fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane osobowe

mTożsamość powodem do unieważnienia eurowyborów

Ministerstwo Cyfryzacji
Wybory do europarlamentu winny zostać unieważnione. Powód? Wprowadzona możliwość stwierdzenia tożsamości wyborców na podstawie aplikacji w telefonie.

Tak przynajmniej uważa autor jednego z protestów wyborczych (do wczoraj do godziny 14 wpłynęło ich 25).

mTożsamość to usługa dostępna w ramach aplikacji mobilnej mObywatel. Aplikacja korzysta z aktualnych danych tożsamości znajdujących się w rejestrach państwowych: imion, nazwisk, dat urodzenia, numerów PESEL, zdjęć, numeru dowodu czy informacji, kto wydał dokument. Za pomocą mTożsamości dane te można w każdej chwili wyświetlić na ekranie smartfona.

Czym jest dokument

PKW pierwszy raz w historii zezwoliła na to, by mTożsamością mogli posłużyć się wyborcy głosujący w eurowyborach. I tu pojawia się problem.

– Kodeks wyborczy mówi, że przed przystąpieniem do głosowania wyborca okazuje obwodowej komisji wyborczej dokument umożliwiający stwierdzenie jego tożsamości. A zgodnie z ustawą o informatyzacji, która reguluje aplikację mTożsamość, ta nie jest dokumentem potwierdzającym tożsamość. Jest dokumentem zawierającym pewne dane zaciągane z rejestrów publicznych – mówi dr Paweł Litwiński, adwokat z kancelarii Barta Litwiński. – Na poziomie ustawy nie przypisano mTożsamości charakteru dokumentu potwierdzającego tożsamość – akcentuje.

Jak zaznacza, w doktrynie i komentarzach do kodeksu wyborczego pojawiają się głosy, że w celu identyfikacji danej osoby można dopuścić dowolny dokument ze zdjęciem i danymi osobowymi, np. legitymację. To jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów. Wciąż bowiem pozostaje kwestia weryfikacji autentyczności.

– Zasiadający w komisjach wyborczych winni posiadać mWeryfikator, tj. powinni dysponować smartfonem z wgraną aplikacją, za pomocą której sprawdzaliby autentyczność mTożsamości i osoby się nią posługującej. Tego komisje nie miały, patrzyły tylko na ekrany telefonów. Nie dysponowały żadnym środkiem informatycznym – zaznacza Litwiński. – To tak jak z podpisem elektronicznym. Co mi da wydruk tego podpisu, jeżeli nie mogę go zweryfikować. Tak samo nie można zaufać zrzutowi z ekranu na telefonie – dodaje.

Podobnie uważa Tymon Radzik, autor protestu wyborczego. Radzik to były społeczny doradca Anny Streżyńskiej, minister cyfryzacji.

Zdaniem SN

„Warstwa wizualna usługi mTożsamość nie jest wystarczająca do stwierdzenia tożsamości osoby, która ją okazuje, gdyż bezpieczeństwo usługi mTożsamość opiera się o algorytm kryptograficzny, weryfikowany matematycznie na urządzeniach elektronicznych przy użyciu wyspecjalizowanych narzędzi. Warstwa wizualna jest łatwa do podrobienia(...). Żaden hologram czy »element dynamiczny« nie gwarantuje, że treść wyświetlana na ekranie smartfona jest autentyczna – jest jedynie iluzją bezpieczeństwa" – czytamy w proteście złożonym w SN.

Co na to PKW?

– Weryfikacja tożsamości na podstawie usługi mTożsamość jest wiarygodna i bezpieczna – wskazuje biuro prasowe Komisji.

W odpowiedzi przesłanej redakcji podkreśla się, że aplikacja posiada szereg mechanizmów zabezpieczających przed nieuprawnionym użyciem (jak np. blokada wykonania zrzutów ekranów), co gwarantuje wiarygodność.

– PKW nie otrzymała sygnałów o nadużyciach związanych z tym sposobem okazywania tożsamości – zaznacza PKW.

Co więcej, o identyfikowaniu za pomocą mTożsamości wypowiedział się niedawno Sąd Najwyższy (rozpoznawał skargę na uchwałę PKW powyższe umożliwiającą). SN uznał, że tożsamość wyborcy może zostać stwierdzona także na podstawie rządowej aplikacji.

Zdaniem komisarza wyborczego, adwokata Karola Pachnika, szanse na to, by doszło do unieważnienia wyborów, są bardzo nikłe.

– Upraszczając, protesty wyborcze są uwzględniane, jeżeli doszło do przestępstwa przeciwko wyborom albo do naruszenia prawa, które miało wpływ na wynik wyborów. Przepis kodeksu wyborczego o weryfikacji tożsamości jest bardzo ogólny. Można go interpretować tak, jak to zrobiła PKW, pozwalając na weryfikację tożsamości w niemal dowolny sposób. Nawet gdyby SN doszedł do przekonania, że dokument „umożliwiający stwierdzenie tożsamości" to wyłącznie dowód osobisty i paszport, to brak jest dowodów, że zagłosowały osoby nieuprawnione – wskazuje mecenas Pachnik.

I dodaje, że komisje wyborcze, sprawdzając tożsamość, nie odnotowują, jaki dokument został im przedstawiony.

Jakie wytyczne obowiązywały komisje
Zgodnie z uchwałą PKW przed wydaniem kart do głosowania obwodowa komisja wyborcza powinna:
1) sprawdzić tożsamość wyborcy na podstawie dowodu osobistego lub każdego innego dokumentu z fotografią, pod warunkiem że ustalenie tożsamości wyborcy na jego podstawie nie budzi wątpliwości; wyborca może zatem okazać komisji dowolny dokument ze zdjęciem (np. paszport, prawo jazdy, legitymacja studencka), w tym również dokument, który utracił ważność, pod warunkiem że ustalenie tożsamości na jego podstawie nie budzi wątpliwości. Tożsamość wyborcy mogła zostać także stwierdzona na podstawie mTożsamości, tj. usługi dostępnej w rządowej aplikacji mobilnej mObywatel. Elementy, które potwierdzać miały, że wyświetlane na smartfonie dane były wiarygodne, bezpieczne i aktualne, to:

a) hologram (godło RP w lewym górnym rogu),
b) data ostatniej aktualizacji,
c) znak wodny (godło RP pod danymi osobowymi),
d) element dynamiczny (flaga RP w lewym dolnym rogu).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA