fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Moskwa nie wpuszcza biznesu na Kuryle

AFP
Rosjanie wciąż odwlekają wydane zgody na japońskie inwestycje na Wyspach Kurylskich. A Japonia to jedyny chętny do wsparcia pieniędzmi wulkanicznych wysp.
„Na razie nie ma decyzji o terminie kolejnej wizyty Japończyków na Kurylach. Mamy już projekty w pięciu sferach. Jednak aby zdecydować, gdzie będą one konkretnie realizowane, trzeba tam jeszcze raz pojechać" - stwierdził Hitoshi Odzawa minister pełnomocny ambasady Japonii w Rosji, cytowany przez agencję Nowosti. Dodał, że rządy Rosji i Japonii o tym dyskutują, ale decyzji końcowej wciąż nie ma.
Tymczasem od podpisania porozumienia o współpracy gospodarczej Rosji i Japonii na  Kurylach Południowych mięło już półtora roku. Porozumienie zakłada wspólne biznesy w przetwórstwie owoców morza, hodowli owoców w szklarniach, rozwoju turystyki, energetyce wiatrowej oraz rozwiązaniu problemu śmieciowego na wyspach czego wynikiem na być zmniejszenie ich zanieczyszczenia.
W końcu października 2017 r ponad 50 japońskich specjalistów i biznesmenów odwiedziło obiekty i miasta na czterech wyspach, do których Japonii na roszczenia terytorialne (przed II wojną do niej należały). Chodzi o Iturup, Kunaszyr, Szikotan i grupa Chabomai. Za czasów ZSRR stacjonowała tam Armia Czerwona i działały zakłady rybne. Po rozpadzie ZSRR Kuryle opuściło wojsko, zakłady upadły, a większość ludzi wyjechała. Po radzieckich zakładach i bazach pozostały ruiny i odpady. Stan istniejących ludzkich osad jest w większości opłakany. Jednak dzięki wyludnieniu, wyspy są dziś wyjątkowym miejsce rozwoju dzikiej przyrody, z czynnymi wulkanami, bogatymi w stworzenia morskie wodami. Burzliwe wody, jesienne cyklony i gęste mgły utrudniają odwiedzenie wysp, ale kto raz tam zabłądził, wracał oczarowany. Rosji zależy na ochronie wód wokół Kuryli przed ekspansją japońskich kutrów. A jest ich w ostatnich latach coraz więcej. Stąd pomysł dopuszczenia Japończyków do wspólnego biznesu, by móc choć częściowo go kontrolować. W maju 2017 r podpisano porozumienie, zgodnie z którym specjaliści z Rosji i Japonii będą razem hodować jeżowce i ryby na Wyspach Kurylskich. Cały archipelag tworzy 56 wysp rozciągniętych na długości 1200 km. Dziś to w większości dziewiczy teren, na którym dominują czynne i wygasłe wulkany. Bogata linia brzegowa tworzy wewnętrzne jeziora; strumienie są pełne ryb, a wyspy porastają bujne lasy i łąki z wysoką trawą przypominające trawiaste morza. Wyspy zamieszkiwały niedźwiedzie brunatne, ale wybili je sowieccy żołnierze. Dziś można spotkać tam lisy polarne, niewielkie gryzonie i ogromne bogactwo ptaków morskich. W 2006 r Kreml przyjął program rozwoju Kuryli należących do obwodu sachalińskiego. Zakładał on inwestycje w infrastrukturę transportową (praktycznie nie istnieje); w nowoczesne przetwórstwo rybne; socjalną infrastrukturę i rozwiązanie problemów energetycznych. W odróżnieniu od np. Islandii, Rosjanie nie potrafią wykorzystywać energię wulkanów do produkcji prądu i ciepła. Program był obliczony na lata 2007-2015 i inwestycje na poziomie 18 mld rubli. Miał nie tylko unowocześnić gospodarkę Kuryli,, ale też zwiększyć liczbę ludności z 19 tys. do 30 tys. W 2011 r Kreml wydzielił dodatkowe 16 mld rubli na rozwój wysp. Dziś wiadomo, że większość punktów programu nie została zrealizowana i bez zagranicznej pomocy się nie obejdzie. A wśród inwestorów zagranicznych wielu chętnych nie ma. Właściwie jedynie chętni do lokowania swoich pieniędzy i technologii na Kurylach są Japończycy.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA