fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Maciejewski: Zawód na „g”

Fotorzepa, Robert Gardziński
Przekleństwa mają w każdym języku swoje miejsca. Takie, w których – kiedy się je z nich wyprosi – robi się od razu grzeczniej, schludniej i nienaturalnie pusto.

Na pierwszy rzut oka widać, że czegoś tam brakuje. Do miejsc tych należą nie tylko puenty niektórych dowcipów, ale i pojęcia stworzone przez niektórych, z reguły ciekawszych od ich kolegów po fachu, naukowców. Jednym z nich jest termin „bullshit jobs" ukuty przez antropologa Davida Graebera. Prac g... wartych nie da się bez uszczerbku na celności i precyzji pojęcia nazwać „zawodami niepotrzebnymi". Wtedy zabrakłoby w nim tego, co jest jego właściwą treścią – ładunku wściekłości i pogardy.

Niecałe 100 lat temu John Maynard Keynes przewidywał, że do końca XX wieku w krajach cywilizacji Zachodu technologia będzie wystarczająco rozwinięta, abyśmy musieli pracować góra 15 godzin tygodniowo. Coś poszło nie tak. I wina nie leży chyba po stronie techniki, bo ta wybujała od czasu przepowiedni Keynesa mocniej, niż pewnie brytyjski ekonomista zakładał. Ale nie nadążyła za nią zachodnia mentalność. To ona zamknęła w sterylnych biurach armie pracowników korporacji, agencji reklamowych, specjalistów od HR, administratorów internetowych fanpage'ów i dziesiątek innych, równie potrzebnych społeczeństwom i światu zawodów. Biegających do utraty tchu z pustymi taczkami, mierzących wartość swojego życia, użyteczność wykonywanej pracy stopniem własnego przemęczenia i przepracowania (to ostatnie jest, jeżeli nie jedynym, to najbardziej widocznym efektem „bullshit jobs"). I jednocześnie zazdrośnie gardzących tymi, których praca ma mniej społecznego prestiżu i więcej realnego sensu – pielęgniarkami, nauczycielami, kanalarzami.

Jest jakaś perfidna chytrość heglowskiego rozumu w tym, że na początku maja obchodzimy Święto Pracy tylko po to, żeby móc dłużej odpoczywać. Bo to nie praca, ale czas od niej wolny stał się w świecie późnego kapitalizmu prawdziwym wyzwaniem. Przyzwyczajeni przez kilkaset lat do tego, że sens życia i poczucie godności budujemy na wykonywanej pracy, uciekamy od czasu wolnego w g... warte prace i bezsensowny wysiłek. A wytchnienie daje tylko rzut oka za siebie. Krótkie mignięcie, w którym widać zarys tego, co udało się wypracować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA