fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Aplikacje/egzaminy

Dariusz Sałajewski o aplikacji uniwersyteckiej

Adobe Stock
Wygląda na to, że temat kreowania kolejnych, nowych ścieżek dostępu do zawodów prawniczych - adwokata i radcy prawnego - ponownie stał się aktualny.

Poważnym sygnałem wskazującym na to jest zapowiedziana przez resort sprawiedliwości korespondencja z uniwersytetami co do założeń programowo-organizacyjnych ewentualnego wdrożenia tak zwanej „aplikacji uniwersyteckiej". Co ciekawe - i patrząc przez pryzmat polityczny zrozumiałe - wspomina się, że „tzw. aplikacja" (celowo używam cudzysłowia) byłaby alternatywna w stosunku do organizowanych przez samorządy prawnicze nie tylko jeśli chodzi o metodykę pozyskiwania umiejętności zawodowych. Padają sugestie, że ścieżka uniwersytecka okazać mogłaby się dla uczestników szkolenia atrakcyjniejsza również ze względów klasycznie ekonomicznych. Czyli tańsza, może krótsza. Jeśli więc zainteresowanym aplikacjami (których wprawdzie z roku na rok ubywa choć nadal jest ich rokrocznie tysiące), zaoferuje się nowe możliwości skutkujące mniejszymi kosztami, wybór spośród takich konkurencyjnych ofert może okazać się dla niektórych oczywisty. Gdy tak się stanie, kiedy, co wtedy?

Po pierwsze wymagałoby to zmiany obowiązujących ustaw prawa o adwokaturze i o radcach prawnych. Być może także prawa o notariacie, choć o tym było dość cicho w dotychczasowych dywagacjach medialnych o alternatywnych aplikacjach. Takie zmiany, jeśli tylko byłaby wola rządzących, przeprowadza się obecnie - jak wiemy - sprawnie. Minister przygotuje projekt, posłowie wnoszą go jako poselski, marszałek sejmu wprowadza szybko do porządku posiedzenia i po sprawie. A propos ministra, w niedawno opublikowanej na łamach „Rz" debacie redakcyjnej w tej sprawie, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Marcin Warchoł mówił, że jak „będzie popyt będzie ustawa". Krótko i węzłowato. Póki co przystąpiono jednak do sondowania czy będzie „podaż usługi". Stąd zapewne wspomniana wcześniej korespondencja z uniwersytetami. Nowa usługa - aby było sprawiedliwie i bez wykluczania terytorialnego zainteresowanych - musiałaby zapewne być dostępna w miarę możliwości w całym kraju. Tymczasem z wcześniej wypowiadanych nieoficjalnie opinii wynikało, że nie wszystkie uniwersyteckie wydziały prawa entuzjastycznie podchodzą do pomysłu. Zobaczymy jak teraz, w ramach już urzędowych kontaktów zareagują potencjalni usługodawcy. Sądzę, że dość szybko poznamy odpowiedź na pytanie czy, a jeśli tak to kiedy, otworzy się furtka dla „tzw. aplikacji uniwersyteckich." Odpowiedź na pytanie co wówczas z aplikacjami prowadzonymi przez samorządy prawnicze nie byłaby już taka prosta. Jedno okazałoby się wówczas pewne. Mielibyśmy do czynienia z niewidzialną ręką rynku. Czy jednak do kształcenia i ukształtowania osób wykonujących zawody zaufania publicznego, które przyjmują zadania o szczególnym charakterze z punktu widzenia zadań publicznych, winno podchodzić się rynkowo? To kluczowe pytanie w sprawie. Ministerstwo rozpoczynając dyskusję na ten temat (jak „będzie popyt będzie ustawa"), traci z pola widzenia cel aplikacji. Aplikacja nie jest produktem, który po prostu można sprzedać i aż trudno zakładać, że autorzy pomysłu nie zdają sobie z tego sprawy.

Z przykrością zakładam jednak i obym się mylił, że przygotowanie aplikanta do jakże ważnej roli osoby wykonującej zawód zaufania publicznego, zostanie wolą rządzących spłycone do formy produktu. Nie mam natomiast wątpliwości, nie tylko z powodu organizacyjnej czy jak kto woli korporacyjnej przynależności, że aplikacje prawnicze także wówczas pozostaną najlepszą formą przygotowania do zawodu radcy prawnego, adwokata, notariusza, a „produkt samorządowy" okaże się realnie (czytaj - sprawdzalnie) i strategicznie konkurencyjny.

Warunkiem uzyskania uprawnień zawodowych jest zdanie państwowego egzaminu. Od kilku lat zdawalność egzaminów zawodowych przez osoby które ukończyły aplikacje prowadzone przez samorządy ustabilizowała się na wysokim bo 80 - cio procentowym poziomie. Wśród przystępujących do egzaminów z szerokiego obecnie katalogu ścieżek poza aplikacyjnych, procent zdawalności jest o połowę niższy. To są fakty. Ta historyczna statystyka może okazać się jednak niewystarczającym, pozytywnym argumentem przemawiającym za bezkonkurencyjnością aplikacji prowadzonych przez samorządy. Nie sadzę też by kluczem do wygrywania na konkurencyjnym rynku mogłyby się stać wyłącznie - a napewno nie głównie - wyścigi pomiędzy samorządami i uczelniami na polu technologicznym, jeśli chodzi o metody kształcenia. W mojej opinii takim kluczem jest i będzie zapewnianie przez organizatorów kształcenia prawdziwego kontaktu jego uczestników z praktyką zawodu. Celem aplikacji nie jest wszak tylko uzyskanie zaświadczenia upoważniającego jej absolwentów do przystąpieniu do egzaminu zawodowego. Muszą oni pozyskać konkretne umiejętności, ale przede wszystkim nie tylko poznać ale i utrwalić zasady i wartości związane z wykonywaniem zawodu. Jakość aplikacji, jeśli chodzi o pozyskaną wiedzę i sprawność korzystania z niej, nadal będzie oceniana i sprawdzana przez pryzmat wyników egzaminów zawodowych. To na ile dobrze praktycznie przygotowuje ona do samodzielnego i odpowiedzialnego wykonywania zawodu, okazuje się dopiero po egzaminie. Wyzwanie, jakie staje przed rozważającymi likwidację obowiązującego modelu dojścia do tytułu zawodowego polega na odpowiedzialnym wzięciu pod uwagę wszystkich konsekwencji takiego rozwiązania. Również tych, które polegałyby na zróżnicowaniu statusu uczestników szkoleń uniwersyteckich i aplikacji samorządowych, jeśli chodzi o egzekwowanie przestrzegania reżimów deontologicznych obowiązujących przyszłych adwokatów, radców prawnych, czy też notariuszy. Chciałbym ufać, że decydenci nie będą kierować się jedynie łatwymi i popularnymi w docieraniu do potencjalnych interesariuszy względami prostorynkowo pojętej ekonomii. Nie ukrywam jednak obaw, że niektóre zapowiedzi mogą wskazywać, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym gestem głównie populistycznej deregulacji, jeśli chodzi o dostęp do wykonywania zawodów świadczących profesjonalną pomoc prawną.

Samorządy zawodowe, choć mogę stanowczo mówić tylko o samorządzie radców prawnych, bez względu na to, czy pojawi się "tzw. aplikacja uniwersytecka" od dawna doskonalą program i metodę prowadzenia aplikacji. W zaistniałej sytuacji muszą wykazać się szczególną gotowością i zdolnością do samokontroli i samoreformowania. Sześć lat temu samorząd radcowski przeprowadził znaczącą reformę aplikacji określając zarazem główne kierunki dalszych modyfikacji. Urzeczywistniano je w kolejnych latach. Już wtedy postawiono na zdecydowane umocnienie warsztatowo-praktycznego charakteru zajęć. Przyjęto regulacje ograniczające wielkość grup ćwiczeniowych. Dla prowadzących zajęcia wydano w latach 2012 - 2016 jednolite w całym kraju materiały warsztatowe, a kilkuset spośród nich uczestniczyło w organizowanych przez samorząd zajęciach metodycznych, prowadzonych przez specjalistów w tej dziedzinie. Konkretnie określone zostały obowiązki jakie mają do przećwiczenia ze swoimi podopiecznymi patroni aplikantów - radcowie prawni.

„Jeszcze więcej praktyki, jak najmniej akademickiej teoretyki". To oczekiwania aplikantów formułowane w swobodnych rozmowach i anonimowych ankietach, oceniających zajęcia na aplikacji radcowskiej. Nie wszystkim izbom jak dotychczas nie udało się jeszcze wdrożyć wszystkie zmodyfikowane postanowienia programowo- regulaminowe. W ramach swej ustawowej roli koordynacyjno – nadzorczej, obecna Krajowa Rada Radców Prawnych musi mieć determinację wyegzekwowania ich przestrzegania. Potrzebny jest też kolejny impuls reformatorski. Pod uwagę trzeba wsiąść chociażby całkowitą rezygnację z organizowania i prowadzenia na szczeblu izb zajęć w formie wykładów i umieszczenie w to miejsce obowiązku aplikantów samodoskonalenia teoretycznego przy wykorzystaniu przekazów udostępnianych na platformie elearningowej utworzonej specjalnie w tym celu na szczeblu krajowym. Czas dotychczas angażowany na zajęcia w formie wykładów i konwersatoriów, w całym trzyletnim cyklu szkolenia wynoszący ok. 300 godzin, mógłby powiększyć o blisko połowę wymiar czasowy praktyk odbywanych co do zasady wyłącznie w kancelariach prowadzonych przez patronów. Wykorzystanie środków zaoszczędzonych przez izby, wydawanych dotychczas na honoraria prowadzących wykłady, mogłoby być ukierunkowane regulaminowo na wzmocnienia znaczenia instytucji patronatu, nie wykluczając pilotażowych rozwiązań motywacyjnych wspierających patronów zatrudniających aplikantów.

W trakcie wspomnianej już debaty prasowej w redakcji „Rz" wiceminister Marcin Warchoł wyraźnie sprowokowany pytaniem Prezesa KRRP Macieja Bobrowicza, nie wykluczył, iż gdyby wprowadzono możliwość organizowania pozasamorządowych aplikacji, można by odejść od sztywnego urzędowego określania wysokości odpłatności wnoszonej przez uczestników szkolenia. Wygląda na to, że „niewidzialna ręka rynku", która ma dotknąć aplikacje prawnicze, a także wszystko co im towarzyszy - tak dobre jak i złe - jest już w zasięgu wzroku.

Samorządy prawnicze, w tym jakże bliski mi samorząd radcowski, nie mogą mieć oczu zamkniętych i jedynie bronić zastanych pozycji. Muszą nie tylko w tej sprawie, która jest przedmiotem powyższego tekstu, wyprzedzać. Przynajmniej dobrze i pilnie się do tego wyprzedzania przygotowywać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA