo, a jednak drogo

Bloomberg
Bon zdrowotny ma zapewnić wszystkim osobom po 40. roku życia darmowy dostęp do badań profilaktycznych. A skoro ma być za darmo i dla wszystkich, to czas się złapać za kieszenie.

 

Amerykański prezydent Ronald Reagan ostrzegał, że jak państwo chce twojego dobra, to trzeba to dobro dobrze schować. Rząd ma bowiem tylko te pieniądze, które nam zabierze. A jak kupi nam za nie „darmowe" usługi, to i tak dużą część po drodze zmarnuje na koszty zabrania i wydania tych pieniędzy.

U nas w trosce o zdrowie podatników władza wpadła na szatański pomysł. To bon zdrowotny, który ma zapewnić dostęp do darmowych badań profilaktycznych. Obejmować ma m.in. mammografię i cytologię dla kobiet czy badanie prostaty dla mężczyzn. W postpandemicznej rzeczywistości z pewnością szczególnie będą kusić darmowe badania poziomu cholesterolu, lipidogram oraz pomiary ciśnienia.

Co więcej, będzie można je realizować w dowolnej placówce opieki zdrowotnej. Nawet w nielubianych przez władze prywatnych, a także tych, które nie mają kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Wystarczy wypełnić ankietę na internetowym koncie pacjenta. System ma być bowiem skonstruowany tak, aby na podstawie naszych danych proponować określone procedury medyczne. Dodatkowo, aby ułatwić dostęp do badań profilaktycznych, resort chce znieść limity przyjęć do specjalistów.

Można rzec: eldorado! Jednak jako optymista z praktyką życiową obietnice ministra zdrowia przyjąłem z należytą rezerwą. Jeszcze na początku roku media alarmowały, że rząd szuka pomysłu na dodatkowe pieniądze dla Narodowego Funduszu Zdrowia. Jednym z rozwiązań miałaby być podwyższona składka zdrowotna.

Mamy zatem zapowiedź „darmowego" bonu zdrowotnego z jednej, a propozycję podniesienia składki zdrowotnej z drugiej strony. Milton Friedman lubił powtarzać, że nie istnieje coś takiego jak darmowy obiad. Tak samo nie istnieje coś takiego jak darmowy bon od państwa.

W opublikowanym niedawno badaniu United Surveys ponad 61 proc. respondentów opowiedziało się przeciwko podwyższaniu składki zdrowotnej. I to nawet jeśli miałaby ona podnieść jakość świadczeń! Największy opór widać wśród najmłodszych. Trudno się im dziwić. Na służbę zdrowia częściej muszą się zrzucać, aniżeli z niej korzystać.

W obliczu tak wielkiego oporu władzy potrzebny jest „lewar". Tym właśnie ma być bon zdrowotny. Wywieszający na swoich sztandarach socjali..., o, pardon, solidaryzm społeczny, rząd będzie mógł przekonywać o potrzebie dziejowej. O tym, jak odciętym przez ponad rok od lekarzy pacjentom potrzebne są badania profilaktyczne, do których dostęp zapewnić ma bon zdrowotny.

W obliczu takiego dobrodziejstwa kto będzie pamiętał, komu zawdzięczamy odcięcie od normalnych usług medycznych, od pomocy ze strony służby zdrowia? Kolejny raz nasi umiłowani przywódcy bohatersko walczą z problemami, które sami stworzyli. To, z czym obecnie się mierzymy, nie jest kryzysem, lecz skutkiem.

„Tyś bowiem jest dłużnikiem państwa, co wyzwoliło cię z poddaństwa" – wyśmiewał podejście władzy ludowej do obywateli Janusz Szpotański. Dziś wszystko wskazuje na to, że następcy towarzysza Szmaciaka i jego kolegów postanowili ratować dziurę w budżecie za pomocą „lewara" na miarę naszych postpandemicznych czasów.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA