fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Andrzej Duda inaczej o Ukrainie

Prezydenci Polski i Ukrainy: wspólnie pod wiatr
PAP/EPA
Prezydent Polski zrezygnował ze swoich pomysłów na rozwiązanie konfliktu w Donbasie, a Petro Poroszenko się z tego ucieszył.

„Nie wtrącamy się i nie będziemy się wtrącać do formatu normandzkiego" – powiedział polski prezydent na konferencji prasowej w Kijowie, po zakończeniu rozmów z Petrem Poroszenką. Andrzej Duda zrezygnował też z postulatu renegocjowania mińskich porozumień pokojowych.

Jeszcze pod koniec sierpnia prezydent chciał, by tzw. format normandzki (grupa państw negocjujących zakończenie wojny na Ukrainie) został rozszerzony o USA oraz „przedstawicieli państw sąsiadujących z Ukrainą". Większość komentatorów uznała, że Andrzej Duda się domaga, by Polska znalazła się przy tym stole rozmów.

Jednocześnie prezydent – wskazując, że zawarte już porozumienia pokojowe nie doprowadziły wcale do pokoju – chciał, by je renegocjowano. Tym bardziej że 31 grudnia kończy się ich działanie i dotychczas nie wiadomo, co będzie dalej.

Podczas swej pierwszej wizyty w Kijowie Andrzej Duda wypowiedział się jednak za automatycznym przedłużeniem ich działania.

– Trudno sobie wyobrazić, by polski przywódca zgłaszał postulaty rozwiązania konfliktu, którym sprzeciwia się przywódca Ukrainy – powiedział „Rz" kijowski ekspert Ołeksij Melnyk.

W sierpniu i wrześniu w ukraińskiej stolicy mówiono, że właśnie z powodu tych postulatów posprzeczali się przywódcy Polski i Ukrainy. Poroszenko bowiem nie chciał podejmować rozmów o dopuszczeniu naszego kraju do negocjacji, z góry zakładając, że sprzeciwi się temu ich najważniejszy uczestnik – Rosja.

Podobnie z renegocjowaniem tzw. mińskich porozumień pokojowych. Andrzej Duda wskazywał, że nie doprowadziły one nawet do faktycznego zawieszenia broni, nie mówiąc o pokoju. Sytuacja zmieniła się jednak 1 września, gdy prezydent Putin wydał swoim wojskom i zależnym od nich separatystom rozkaz zaprzestania walk. – Uczynił to, rozpoczynając interwencję w Syrii i próbując przełamać zachodnią blokadę swego kraju. Nie miało to nic wspólnego z podpisanymi wcześniej porozumieniami. Ale zmieniło sytuację na froncie, odpadł też argument za ich renegocjowaniem. Zaczęto za to mówić o przedłużeniu ich działania poza 31 grudnia – mówi „Rz" jeden z ukraińskich dziennikarzy.

Teraz jednak polski przywódca wskazuje, że ponieważ porozumienia nie zostały wykonane, to nie ma żadnego powodu, by znosić sankcje nałożone na Rosję przez Unię Europejską.

Zmianę polityki Andrzeja Dudy z wyraźną ulgą przyjął ukraiński prezydent Petro Poroszenko. Ale zarówno ukraińscy analitycy, jak i część polityków (głównie wywodzących się z rewolucjonistów z Majdanu oraz spośród dowódców batalionów ochotniczych) sprzeciwiają się postawie swego prezydenta. – Znacznie gorzej będzie dla Ukrainy, gdy zmuszą nas do wykonania tych porozumień. Zamiast separatystów oddzielonych linią frontu będziemy mieli wewnątrz naszego państwa niekontrolowaną enklawę, obsadzoną zgrupowaniem wrogich wojsk, którą my będziemy musieli finansować – opisuje dziennikarz poglądy tej grupy ukraińskich polityków, którzy liczyli, że Andrzej Duda doprowadzi do zmian w mińskich umowach. W tej chwili w separatystycznej części Donbasu stacjonuje 4–8 tys. rosyjskich wojskowych, zajmujących głównie rozliczne stanowiska dowódcze i doradcze w miejscowych oddziałach.

W zamian polski przywódca zaoferował Kijowowi ściślejszą integrację regionalną, przede wszystkim współpracę wojskową z będącą częścią Unii Europejskiej Grupą Wyszehradzką (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry). Petro Poroszenko dostał też zaproszenie na lipcowy szczyt NATO w Warszawie. „Dla Ukrainy musi się znaleźć miejsce przy tym stole" – zapewnił Duda.

Jednocześnie obaj przywódcy głośno upomnieli się o Krym, okupowany przez wojska rosyjskie. Anektowany półwysep pozostaje w cieniu wojny w Donbasie i Kijów się obawia, że mógłby w końcu się stać ceną za zawarcie pokoju z Rosją.

Obaj też zapewnili, że są gotowi do „konstruktywnego dialogu w sprawie historii", który jednak jest utrudniony przez znaczne grupy wyborców każdego z prezydentów.

Najbardziej jednak materialnym wsparciem była polska zapowiedź udzielenia Kijowowi 4 mld złotych kredytu.

Wbrew plotkom nie próbowaliśmy natomiast zaoferować żadnych polskich polityków na stanowiska w ukraińskim rządzie. – Brednie – powiedział „Rz" krótko o takich informacjach rzecznik prezydenta Marek Magierowski.

– Zabawne spekulacje. Wywołane chyba politycznymi problemami, jakie ma nasz obecny premier Arsenij Jaceniuk – przyznał z kolei Melnyk.

Kijów potrzebuje fachowców

Rozmowa z Ołeksandrem Palijem, ukraińskim politologiem i publicystą


Rzeczpospolita: Jak pan ocenia wizytę polskiego prezydenta w Kijowie?


Ołeksandr Palij: Sama jego wizyta ma ogromne znaczenie symboliczne. Współpraca z Warszawą jest dla nas niezmiernie ważna, szczególnie w kwestii bezpieczeństwa.


Pojawiły się pogłoski, że ?w ramach tej współpracy ?w ukraińskim rządzie mogą się znaleźć polskie nazwiska...


Polska odniosła sukces, zwalczając korupcję, i przejęcie tego doświadczenia jest dziś dla Kijowa szczególnie ważne. W rządzie są już Gruzin i Litwin. Dlaczego miałoby zabraknąć Polaka?


Czy Polak mógłby zająć miejsce premiera Jaceniuka?


Nie wykluczam tego, tak samo jak nie wykluczam, że jego miejsce zajmie Saakaszwili. Ukraina potrzebuje fachowców.


—not. ru.sz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA