fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Resort Ziobry kontra Uniwersytet Jagielloński: pozew to najgorsza forma dyskusji

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Zapowiadając pozwanie prawników - naukowców, autorów krytycznej opinii o ministerialnym projekcie, kierownictwo Ministerstwo Sprawiedliwości przekracza dotychczasowe formy debaty publicznej.

Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło, że pozwie "za kłamstwo" kilku profesorów i doktorantów Uniwersytetu Jagiellońskiego, w obronie swego dobrego imienia, wymiaru sprawiedliwości, a także renomy Uniwersytetu.

Ministerstwu chodzi o to, że w opinii o zmianie Kodeksu karnego zaostrzającego kary za najpoważniejsze przestępstwa, autorstwa MS, dwóch profesorów i pięciu doktorantów UJ napisało, że nowe przepisy dotyczące łapownictwa nie będą miały zastosowania do szefów największych strategicznych spółek z udziałem Skarbu Państwa np. prezesa Orlenu, co doprowadzi do jego bezkarności za korupcję. Według MS opinia jest nieprawdziwa, to wręcz kłamstwa. Prezesom spółek prywatnych i tych z mniejszościowym udziałem państwa za łapówkarstwo będzie bowiem grozić 5 lat więzienia, czyli tyle co dzisiaj, a prezes spółki, w której Skarb Państwa ma więcej niż połowę udziałów - do 8 lat.

Czytaj też:

Resort Ziobry pozwie profesorów UJ. Zarzuca im kłamstwo

HFPC: ministerstwo powinno być wdzięczne prawnikom z UJ

- Od prawników tak znamienitej uczelni wymaga się największego profesjonalizmu, dlatego MS pozwie ich za kłamstwo w obronie swego dobrego imienia, w obronie polskiego wymiaru sprawiedliwości, a także w obronie renomy samego UJ. Są bowiem granice krytyki i politycznych sporów, których przekraczać nie wolno - ogłosiło Ministerstwo.

Oczywiście, że są granice krytyki, ale tym bardziej po stronie władzy. MS będzie zresztą ciężko procesowo rzekome kłamstwo naukowców UJ wykazać i - od razu powiedzmy - zajęłoby to pewnie lata. Tak bowiem w Polsce funkcjonuje Temida. Tym bardziej, że na pierwszy rzut oka, gdyby pozew miał być sformułowany tak jak ten komunikat MS, to byłby od początku obarczony poważnymi wadami.

O ile bowiem MS może bronić swego, a dokładniej Skarbu Państwa, dobrego imienia, to wątpliwe jest, czy można o tym mówić w stosunku do całego wymiaru sprawiedliwości, gdyż to system organów a nie konkretnych osób, a tym bardziej renomy samego UJ. Uniwersytet, gdyby chciał, to może sam się bronić, tym bardziej, że w jakimś stopniu to Uniwersytet jest tu obarczany zarzutami kierowanymi wobec jego naukowców.

Oprócz tych formalnych zastrzeżeń, jest rzecz ważniejsza, chodzi tu bowiem o opinię znanych naukowców, a ci mają po pierwsze prawo do innej niż Ministerstwo oceny projektu, byle była rzetelnie i ze standardami dla takiej pracy wykonana. Gdyby rzeczywiście doszło do procesu już widzę szereg argumentów w ich obronie, nawet gdyby doszło tam do omyłek.

Na niektóre z nich wskazuje adwokat Krzysztof Czyżewski:

- Po pierwsze byłoby ustalane czy wypowiedzi, wobec których resort formułuje zarzuty, poddają się testowi prawda fałsz, czy to tylko kwestia oceny, interpretacji. Tylko w pierwszym przypadku można by rozważać kwestie naruszenia dóbr osobistych. Nawet jednak wtedy należałoby ustalić czy podejmowanie dyskusji z projektem, nawet ostrej, będzie działaniem bezprawnym. W moim przekonaniu wiele okoliczności przemawia, że o bezprawności autorów opinii nie możemy tu mówić. Po pierwsze rodzaj sprawy i społeczna doniosłość aktu prawnego, którego dotyczy opinia. Po drugie uczestnicy dyskusji: prawodawca i przedstawiciele nauki prawa.

Skąd zatem pomysł pozwu?

To pytanie oczywiście do MS, ale można przypuszczać, że kierownictwo MS dostrzegło zalety "procesowej" formy prezentacji swego stanowiska, po którą zresztą już nieraz niejeden polityk sięgał. Po pierwsze mało kto chce być pozywany, tym bardziej, że wiąże się to z szeregiem procesowych obowiązków, wręcz uciążliwości. Być może chodzi o to, by w krytyce ministerialnego projektu, a może i kolejnych, byli aktorzy opinii i im podobni, byli ostrożniejszy w ferowaniu ocen. Tym bardziej, że jesteśmy u progu najważniejszej kampanii wyborczej.

Co ciekawe kampania przewiduje szybką ścieżkę rozstrzygania podobnych spraw, ale ta do wyborczej ścieżki się nie kwalifikuje, choćby dlatego, że formalnie kampanii jeszcze nie ma. Pozew niekampanijny ma natomiast tę zaletę, że pozwala formułować i składać przed sądem zarzuty bez ryzyka że zostanie zweryfikowany, czyli rozpatrzony w ciągu 24 godzin czy choćby przed wyborami.

Nie jest to oczywiście zbyt odkrywczy pomysł na wykorzystanie pozwu, czy szerzej procesu w polityce. Mamy tylko nową jego odsłonę, że sięga po niego nie konkretny polityk, ale ministerstwo, które ma przecież tyle innych form na prezentacji swego stanowiska. Pozew jest ostatecznością, chodzi o to,aby nie wpływać na tłumienie dyskusji w tak ważnych sprawach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA