fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Czy Sąd Najwyższy podważy wyrok na Falentę?

Marek Falenta od czerwca odbywa karę 2,5 roku więzienia za zlecenie nagrywania polityków
Reporter
W kontekście ostatnich rewelacji Marka Falenty z listu do prezydenta jego zarzuty z kasacji nabierają nowego znaczenia.

Dlaczego żaden sąd, który skazywał Marka Falentę, nigdy nie przesłuchał Łukasza N., kelnera i głównego świadka oskarżenia – mimo wielu wątpliwości w jego zeznaniach?

Argumenty adwokata Falenty, który walczy o wyjście z więzienia i uniewinnienie, poznała „Rzeczpospolita" za zgodą Sądu Najwyższego. Najprawdopodobniej zaraz po wakacjach rozpozna on skargę kasacyjną. Wątpliwości wpisują się w nową wersję zdarzeń, którą w listach do najważniejszych osób w państwie wyjawił Falenta. Czy Sąd Najwyższy weźmie je pod uwagę?

Pisaliśmy o tym: Falenta pod wymuszoną obserwacją psychiatryczną

Kelner kręci, sąd wierzy

Biznesmen w grudniu 2017 r. został prawomocnie skazany na 2,5 roku więzienia za zlecenie podsłuchów w restauracjach (wyrok sądu okręgowego podtrzymała apelacja). Uciekł do Hiszpanii, skąd go sprowadzono, więc odsiadkę zaczął dopiero w czerwcu. Wcześniej składał wnioski o ułaskawienie i odroczenie wykonania kary – bez powodzenia.

Teraz ostatnią deską ratunku jest dla Falenty kasacja, którą jego obrońca, mec. Marek Małecki wniósł do Sądu Najwyższego – wyrokowi Sądu Apelacyjnego zarzuca „rażące naruszenie prawa", mogące mieć istotny wpływ na rozstrzygnięcie.

„Postawione zarzuty dotyczą naruszenia fundamentalnych zasad procesu karnego, tj. prawa do obrony oskarżonego realizowanego przez prawidłowo prowadzone postępowanie dowodowe, a w konsekwencji rzetelnego i sprawiedliwego procesu" – napisał w kasacji.

Falentę pogrążył kelner Łukasz N., który twierdzi, że to biznesmen kazał mu potajemnie nagrywać VIP-ów w warszawskich restauracjach – N. został za to tzw. małym świadkiem koronnym i uniknął kary. Sąd odstąpił od skazania, bo uwierzył w słowa kelnera.

W kasacji adwokat wskazuje „sprzeczności, nieścisłości i niekonsekwencje" w zeznaniach Łukasza N., do których – jak twierdzi – sąd w apelacji się nie odniósł.

– Sąd drugiej instancji niejako z góry założył, że wyjaśnienia Łukasza N. są wiarygodne – wytknął Małecki.

Nieścisłości – jak czytamy w kasacji – dotyczą wielu kwestii, m.in. momentu rozpoczęcia procederu, inicjatora nagrań, kręgu osób mających do nich dostęp, ilości i rodzaju nagrywarek i domniemanego wynagrodzenia za nagrywanie. Przytoczone fragmenty zeznań są wymowne.

Od chwili rozpoczęcia współpracy z Falentą Łukasz N. mówi: było to w lecie 2013 r., w wakacje – wskazuje raz czerwiec, innym razem lipiec lub sierpień. Przy tym stwierdza w jednym z zeznań, iż „możliwe, że w tym okresie (zanim poznał Falentę – red.) sam już dokonałem kilku nagrań".

Kelnera złapano również na kłamstwie, a sąd mimo to uznał jego zeznania za spójne – „pomimo faktu, że Łukasz N. pięciokrotnie potwierdzał, że zlecenia dokonywania nagrań otrzymał latem 2013 r., natomiast po zapoznaniu się z opinią biegłych i ujawnieniu mu, że organy ścigania dysponują również nagraniami z wcześniejszego okresu, wyjaśnił, że dat dokładnych już nie pamięta i być może zaczął nagrywać na zlecenie Falenty już w kwietniu 2013 r." – wytyka adwokat w kasacji. I uważa, że wyjaśnień N. nie można uznać za spójne i za wiarygodne.

Zastanawiające rozbieżności pojawiają się także między zeznaniami Łukasza N. a drugim z kelnerów – Konradem L., któremu N. kazał nagrywać polityków. Adwokat przytacza fragmenty, z których wynika, że Konrad L. nie wskazywał Falenty jako zleceniodawcy. „Łukasz mówił mi o wykorzystaniu tych nagrań przez służby, (...) nie mówił o nim jako o bezpośrednim zleceniodawcy, ale jako o osobie posiadającej wiedzę o tym procederze" – zeznał Konrad L. Twierdził, że kiedy N. mówił o zleceniodawcach, używał określeń: „wujek, babcia, dziadek" – w liczbie mnogiej.

Także w kwestii pieniędzy za nagrywanie N. miał mówić, że są od „zleceniodawców" – twierdził Konrad L. Wyznał też, że jego kolega dysponował „materiałami niedostępnymi dla ogółu", np. płytą wideo kompromitującą jednego z senatorów. Łukasz N. miał mówić Konradowi o tym nagraniu, zanim zaczął pracę w restauracji Sowa & Przyjaciele. Skąd N. je miał, skoro nie znał wtedy jeszcze Falenty? Tego nie wyjaśniono.

Konrad L. przyznał, że bał się wycofać z nagrywania VIP-ów. „Łukasz zagroził, że wycofanie się będzie dla mnie niebezpieczne", ponieważ „naraziliśmy się nagraniami wpływowym ludziom, a nasza rola jest znana zleceniodawcom".

Adwokat w kasacji stwierdza: „Nazwisko Marka Falenty pojawiło się w tym kontekście, natomiast nigdy nie było sprecyzowane jako nazwisko takiego pewnego zleceniodawcy".

Pojawia się w niej wątek braku weryfikacji „sfery psychiki Łukasza N. odpowiadającej za jego motywację i skłonności do konfabulacji oraz podatności na sugestie" – sam informował on organy ścigania, że leczył się psychiatrycznie i odwykowo – zauważa mec. Małecki. O tej kwestii pisała również niejednokrotnie „Rzeczpospolita".

Kto groził?

W kasacji jest wspomniany niewyjaśniony wątek „nacisków i gróźb" ze strony funkcjonariuszy policji.

„Został mi przedstawiony schemat działania z udziałem Marka Falenty (...) i zostałem nakłoniony, abym w dużym skrócie potwierdził wersję Łukasza N." – zeznał Konrad L.

Jeden z policjantów miał mu mówić, by „przyznać się do wszystkiego i potwierdzić wersję z Falentą jako zleceniodawcą, ponieważ mogą mnie czekać przykre konsekwencje" – zeznał Konrad L. Twierdził, że był poddany presji, pokazywano mu zdjęcia osób „czyhających" na jego życie. Twierdził, że policjant „wspomniał o ścięciu głowy przez Białorusina za kwotę 10 000 złotych". „Jedynym gwarantem bezpieczeństwa i spokoju dla mnie miała być współpraca z CBŚ" – zeznał Konrad L., dodając, że wiedzę o sposobie przekazywania pendrive'ów „poznał w CBŚ, kiedy Łukasz ten temat wyjaśniał, i przyjąłem ją jako pewnik" – zeznał L.

Dlaczego to takie istotne? Bo brat Łukasza N. jest policjantem CBŚ – jak ten fakt wpłynął na wyjaśnienia i sposób przesłuchania tego kelnera – co wskazuje mec. Małecki – także nie zbadano.

Chce uniewinnienia

Łukasz N. nigdy nie składał wyjaśnień przed sądem – skorzystał z art. 60 par. 3 k.k., „brak było więc możliwości skonfrontowania i wyjaśnienia oczywiście rodzących się wątpliwości" w toku procesu – czytamy w skardze kasacyjnej.

Autor kasacji twierdzi, że sąd drugiej instancji, rozpatrując apelację obrony, nie odniósł się do tych licznych wątpliwości. Adwokat chce uchylenia wyroku skazującego i uniewinnienia Falenty. Sąd Najwyższy może uznać argumenty Falenty i cofnąć sprawę do ponownego rozpatrzenia. A wtedy biznesmen wyjdzie z więzienia.

Choć kasacja została złożona w listopadzie 2018 r., Sąd Najwyższy raczej nie będzie mógł przejść do porządku dziennego nad tym, co napisał Falenta w listach do premiera, prezydenta i prezesa PiS – ujawniła to „Rzeczpospolita".

Falenta przedstawił się w nich jako osoba lojalna wobec PiS i CBA, twierdził, że obiecano mu bezkarność za odsunięcie PO od władzy – biznesmen dziś twierdzi, że namawiano go do kupowania taśm od kelnerów. Do dziś, mimo miesiąca od ujawnienia treści listów, Falenta nie został przesłuchany przez prokuraturę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA