fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Szułdrzyński: Epidemia koronawirusa jest wielkim testem zachowań społecznych

AFP
W walce z pandemią i odbudowie gospodarki potrzeba nam więcej pozytywizmu niż romantyzmu.

Epidemia koronawirusa jest wielkim testem zachowań społecznych. Choć główną metodą walki z niewidocznym gołym okiem zarazkiem jest „social distancing", czyli właśnie trzymanie się poszczególnych ludzi na dystans, by ograniczyć transmisję wirusa, to aplikowanie kolejnych obostrzeń, ograniczeń i reakcja na nie poszczególnych osób czy grup jest wielkim, dziejącym się na żywo eksperymentem społecznym. A zarazem testem bojowym rozmaitych koncepcji.

Społeczeństwo? Tak

Wystawia on na próbę skrajny indywidualizm, który stał się po 1989 r. dla wielu wręcz religią. Przekonanie o tym, że każdy jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem, i ponosi odpowiedzialność wyłącznie za siebie, wiele razy już przeżywało trudną konfrontację z rzeczywistością. Jednym z pierwszych sygnałów, że ta koncepcja może wieść na manowce, stała się kwestia smogu. Parę lat temu rodzimi libertarianie ze zdumieniem odkryli, że bardzo wiele zależy od wspólnoty. Świeżego powietrza nie można było kupić – choć wcześniej kupowano bezpieczeństwo (grodząc się na zamkniętych osiedlach), edukację – posyłając dzieci do prywatnych szkół, czy też zdrowie – wykupując abonamenty w prywatnych przychodniach. Ale czystego powietrza nie dało się kupić. Tak samo i dziś nie da się kupić bezpieczeństwa od koronawirusa, trzeba się poddać surowym rygorom, by zatrzymać jego rozprzestrzenianie. W dodatku główny ciężar w walce z epidemią musiało wziąć na siebie wyszydzane przez libertarian państwo i państwowa służba zdrowia.

Ale i z drugiej strony skuteczność działania antyepidemicznych obostrzeń jest pragmatycznym testem rozmaitych koncepcji patriotyzmu. Prawica od dawna uczyniła swojego wroga z liberalnego modelu patriotyzmu codzienności. Oburzała się, gdy kwestie miłości do ojczyzny sprowadzano do spraw tak trywialnych, jak sprzątanie po swoim psie czy uczciwego płacenia podatków. Ten patriotyzm miał rzekomo zagrażać patriotyzmowi heroicznemu. Czy wystarczy sprzątać po psie i płacić podatki, by zdać egzamin w czasie próby? Czy nie trzeba czegoś więcej, by w godzinie próby stanąć do walki? By – jak trzeba – na śmierć iść po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec?

I choć w tym patriotycznym dualizmie jest sporo sztuczności, na użytek niniejszej analizy zgódźmy się na to uproszczenie, że dziś w sferze publicznej konkurują ze sobą właśnie takie dwa modele (prof. Marcin Napiórkowski definiuje to inaczej, przeciwstawiając sobie turbopatriotyzm z softpatriotyzmem).

Jacy bohaterowie

Najlepszym symptomem tego, która wizja patriotyzmu jest dla kogo ważna, jest to, kogo uznaje się za największego bohatera. Nie przypadkiem dla dużej części twardej prawicy od lat najwyższym wzorem są żołnierze wyklęci.

Zróbmy tu kolejne zastrzeżenie – czym innym jest pamięć, a czym innym kult. Czym innym jest przywracanie pamięci o często zapomnianych ofiarach stalinowskich zbrodni, a czym innym promowanie bohaterstwa wyklętych jako głównego wzoru do naśladowania.

Wzorem są wyklęci, którzy prowadzili beznadziejną walkę z systemem komunistycznym. A nie na przykład ci, którzy poświęcili talenty na odbudowę Polski po wojennych zniszczeniach. Oczywiście wielu nie miało wyboru, niektórzy nie mogli np. po działalności konspiracyjnej wrócić do normalnego życia. Ale wielu go miało – wielu powstańców zostało lekarzami, inżynierami, profesorami, którzy poświęcali pracę na rzecz wspólnoty. Taka jaka wtedy była. Ciekawy przykład takiego patriotyzmu dawał kard. Wyszyński.

Kto powinien być dla nas wzorem w czasie zarazy? Przerysowując: czy wyklęci zostaliby w domu i trzymali się rygorów izolacji? Bo dziś to wydaje się niezwykle cennym przejawem patriotyzmu – ograniczyć kontakty z innymi, siedzieć w domu, często myć lub dezynfekować ręce i podporządkowywać się nakazom władz.

Oczywiście, potrzebne są gesty solidarności – pomaganie starszym i w kwarantannie. Potrzebny jest heroizm lekarzy, pielęgniarek i ratowników, którzy każdego dnia narażają swoje zdrowie i życie. Ale tym, bez czego nie pokonamy koronawirusa, jest społeczna dyscyplina. Potrzebujemy dziś więcej pozytywizmu niż romantyzmu. Skutki insurekcyjnego romantyzmu widzimy co roku w statystykach zabitych na polskich drogach. Przestrzeganie przepisów to dla wielu wyraz słabości.

Jeszcze więcej będzie trzeba pozytywizmu podczas wychodzenia z epidemii. Już dziś niektórzy wieszczą największy kryzys od drugiej wojny światowej. Będziemy więc potrzebować profesorów, inżynierów, przedsiębiorców, którzy będą wspólnie odbudowywać Polską gospodarkę. I jeśli prawica, chce w tym dziele odnieść sukces, już dziś powinna zacząć szukać bohaterów, którzy będą kojarzyli się z codzienną mozolną pracą na rzecz odbudowy państwa, a nie tych, którzy mężnie stawiali opór.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA