fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Białoruś: Dyktator mianował się prezydentem

Łukaszenko i jego najwierniejsi zwolennicy – urzędnicy i generałowie – w czasie inauguracji
AFP
Aleksander Łukaszenko w tajemnicy dokonał inauguracji swojej szóstej kadencji.

– Wiedzieliśmy, że on się boi społeczeństwa. Zaskoczyło nas jak bardzo – powiedział „Rzeczpospolitej" grodzieński korespondent telewizji Biełsat Paweł Mażejka. Polska nie uznała Łukaszenki za prezydenta.

Mieszkańcy białoruskiej stolicy zorientowali się, że coś się dzieje, gdy zauważyli, jak pod siedzibą prezydenckiej administracji (zwanej Pałacem Niepodległości) gromadzi się milicja oraz żołnierze, a wśród tych ostatnich – kompania reprezentacyjna. Potem w jego okolicach wyłączono internet.

W końcu kolumna samochodów dowiozła Łukaszenkę. Mimo że ustawa „o inaugurowaniu kadencji prezydenckiej" nakazuje jej transmitowanie w radiu i telewizji, nie przerwano programu ani nie uprzedzono słuchaczy i widzów. Prawdopodobnie dziennikarze też nic nie wiedzieli. W gmachu administracji legitymację prezydenta wręczyła Łukaszence przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Lidia Jarmoszyna. Ale sami pracownicy Komisji nie wiedzieli, gdzie jest ich szefowa. – Gdzieś na chwilę wyjechała – powiedzieli dziennikarzom. W pałacu nie było żadnego przedstawiciela korpusu dyplomatycznego, nawet ambasadora Rosji.

Pałki i pagony

– To jakiś surrealizm. Tak nie robi człowiek, który twierdzi, że popiera go przytłaczająca większość społeczeństwa – mówi Mażejka. Rosyjski politolog Gleb Pawłowski uważa, że „trudno wyobrazić sobie bardziej widowiskowy pokaz niewiary władzy w samą siebie niż ta tajna inauguracja. To było sprzeczne z samym charakterem takiej ceremonii".

Według prawa uroczysta inauguracja powinna odbyć się w dwa miesiące po wyborach. „Ustępujący prezydent przeprowadził operację specjalną swojej samoinauguracji. (...) Widać wyraźnie, że Aleksander Łukaszenko jest wyłącznie prezydentem oddziałów specjalnych milicji i garstki urzędników" – stwierdził członek prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej Paweł Łatuszka. Z kolei niekwestionowana liderka Białorusinów Swiatłana Cichanouska uznała, że to wszystko „farsa".

– Nie mam prawa porzucać Białorusinów, którzy z kursem państwowej polityki związali swój los, przyszłość swoich dzieci (...). Państwowi urzędnicy i ludzie w pagonach okazali wytrwałość, męstwo i jedność – mówił sam Łukaszenko kilkuset urzędnikom i dowódcom milicji zgromadzonym w Pałacu.

– On rzeczywiście swą siłę czerpie z poparcia mundurowych i aparatu państwowego. Teraz zaś rządy oprze tylko na brutalnej sile. Bez wątpienia czeka nas militaryzacja społeczeństwa – powiedział „Rzeczpospolitej" politolog Walerij Karbalewicz.

Mimo mrocznych perspektyw mieszkańcy białoruskiej stolicy natychmiast zaczęli spontanicznie wychodzić na ulice miasta, protestując. Pierwszych aresztowań dokonano kilkanaście minut po zakończeniu ceremonii. Ale protesty rozlały się na inne miasta. Do aresztu trafił też dziennikarz rosyjskiej agencji rządowej TASS, który przyszedł pod siedzibę prezydenckiej administracji, by się dowiedzieć, co się w niej dzieje.

Stracony kraj

Na Białorusi uważają, że Łukaszenko „nie chce uwierzyć, że to już nie jego kraj". – Zademonstrował, że nie jest gotów na jakiekolwiek kompromisy czy choćby rozmowy z oponentami wewnątrz kraju, z Unią Europejską – która też proponowała swe pośrednictwo – Karbalewicz podsumował uroczystość, która jest jego zdaniem zwiastunem nowego etapu rządów Łukaszenki.

Jednocześnie jednak politolog nie sądzi, by decyzję o przeprowadzeniu szybkiej i tajnej inauguracji przyspieszyła klapa spotkania unijnych ministrów spraw zagranicznych i niemożność wprowadzenia europejskich sankcji przeciw Łukaszence. – On niezbyt się przejmuje tym, co mówi i chce Bruksela. Tak zwana wielowektorowość jego polityki zagranicznej (próba otwarcia na Zachód – red.) została zamieniona monowektorowość – kierunek wyłącznie na Moskwę – uważa. Ale osiem pierwszych państw UE (Polska, Niemcy, Litwa, Słowacja, Estonia, Łotwa, Czechy i Dania) już oficjalnie nie uznały nowo zainaugurowanego prezydenta.

Sam Łukaszenko zdaje sobie doskonale sprawę, że też nie może do końca ufać Kremlowi – a on jemu. – Wolałbym tego nie komentować. (...) Ja sam nie miałem żadnej informacji – powiedział rzecznik Kremla pytany o inaugurację Łukaszenki. Białoruski polityk uchyli się teraz od zobowiązań, jakie przyjął na siebie na spotkaniu z Putinem w Soczi: przeprowadzenia reformy konstytucyjnej, a po niej przedterminowych wyborów. – Już zapowiedział, że odbędą się w terminie, czyli w 2025 roku – przypomniał Karbalewicz.

Łukaszenko uważa pewnie, że znów uda mu się ogłosić się zwycięzcą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA